Opinie

prof. Adam Glapiński / autor: PAP
prof. Adam Glapiński / autor: PAP

Nie przesadzić w żadną stronę. Jeszcze nie pora wysiadać

Maksymilian Wysocki

Maksymilian Wysocki

Dziennikarz, publicysta, ekspert w dziedzinie wizerunku i marketingu internetowego, redaktor zarządzający portalu wGospodarce.pl

  • Opublikowano: 10 listopada 2022, 18:07

    Aktualizacja: 10 listopada 2022, 18:35

  • 4
  • Powiększ tekst

Ta lokomotywa nie może za bardzo zwolnić, choć opozycja i jej media tak bardzo do tego dążą. Skołowany Kowalski powinien zdawać sobie z tego sprawę, że taka jest szkoła liberałów, którzy to właśnie jego wysadziliby z tego pociągu na najbliższej stacji. I choć może nie rozumie „logiki płaskowyżu”, dzisiejsze słowa szefa NBP i ostatnie deklaracje rządu, co do korekty wydatków budżetowych sprawiają, że nadal jest szansa, że ten pociąg ani z torów nie wypadnie, ani nie wypadnie z niego Kowalski, bo pociąg ten nie stanie w szczerym polu

Prof. Adam Glapiński, prezes NBP, bardzo pozytywnie odniósł się dziś do korekty podejścia rządu do wydatków budżetowych. Nic dziwnego, ponieważ ekonomia ma swoje zasady, nawet jeśli te wydawały się ostatnimi laty całkiem podważalne. A wbrew strachom części narratorów, wcale na tę korektę nie jest za późno. Także wbrew ocenom medialnych tytułów, to nie koniec walki z inflacją, to po prostu kolejny etap. I choć już próbuje się straszyć nagłówkami nie do ogarnięcia publikę, to po dzisiejszym wystąpieniu Adama Glapińskiego bać się może najbardziej akurat opozycja.

CZYTAJ TEŻ: Prezes NBP: od II kw. przyszłego roku inflacja będzie się wyraźnie obniżać

CZYTAJ TEŻ: Szef NBP: Zmiany w tarczy inflacyjnej mogą objąć ok. 50% siły jej oddziaływania

Istotnie, można zwariować, jeśli czyta się dziś i słucha za dużo mediów, zwłaszcza tych ich krwiożerczych tytułów, które w kontekście NBP, rządu i inflacji prześcigają się w serwowaniu podprogowego znaczenia: „Ten rząd nas zrujnuje”, „Oni nie mają pojęcia co robią”, „Kredytobiorcy mogą szykować się na zawał”, „Właściciele mieszkań mogą szukać już gałęzi i szykować sobie sznur”. Jasne, jest moda na chwytliwe tytuły, ale jeśli dany obserwator ma zacięcie psychologiczne, to bez problemu dostrzeże intencje wywołania docelowego rodzaju emocji. Tym samym biednym ludziom sufluje się jednocześnie jedynie słuszną rację liderów opozycji i jej ekspertów, których rady dopiero doprowadziłyby do prawdziwej katastrofy. Ludzie to kupują, bo człowiek przestraszony w desperacji będzie przeciw temu, kto aktualnie rozdaje karty, a jednocześnie kupi usługi każdego hochsztaplera, byle był to kto inny niż aktualnie rządzący. Plan jest prosty i skuteczny, jednak te dwa ostatnie ruchy - korekta rządu do zapowiedzi budżetowych oraz drugie z rzędu wstrzymanie podwyżki stóp procentowych w myśl polityki „watch and see” - sprawiają, że za rok sytuacja w krajowej gospodarce nie musi być tak fatalna, by społeczeństwo masowo salwowało się wyborczym buntem. A przecież do tego zmierzały podpowiedzi opozycyjnych suflerów oraz ich mediów.

