Opinie

Fot.sxc.hu
Fot.sxc.hu

Jak pomagać bezdomnym? Dając im najpierw mieszkanie

Ewa Tylus

Ewa Tylus

Dziennikarka "Gazety Bankowej" i "wGospodarce.pl"

  • Opublikowano: 17 czerwca 2014, 07:14

  • 1
  • Powiększ tekst

Czy w Polsce uda się zrealizować pomoc osobom bezdomnym poprzez stwarzania im możliwości„najpierw mieszkania”? Chociaż na taki pomysł wielu puka się w czoło, to grupa inicjatorów przedsięwzięcia przekonuje: tylko tak można skutecznie rozwiązywać problem, który państwo dotąd skutecznie omija.

Kamiliańska Misja Pomocy Społecznej pracuje nad szczegółami programu pt.: „Najpierw mieszkanie – rzecznictwo oparte o dowody”, adresowanego do osób bezdomnych, znajdujących się w szczególnej sytuacji (nie do wszystkich) – z zaburzeniami psychicznymi i tych, którzy w dotychczasowych warunkach nie byli w w stanie wyjść z bezdomności. Program jest wzorowany na amerykańskim „Housting First”, który w Stanach odniósł duży sukces.

  • W Polsce koszty pobytu w szpitalu osoby bezdomnej „zebranej z ulicy”, interwencji straży miejskiej, policji czy karetki z lekarzem psychiatrą także są duże, tylko nikt ich nie liczy – mówi Adriana Porowska, dyrektor Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, która prowadzi ośrodek dla bezdomnych mężczyzn w warszawskim Ursusie. Koszty te byłyby na pewno liczone wówczas, gdyby rzeczywiście każda osoba bezdomna taką pomoc otrzymywała. Tymczasem z problemem borykają się głównie organizacje pomagające osobom bezdomnym i ośrodki pomocy społecznej, które z kolei mają całą masę ograniczeń w udzielaniu tej pomocy. - Sam temat dostępu do służby zdrowia dla osób bezdomnych i nieubezpieczonych jest coraz częściej poruszany w mediach. A problem osób w ogóle bezdomnych pogłębia się. Mówienie, że należy „najpierw dawać wędkę” ludziom, którzy bez psychiatry, opiekuna i nauczyciela podstawowych czynności nie są w stanie wyobrazić sobie „normalności”, w której żyje reszta społeczeństwa mija się z celem – dodaje. I tłumaczy, że nie można porównywać osoby, która z powodu niespłaconego kredytu straciła dom z taką, która prawie całe życie nie miała tego domu, ponieważ ta pierwsza ma większe szanse, że ktoś z bliskich jej pomoże. Kamiliańska Misja chciałaby docelowo pozyskać mieszkania (np. wypożyczyć od miasta) i udostępniać je – początkowo bezpłatnie konkretnym potrzebującym osobom.

Programy wychodzenia z bezdomności, które dotąd realizowano w Polsce były prowadzone po minimalnych kosztach, czego dowodzą wysokości dofinansowań. Okazały się mało skuteczne i przez to drogie. Dlatego Misja postanowiła przekonać środowiska zajmujące się problemem do tego, żeby zastanowić się nad możliwością wprowadzenia nowego rozwiązania w Polsce. Do tego niezbędna jest analiza prawna: Czy w istniejącym systemie prawnym można wdrożyć na stałe program „Najpierw Mieszkanie”.

Kamiliańska Misja ma już pewne doświadczenia. Od 2010 roku prowadziła program mieszkań treningowych, wynajmowanych na prywatnym rynku dla osób bezdomnych. Pracownicy organizacji przekonują, że dla osób którymi chcą się zająć aktualnie nie ma alternatywy. Nie ma schronisk dla ludzi, którzy borykają się z problemami natury psychicznej. Zresztą takie miejsca są przejściowe, a docelowo taka osoba kierowana jest do domów pomocy społecznej. Pobyt dla osoby chorej psychicznie w domu pomocy społecznej to około 5 tys. miesięcznie. - Ale ktoś musi tych ludzi najpierw zdiagnozować, przeprowadzić z nimi wywiad, a jeśli osoba przebywa np. na działkach, na dworcu w śmietniku w kanałach ciepłowniczych uważa się, że nie szuka pomocy, że tak wybrała. Nikt nie szuka takich osób, nikt nimi się nie zajmuje. Jedyne służby, które aktualnie mają jakąś ograniczoną wiedzę o takich osobach to policja i straż miejska. Jednak nie są to profesjonalnie przygotowani ludzie do wspierania ludzi zaburzonych i/lub uzależnionych. Często z podwójna diagnozą - mówi Porowska. - Znamy, widujemy ludzi, z którymi jest utrudniony kontakt. Tu potrzebny jest długo falowy program, a nie akcyjny zimowy patrol. Od lat zabiegamy o systemowe i planowe działania, a nie chwilowe zainteresowanie przy spadku temperatury – dodaje.

