Informacje

TSUE / autor: pixabay
TSUE / autor: pixabay

Po decyzji TSUE Czesi obstają przy swoim ws. uchodźców

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 31 października 2019, 15:45

    Aktualizacja: 31 października 2019, 15:46

  • Powiększ tekst

Trzeba poczekać na wiążące rozstrzygnięcie Trybunału Sprawiedliwości UE - ocenił w czwartek premier Czech Andrej Babisz, komentując opinię rzeczniczki generalnej TSUE, której zdaniem Polska, Czechy i Węgry złamały prawo UE, nie przyjmując uchodźców.

Stanowisko rzeczniczki generalnej nie jest wiążące, to świeża informacja, a Republika Czeska to stanowisko studiuje i analizuje. W każdym razie musimy poczekać na decyzję sądu, która, jako jedyna, będzie wiążąca” - napisał premier w oświadczeniu przekazanym agencji CTK.

Babisz dodał, że wstępując do Unii Europejskiej, Czesi nie godzili się na to, by to Wspólnota decydowała, kto w Czechach będzie żył i pracował. „Z taką interpretacją umowy nigdy się nie zgodzę. Polityka azylowa jest sprawą każdego państwa członkowskiego, a rozdział uchodźców, którzy dostali się do UE nielegalnie, zdecydowanie nie należy do naszych obowiązków” - ocenił Babisz. Rozdzielanie migrantów między państwa unijne uznał za złą decyzję, która niczego nie rozwiązuje.

Podczas postępowania sądowego wykorzystamy wszelkie możliwości obrony i sprawę będziemy koordynować z przedstawicielami Polski i Węgier. Nie jesteśmy sami. Z obowiązkowymi kwotami Republika Czeska nigdy się nie pogodzi, przynajmniej dopóki ja będę premierem. Obiecałem to wyborcom, a ja dotrzymuję obietnic mówił Babisz.

Rzecznik generalna TSUE Eleanor Sharpston uznała, że „odmawiając zastosowania tymczasowego i ograniczonego w czasie mechanizmu obowiązkowej relokacji osób ubiegających się o ochronę międzynarodową, Polska, Węgry i Republika Czeska uchybiły zobowiązaniom, które na nich ciążą na mocy prawa Unii”.

Sharpston odrzuciła też główny argument, na które powoływały się władze w Warszawie, Pradze i Budapeszcie, tj. konieczność zapewnienia bezpieczeństwa. Ostateczne rozstrzygnięcie TSUE oczekiwane jest za kilka tygodni; przynajmniej na obecnym etapie sprawa ma znaczenie bardziej symboliczne niż praktyczne, bo decyzje relokacyjne, których dotyczy, już wygasły.

Źródła sporu sięgają 2015 r., gdy w odpowiedzi na kryzys migracyjny Rada UE przyjęła dwie decyzje, które miały wesprzeć Włochy i Grecję w radzeniu sobie z masowym napływem migrantów. Chodziło o relokację z tych państw najpierw 40 tys., a potem 120 tys. osób ubiegających się o ochronę międzynarodową.

Słowacja i Węgry zaskarżyły te decyzje do TSUE, ale przegrały, a sędziowie z Luksemburga orzekli, że mechanizm relokacji pomagał Grecji i Włochom w sprostaniu kryzysowi. W 2017 r. Komisja wniosła przeciw Polsce, Węgrom i Czechom skargi, zarzucając im, że nie wypełniły obowiązku relokacyjnego.

W rzeczywistości rozdzielnik objął znacznie mniejszą liczbę osób, niż przewidywano, a sprawy przed Trybunałem uniknęły kraje, które wzięły udział w relokacji tylko symbolicznie, jak np. Słowacja.

Opinie rzecznika generalnego nie są wiążące dla składu orzekającego TSUE, ale ostateczne wyroki bardzo często są z nimi zbieżne.

Rzecznik polskiego rządu Piotr Mueller powiedział w czwartek PAP, że odmowa wykonania decyzji relokacyjnych znajduje oparcie w Traktacie o funkcjonowaniu UE, który zastrzega dla państw członkowskich kompetencje w zakresie utrzymania porządku publicznego i ochrony bezpieczeństwa wewnętrznego. Najważniejszym celem rządu jest zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom, jego działania były podyktowane interesem polskich obywateli i obroną przed niekontrolowaną migracją - oświadczył.

Czytaj też:Uchodźcy:Polska chce pomagać na miejscu

PAP, DS

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych