RAPORT
Mechanizm wysysania pieniędzy
Euro przypomina mechanizm wysysania pieniędzy z biedniejszych krajów przez bogatsze. Przynosi zysk państwom posiadającym silny przemysł lub duże możliwości eksportowe - na przykład wynikające z przeładunków.
Wszelkie dotychczasowe analizy ekonomiczne pokazują, że najwięcej na wprowadzeniu wspólnej waluty skorzystały Niemcy, Holandia, Austria i Luksemburg. Dla Francji i Belgii było w zasadzie obojętne. Reszta krajów Unii Europejskiej na wprowadzeniu wspólnej waluty traciło.
Waluty narodowe dawały szansę mniej zamożnym krajom
Mechanizm jest dość prosty. Gdyby państwa członkowskie UE zachowały waluty narodowe, towary wyprodukowane w Niemczech czy Francji byłyby za drogie dla Greków, Portugalczyków, Słowaków czy Litwinów. Rynek na Volkswageny, BMW czy Mercedesy byłby więc bardzo ograniczony. Aby produkty z najbogatszych krajów były konkurencyjne, ich banki centralne musiałby dążyć do obniżenia wartości waluty. To oczywiście powodowałoby, że Niemcy, Holendrzy, Austriacy czy Francuzi stawaliby się relatywnie biedniejsi.
Z kolei produkty z Grecji, Bułgarii, Portugali, Włoch czy Hiszpanii zyskiwałyby na atrakcyjności z powodu niższej ceny, gdyż ich wytworzenie byłoby dużo tańsze niż na zamożniejszej Północy.
Wprowadzenie euro wszystko zmieniło
Wprowadzenie euro wszystko zmieniło. Biedniejsze kraje zaniżają średni kurs waluty, a ceny w całej strefie objętej wspólną walutą dążą do wyrównania. Przewaga wynikająca z niższych kosztów pracy i różnic walutowych zaczyna więc zanikać. Produkty - zwłaszcza wysoko przetworzone, przemysłowe - wyprodukowane w Niemczech, Holandii czy Francji stają się konkurencyjne także rynkach dotąd biedniejszych. Pieniądze płyną więc do najbardziej uprzemysłowionych, a co za tym idzie najbogatszych państw. Biedni orientują się, że wzrastają im koszty życia.
Przekonali się o tym choćby Słowacy i Litwini, którzy na zakupy masowo przyjeżdżają do Polski. Porównajmy dochód rozporządzalny (czyli uwzględniający zarobki oraz ceny) właśnie Polaków i Słowaków. Przed przyjęciem euro przez naszego południowego sąsiada przeciętny Polak mógł sobie pozwolić na nieco więcej. Po przyjęciu wspólnej waluty w 2009 r. Słowacy stali się bogatsi i przez trzy lata mieli do dyspozycji więcej pieniędzy. Jednak od 2015 do 2023 roku, dochód rozporządzalny Słowaków się nie zmienił. Po prostu stanął w miejscu. Duża część wypracowana przez nich bogactwa po prostu płynęła do najsilniejszych gospodarek w UE.
Polacy zaś bogacili się bardzo szybko. Dziś dochód rozporządzalny przeciętnego Słowaka to zaledwie 64,4 proc. tego, co ma do dyspozycji Polak. Gdyby Słowacy pozostali przy własnej walucie import i eksport w dużej mierze regulowałby kurs korony. Dziś o tym decyduje Europejski Bank Centralny z siedzibą we Frankfurcie nam Menem.
Mariusz Staniszewski, redaktor naczelny wGospodarce.pl
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:
Domański zbije ceny akcji na GPW
Oni naprawdę zarabiają miliony
Dla BigTech energia dla AI ważniejsza niż emisje CO2
»»Drogie paliwo, więcej elektryków – oglądaj „Piątkę wGospodarce” w telewizji wPolsce24
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.