Koszty utrzymania noclegowni i jadłodajni też nie są małe szczególnie, że jedna osoba potrafi przez wile lat korzystać z pomocy, z której nic nie wynika, bo dalej pozostaje bez domu. Takie miejsca są wręcz omijane przez pewną grupę osób bezdomnych i odwiedzane tylko wówczas, gdy nie ma innego sposobu, żeby zaspokoić potrzeby głodu i chłodu. Jedyna na całą Warszawę przychodnia zdrowia dla osób bezdomnych Lekarze Nadziei zna koszty leczenia ludzi, którzy latami nie leczeni trafili właśnie tam. Wieloletnie zaniedbania w podstawowej opiece zdrowotnej wpływają nieodwracalnie na cały organizm, a co za tym idzie generują ogromne koszty leczenia. Zamiast zwykłej wizyty u lekarza pierwszego kontaktu wielu bezdomnych wymaga wielomiesięcznego specjalistycznego leczenia szpitalnego.

Inicjatorzy projektu starają się teraz przekonać do idei jak najwięcej środowisk. Krytyczne oceny pomysłu przeważają nad głosami poparcia, ale jak mówi Adriana Porowska, psychiatrzy, psychologowie i organizacje pozarządowe, które mają doświadczenie w pracy nad osobami bezdomnymi rozumieją powagę sprawy i są w stanie wyobrazić sobie nowy rodzaj pomocy. Do mieszkań, które byłyby udostępniane potrzebującym stale przychodziliby specjaliści po to, by uczyć osobę funkcjonowania w środowisku. Takie mieszkania nie mogłyby ze sobą sąsiadować, byłyby rozproszone w środowisku miejskim.

Prace nad wdrożeniem projektu rozpoczęły się w kwietniu br. W piątek, 13-go czerwca odbyło się kolejne spotkanie organizacyjne, na którym pojawili się badacze i praktycy, także z organizacji mających doświadczenie w pracy z osobami bezdomnymi zagranicą. Cały program koordynuje Julia Wygnańska z KMPS.

  • Uważam że dotychczas bez wyrzutów sumienia uznawaliśmy, że dla trudnej, szczególnej grupy osób bezdomnych, przebywających od wielu lat w miejscach niemieszkalnych (na działkach w śmietnikach) nie ma pomocy, bo myśleliśmy, że ci ludzie jej nie chcą. Ale tak naprawdę nie potrafimy pomóc tym, którzy się nie dostosowują. To wyzwanie także dla profesjonalistów, od wielu lat pomagających osobom bezdomnych, którzy muszą przyznać się do bezradności. Tym programem możemy pokazać, że jest rozwiązanie i to skuteczne. I nikt, kto się o nim dowie nie może powiedzieć: nie ma wyjścia, ci ludzie skazani są na taki los. Jest rozwiązanie i - jak pokazują badania - bardzo skuteczne – mówi dyrektor Porowska.

  • Wiem że część osób, które dowiedzą się o takim programie może powiedzieć, że to niepotrzebne, że takim osobom nie należy się pomoc, ale to nie zwalnia mnie z odpowiedzialności i jeśli znam rozwiązanie i wiem jak pomóc, nie mogę pozwolić sobie na komfort milczenia. Moja wrażliwość nie pozwala mi na bierne przyglądanie się cierpieniu ludzi żyjących w nędzy i skazanych na śmierć. Codziennie widujemy ludzi na ulicy, mijamy ich, przyzwyczailiśmy się do ich obecności. Czasami ktoś rzuci pieniążek do puszki, inny przepędzi, bo niektórzy śmierdzą w autobusie. A my w KMPS szukamy rozwiązań. Zastanawiamy się, co takiego się dzieje, że ludzie odrzucają naszą pomoc. Znając odpowiedź na takie pytanie wystarczy jedynie znaleźć rozwiązanie. Ja, odkąd znam program „Najpierw mieszkanie” nie śpię spokojnie dowiadując się, że znaleziono kolejne zwłoki na działce. Nie godzę się na to, że człowiek siedzi w centrum miasta, a setki osób przechodzą codziennie obok obojętnie. Mam nadzieje, że pozbawię kilka osób komfortu milczenia i ruszę sumienia obojętnych, co pozwoli nam na działanie – mówi Adriana Porowska.

Powiązane tematy

Komentarze