
Węgierska lekcja dla Polski
Czy zwycięstwa partii odwołujących się do interesu narodowego w Turcji i na Węgrzech są ignorowane przez elity polityczne w Polsce ze względu na ich poprawność polityczną?
Wydarzenia na Ukrainie, których kierunek nieuchronnie ze szkodą dla Polski zmierza do wieszczonych w poprzednich wpisach, przesłaniają analizę zeszłotygodniowych wyborów w Turcji jak i tego co zdarzy się w niedzielne na Węgrzech. Ostatnio w Gazecie Wyborczej w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz Krzysztof Varga z pełną dezaprobatą opisał powody z powodu których w najbliższą niedzielę Viktor Orban i jego partia Fidesz wygrają wybory. I o ile przewidywania sondażowe się sprawdzą, będzie to zwycięstwo totalne gdyż da większość w parlamencie. Okazuje się że głównymi „przewinami” Orbana jest polepszenie warunków bytowych obywateli kosztem bogatych grup biznesowych, oraz retoryka antyunijna: „Wygłasza hasła, że Węgry "wstaną z kolan", "nie będą niczyją kolonią". Na przykład Orban w trakcie któregoś święta narodowego 15 marca powiedział, że "nie będzie Bruksela mówiła nam, co robić, tak jak kiedyś mówiła nam Moskwa i Wiedeń"”. Okazuje się że Viktor Orban zaledwie tydzień po zwycięstwie premiera Erdogana w Turcji (46% poparcia), realizując analogiczną politykę zdobywa poparcie społeczne. W Polsce na to się nie zanosi, gdyż okazuje się że mimo początkowego entuzjazmu prawicy Orban jej „podpadł” uznając, że Węgry nie są stroną konfliktu na Ukrainie. A co gorzej popodpisywał korzystne kontrakty w Moskwie, zamiast tak jak Polska „cierpieć” z powodu sankcji, wymyślać jak tu sprowadzić do Polski droższy gaz, a nawet uzależnił się od inwestycji rosyjskich w energetyce jądrowej które Rosjanie sfinansują €10 mld kredytem. A przecież w Polsce również, mimo diametralnie odmiennej sytuacji energetycznej pozwalającej na osiągnięcie przewagi konkurencyjnej w oparciu o rozbudowę energetyki węglowej i kontestowania europejskiego „szaleństwa” oziębiania klimatu, wszystkie nurty polityczne chcą budować elektrownie atomowe. Nawet Ruch Narodowy głosem jego najbardziej doświadczonego politycznie lidera Artura Zawiszy zapowiada „budowę energetyki atomowej na wzór francuski”.
W ostatnich latach Viktor Orban stał się symbolem walki postkomunistycznej części Europy z nową formą zależności, jaka powstała na tych terenach, a którą trafnie określił Alan Greenspan jako „kapitalizm kolesi”. Określenie to podchwycił Financial Times dla opisania sytuacji Słowenii, a premier Węgier uznał, bardziej generalnie, jako „pokusę kolonizacji przez silniejsze podmioty”. Przy czym należy podkreślić, że jeśli porównujemy stopień dewastacji gospodarki oraz tkanki społecznej, to był on znacznie głębszy na Węgrzech niż w Polsce. Z jednej strony stanowi to nadzieję na to, że jeśli w przypadku Węgier nastąpiło odrodzenie, to sytuacja nie jest jeszcze beznadziejna w Polsce, a z drugiej strony daje możliwość zastosowania w naszym kraju bardziej dopasowanych i mniej konfliktogennych polityk. Aczkolwiek po ostatnich działaniach względem Ukrainy, które krytykowałem z pozycji, że wbrew naszym celom przybliżają Rosję do naszych granic, na to się nie zanosi. Niemniej obiektywnie ujmując przy zastosowaniu bardziej wyprofilowanych polityk nasze działania mogłyby się okazać nawet skuteczniejsze. Konsekwentnie zastosowane, prowadziłoby do zaprzeczenia klasycznej prognozy The Economist która przewidywała, że sami Węgrzy zmęczeni przedłużającym się kryzysem odrzucą reformy i zgodzą się z diagnozą, że prowadzą one do bycia „pariasem Europy” – dzisiaj wprost jest to scenariusz ale nie dla Węgier, ale dla nowego rządu na Ukrainie. W naszych rozważaniach konieczne jest podjęcie analiz działań Węgier na tle wyzwań stojących przed Polską, w tym tych trzeźwo podchodzących do naszego jednostronnego zaangażowania na Ukrainie, a w warstwie implementacyjnej podjęcie próby odpowiedzi na pytanie, które z nich należałoby zastosować w naszym kraju, a które powinny zostać zmodyfikowane ze względu na różnice w sytuacji Polaków i Węgrów.
Diagnozując sytuację w obu krajach, należy zgodzić się z Viktorem Orbanem, że należy walczyć z „poglądem, że cenę za skutki kryzysu powinni płacić obywatele, podczas gdy sprawcy odpowiedzialni za jego powstanie mogą pozostać bezkarni.” Również diagnoza dotycząca wcześniejszego procesu prywatyzacji i wyzbywania się majątku narodowego jest wspólna dla Polski i Węgier, gdyż także do Polski, można zastosować tezę wyartykułowaną dla Węgier, że „w czasie nieodpowiedzialnych i nieuczciwych rządów naszych poprzedników do Węgier trafiło wiele firm, które nie były zainteresowane rozwojem naszego kraju, lecz pogonią za szybkimi zyskami i monopolem!” Krytyka prywatyzacji przedsiębiorstw o charakterze monopolistycznym jest fundamentalna, gdyż „sprywatyzowane […] przedsiębiorstwa komunalne potem działały w warunkach monopolu i oligopolu. Bez żadnych zahamowań mogły realizować swoje cele, wyprowadzając z Węgier ogromne zyski. Wszystko pod płaszczykiem wolnego rynku.” Potwierdza to zresztą także chińska agencja ratingowa Dagong (Dagong Global Credit Rating Co.), która wyraziła podobne zastrzeżenia w stosunku do naszego kraju, gdy obniżyła rating Polski ze stabilnego na negatywny. W ocenie perspektyw długoterminowych podała ona argumenty, które trudno znaleźć w ocenach zachodnich agencji ratingowych, a które słyszymy w ustach Orbana, gdy krytykuje swoich poprzedników w odniesieniu do Węgier. Dagong argumentuje, że fakt „kontrolowania głównych branż gospodarki narodowej przez zagraniczne fundusze[sic!] i starzenie się społeczeństwa[!] nie sprzyja zrównoważonemu rozwojowi gospodarczemu”. Walka z nienaturalną relacją między cenami mieszkań w relacji do dochodów domowników, świadczącą o braku funkcjonowania rynku w tym zakresie także jest pouczająca w polskim kontekście, gdyż niskie płace powinny wpływać na niski koszt wytwarzania zasobów mieszkaniowych, w sytuacji gdy są to dobra nieprzenoszalne. Trafny w naszej sytuacji jest także postulat oparcia gospodarki o pracę i wskazanie, że nasze kraje „muszą powrócić do społeczeństwa opartego na pracy.” Także diagnoza dotycząca wynaturzeń przedsiębiorczości i wykorzystywania pozycji na rynku, jak i konieczności funkcjonowania państwa jako gwaranta płaszczyzny rynkowej jest wspólna i racjonalna: „Nie pozwolimy, by pod pozorem wolnego rynku panowały mechanizmy w rzeczywistości z nimi sprzeczne, mechanizmy naruszające nasze najbardziej podstawowe interesy. Poza tym są takie obszary życia publicznego, w których wolny rynek nie działa. Mocne państwo plus wolny rynek to gwarant stabilnego rozwoju.” Teza ta jest prawdziwa nie tylko na Węgrzech, ale także w Polsce.
Z zaprezentowanej wizji systemowej wyłaniają się praktyczne działania walki z monopolami jak i wspieranie przedsiębiorczości generującej miejsca pracy dla własnych obywateli. Oznacza to batalię o kształt organizacyjny gospodarki w kierunku kreowania rozwoju gospodarczego i zatrudnienia o jak największej wartości dodanej. Drugim filarem jest naprawa finansów publicznych w takim kierunku, aby koszty powyższych działań ponieśli w minimalnym zakresie obywatele, a głównie podmioty gospodarcze, które do tej pory mając monopolistyczną pozycję na rynku obniżały korzyści swoich pracowników i konsumentów. Na Węgrzech w tym celu dokonano przeorientowania obciążeń podatkowych z firm generujących miejsca pracy w kierunku obciążeń konsumpcji a nie inwestycji. Trzecim kierunkiem tamtejszych działań było zadbanie o wyhamowanie niekorzystnych trendów demograficznych, negatywnie oddziaływujących na finanse publiczne i perspektywy kraju.
Całość jest skonstruowana w dużym stopniu analogicznie do wizji programu gospodarczego PiS z 2005 r. i jego trzech filarów: tworzenia miejsc pracy (cały ówczesny program miał tytuł „Rozwój przez zatrudnienie”), równowagi finansów publicznych oraz polityki prorodzinnej. Charakterystyczne jest, że i podprogram „Rodzina na swoim” jest odzwierciedlony w działaniach węgierskich, a batalia o OFE i energetykę jądrową prozaicznie ma odmienną przyczynę, ale ten sam aspekt rachunkowy. Powoduje to, że doświadczenia węgierskie powinny zostać efektywnie wykorzystane po to, aby mogły przynieść konkretne efekty w częściowo odmiennej sytuacji Polski. Wyniki niedzielnych wyborów powinny to wszystkim uzmysłowić.