Trzeba przyznać, że choć wielu z nas wręcz mierzi brutalność podejścia „ekonomicznych liberałów”, jak choćby prof. Balcerowicza, zwłaszcza po doświadczeniach polskiej transformacji i bezdusznego skazywania ludzi na biedę „by ratować gospodarkę” (choć przecież, tak naprawdę, chodziło o wielką wyprzedaż narodowego majątku za złotówkę wybranym beneficjentom), tak ogólne jednak reguły pozostają faktycznie niezmienne – nie można zjeść ciastka i mieć ciastka. W tym przypadku oznacza to, że nie można walczyć z inflacją dosypując tony pieniędzy na rynek. Ale jednocześnie nie można zbytnio ostudzić gospodarki, bo jeśli ta lokomotywa stanie, zacznie się masowe bezrobocie. Logiką liberałów w poprzednich dekadach było, by w takiej sytuacji przereagować, zatrzymać ten pociąg, wyrzucić z niego tylu ludzi, ile się da, bo potem tym łatwiej będzie ruszyć, już po korekcie – a raczej zniszczeniach – jakie ze sobą niesie klasyczne studzenie inflacji. Logika być może skuteczna, ale bezduszna, nie licząca się z ludzkimi dramatami, bezdomnością, samobójstwami… Słowem, okrutna jak prawo dżungli. Rząd Prawa i Sprawiedliwości, jak widać, obrał drogę bardziej wrażliwą społecznie i obrał za cel możliwe uniknięcie masowej skali ludzkich dramatów. Co nie znaczy, że obóz prawicowy przyzwolił na rozpędzanie się inflacji. Sam prof. Glapiński lekko ironizował dziś, że rząd (odpowiadający za budżet) i RPP (odpowiadające za wysokość stóp procentowych) przy tej okazji wchodziły sobie w drogę. - Rząd robi coś, co nam przeszkadza, a my robimy coś, co przeszkadza rządowi, ale razem robimy to dla dobra państwa. My to rozumiemy, ale musimy robić swoje” – podsumował prof. Glapiński.

Jak potem dodał, cieszy się z tej zapowiedzianej przedwczoraj korekty budżetowej ze strony rządu, bo dotrzymanie tych zapowiedzi sprawi, że działania rządu będą już „neutralne inflacyjnie”. Do tego dynamika sprzedaży detalicznej jest dziś na poziomie wzrostu o 1,4 proc. miesiąc do miesiąca (choć rok do roku 8,4 proc. wg Eurostatu, to można powiedzieć, że z miesiąca na miesiąc już ledwo idzie), co oznacza, że rozpędzona lokomotywa gospodarki posuwa się do przodu już teraz bardzo powoli. Trzeba też pamiętać, że konsekwencje ruchów przy stopach procentowych widoczne są miesiące później, nie od razu. Trzeba też zauważyć, że właśnie dowiedzieliśmy się, że inflacja w USA bardzo spadła. Wydaje się, że już bardziej gasić tego pieca w lokomotywie na razie nie ma sensu, a nawet może być ono groźne, bo lekarstwo może być gorsze od choroby – przesadzenie z wydatkami jak i przesadzenie z podwyższaniem stóp procentowych też. Biorąc wszystko razem, wydaje się, że dziś podejmowane są całkiem rozsądne decyzje, zarówno w rządzie jak i w RPP.

prof. Adam Glapiński, prezes NBP / autor: PAP
prof. Adam Glapiński, prezes NBP / autor: PAP

Ale z drugiej strony cały głośne są te tabuny ekspertów i dziennikarzy atakujące RPP i NBP za to, że prowadzi zbyt łagodną politykę i za mało podnosi stopy procentowe. To naprawdę zadziwia. Jeszcze bardziej dziwi reakcja dużej części społeczeństwa, które zdaje się im przyklaskiwać. To jak kibicowanie temu, by we własnej firmie wprowadzić grupowe zwolnienia. A taki byłby efekt zbyt dużego przykręcenia śruby przez RPP zbyt wysokimi stopami procentowymi. Teraz już wiemy, że to się nie wydarzy, przynajmniej jak na razie. Tak samo wiemy już, że rząd nie dopuści do rozbuchania wydatków, które zwiększyłyby tylko inflację, co również dla niego samego w czasie wyborów byłoby wyjątkowo niekorzystne (pisałem o tym TU.

CZYTAJ TEŻ: Pociąg zwany inflacją wjedzie na stację Wybory

A statystyczny Kowalski nie musi rozumieć „logiki płaskowyżu”. Nie musi rozumieć tej całej ekonomii ponad to, że jeśli na tym płaskowyżu pociąg zwany gospodarką będzie miał za mało mocy w piecu - przez gaszenie pieca gospodarki zbyt wysokimi stopami procentowymi - to ten pociąg może pod górkę nie podjechać. Na razie jakoś jedziemy. Ale gdyby decyzje podejmowali dziś wychowankowie klasycznej szkoły liberalnej, najprawdopodobniej byśmy już stali, a wtedy ten Kowalski musiałby z tego pociągu wysiąść.

Maksymilian Wysocki, Abi

Powiązane tematy

Komentarze