Informacje

ładowanie 'elektryka' / autor: Pixabay
ładowanie 'elektryka' / autor: Pixabay

Ładujesz samochód? Przekaż dane – tak godzimy się na inwigilację

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 26 marca 2021, 15:50

    Aktualizacja: 26 marca 2021, 17:07

  • 0
  • Powiększ tekst

Wysokie ostatnio ceny paliwa mają się nijak do cen ładowania auta na warszawskim Wilanowie. Najmocniejsza stacja szybkiego ładowania w Warszawie jest jednocześnie najdroższą i pokazuje, że to nie ceny paliw będą nas niedługo interesować – czytam na portalu Spidersweb.pl. W dobie wszechogarniającego internetu, działających w oparciu o niego usług i aplikacji rośnie w siłę system zachęt, abyśmy w coraz większym stopniu przekazywali „sieci” nasze dane osobowe, za co jesteśmy nagradzani. Przedsiębiorca Roman Kluska mówił ostatnio, że nadchodzą czasy totalnej inwigilacji, która stanie się jednym z narzędzi torujących drogę rządom wielkich korporacji i - neosocjalizmowi

Po korzystaniu z nowej stacji ładowania samochodów elektrycznych w Warszawie na Wilanowie przejechanie 100 kilometrów może nas kosztować nawet 100 zł. Stanie się tak, jeśli nie zechcemy się zarejestrować.

Czytaj też: WHO apeluje do rządów o inwigilację obywateli

Czytaj też: Volvo zapowiada sprzedaż wyłącznie aut na prąd do 2030 r. [zdjęcia]

Stacja ładowania e-aut Ecotap, znajdująca się przy ul. Klimczaka 1, w budynku Royal Wilanów, ma dwa złącza CCS, jedno z końcówką Typu 2 oraz jedno gniazdo Typu 2. Dla kierowców pojazdów elektrycznych powinna być atrakcyjna, bo umożliwia ładowanie z mocą do 100 kW, tylko na złączu CCS oczywiście. Nie jest to szczyt możliwości niektórych samochodów elektrycznych, ale w polskich warunkach jest to wynik dwukrotnie lepszy, niż na większości stacji oferujących ładowanie prądem stałym – czytamy na spidersweb.pl.

W porównaniu do cen ładowania na tej stacji, ostatnich podwyżek cen paliwa nie odbierzemy już jako tak drastycznych. Za 1 kWh, bez względu na moc ładowania, zapłacimy 4,50 zł, oraz 0,5 zł za każdą minutę po końcu ładowania.

Jeśli przyjąć, że przeciętny samochód elektryczny zużyje 20 kWh energii na każde sto km, pokonanie tej trasy będzie nas kosztować 90 zł. Niewiele wyższe zużycie prądu jest jak najbardziej możliwe szczególnie zimą – i wychodzi równo 100 zł.

Koszt ładowania na tej stacji można bez problemu obniżyć, trzeba się tylko zarejestrować. Jedna kWh kosztować będzie wtedy 1,80 zł, czyli mniej niż na konkurencyjnych stacjach i jednocześnie sprawi, że przejechanie setki kilometrów spadnie do poziomu sporo palącego w trasie, samochodu spalinowego. Różnicę w cenie, w stosunku do ładowania bez rejestracji, dopłacamy najwidoczniej naszymi danymi, bo utrata anonimowości w procesie ładowania, to jedna ze spraw, na jakie musimy się przygotować przy przesiadce na samochody elektryczne - czytamy na portalu Spidersweb.

Zmierzch gospodarki wolnorynkowej

Zdaniem Romana Kluski - założyciela Optimusa i jednego z najważniejszych polskich przedsiębiorców ostatnich dziesięcioleci – przeżywamy obecnie bardzo poważny kryzys gospodarki, która właśnie przestała być systemem wolnorynkowym. Przesądziły o tym poddanie emisji pieniądza na świecie całkowitej kontroli rządów, oraz stopy procentowe coraz częściej ustalane przez banki centralne na poziomie zero.

Do tego dochodzi rosnąca ilość transakcji bezgotówkowych. Zdaniem Kluski całkowity zanik gotówki dałby państwu ogromną władzę nad obywatelami, mogłaby ona wprowadzić np. jakiś „zastępczy środek płatniczy”.

Czytaj też: 35 milionów euro kary dla H&M za inwigilację

Popatrzmy jeszcze na pełną inwigilację każdej transakcji. Ja jestem śledzony w zasadzie nie tylko co do miejsca, ale co do wydawanego każdego grosza. To system, który był nieznany nawet w realnym socjalizmie. Wtedy każdy miał jakąś prywatność, jak tylko nie dał sobie założyć podsłuchu, albo wiedział, że go ma, to mógł pójść do lasu. Teraz nawet w lesie jesteśmy śledzeni. Dzięki nowoczesnej technologii będzie to system nieporównywalnie trudniejszy i straszniejszy do życia niż to, co stało się 30 lat temu – powiedział Roman Kluska, cytowany przez portal pch24.pl.

Jak w matriksie

Inwigilowani przez „sieć” jesteśmy oczywiście coraz częściej w przeróżnych sytuacjach. Korzystając z serwisów internetowych takich jak Youtube czy Facebook, godzimy się, aby „sieć” śledziła niemal każdy nasz ruch. Podobnie telewizja internetowa. Coraz częściej, aby uzyskać dostęp do nowoczesnych usług takich jak np. sterowanie telewizorem przy użyciu smartfona, musimy się zgodzić na to, aby właściciel oferowanej nam usługi miał pełny dostęp do w zasadzie wszystkich danych, jakie generujemy w sieci.

Jakie to dane? A więc przykładowo nazwisko, loginy, dane karty płatniczej, odciski palców, brzmienie naszego głosu, zdjęcia wideo, IMEI telefonu, status naładowania baterii, schematy naszego pisania w sieci i sposób „interakcji z treściami w ramach oferowanych nam Usług”. Usługodawca często zastrzega, że może nasze dane sprzedać. Jeśli ktoś je kupi i połączy w jedną całość, uzyska dość dokładny obraz na temat tego kim jesteśmy, czym się codziennie zajmujemy, na co i jak wydajemy pieniądze.

spidersweb.pl/pch24.pl/LG/mt

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Powiązane tematy

Komentarze