Informacje

www.sxc.hu
www.sxc.hu

Sławomir Nowak gubi się w zeznaniach

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 21 listopada 2013, 12:31

  • Powiększ tekst

Przejścia byłego ministra transportu z zegarkiem, który odmierzył mu dymisję z rządu, coraz bardziej przypominają historię rodem z „Archiwum X”. Przynajmniej w relacji Sławomira Nowaka…

Ze zmieniających się tłumaczeń Nowaka, wynika, że swój słynny czasomierz Ulysse Nardin (za 20 500 zł po rabacie), nosił … zanim go dostał. A na prezent z okazji 35-urodzin miał czekać prawie dwa lata.

Nowak pogubił się już w swoich krętactwach. Najpierw opowiadał, że nie wpisał zegarka do oświadczenia majątkowego, bo pożyczył od kolegi biznesmena. Potem zmienił wersję: dostał go od żony, a wpisać zapomniał. W prokuraturze okazało się, że w sklepie kupił mu zegarek kolega. Na dowód pokazał rachunek z 8 marca 2011 roku. I tu… wpadka! Mamy dowód, że minister już tydzień wcześniej nosił zegarek na ręku, choć ten – zgodnie z jego wersją – powinien jeszcze leżeć na półce w sklepie – relacjonuje „Fakt”.

Gazeta zauważa też, że – jeśli wierzyć tłumaczeniom b. ministra – żona wraz z rodziną, ciułali pieniądze na zegarek dla niego przez dwa lata. Czasomierz, który rzekomo był prezentem na 35. urodziny, trafił do Nowaka, gdy miał on już 37 lat.

Znacznie łatwiej przyszło im jednak zebrać prawie pięciokrotnie większą sumę. Na nowe auto -volvo warte prawie 200 tys. zł – wyłożyli w krótkim czasie aż 90 tys. zł, a resztę sumy pożyczyli od banku w ramach leasingu – zauważa gazeta.

JUB/”Fakt”

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych