Opinie

www.sxc.hu
www.sxc.hu

Czy wzrost płac szkodzi gospodarce?

Prof. dr hab. Adam Koronowski

Prof. dr hab. Adam Koronowski

Jest specjalistą z zakresu finansów, polityki pieniężnej i zagadnień walutowych. Jest autorem kilku książek z tej dziedziny oraz licznych artykułów publikowanych w krajowych i zagranicznych wydawnictwach fachowych. Doktorat i habilitację przedstawił na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego i do roku 2008 pracował jako profesor tego wydziału. W latach 1999-2007 był pracownikiem departamentów analitycznych Narodowego Banku Polskiego. Obecnie jest profesorem WSEPiNM im. prof. E. Lipińskiego w Kielcach.

  • Opublikowano: 29 kwietnia 2015, 08:33

  • 12
  • Powiększ tekst

Latem ubiegłego roku amerykański przedsiębiorca i multimiliarder Nick Hanauer zamieścił w Politico artykuł, w którym wzywał polityków – ale przede wszystkich jemu podobnych przedsiębiorców - do nowego spojrzenia na kwestię wynagrodzeń. To nie bogaci „pracodawcy” dają pracę, lecz nabywcy-konsumenci dają dochód firmom, a więc ich właścicielom i pracownikom.

Biedni konsumenci, słabo wynagradzani pracownicy, nie mogą stanowić podstawy bogatej gospodarki i dobrze prosperujących przedsiębiorstw. Hanauer pisze, że gdyby urodził się w biednym afrykańskim kraju, cała jego przedsiębiorczość wystarczyłaby, aby boso sprzedawał owoce przy pylistej drodze. Hanauer bije na alarm wskazując na gwałtownie następujące rozwarstwienie amerykańskiego społeczeństwa, w tym na zanik amerykańskiej klasy średniej. Dostrzega w tym nie tylko podminowanie podstaw amerykańskiego dobrobytu, ale także ryzyko gwałtownej politycznej i społecznej destabilizacji.

Hanauer nie jest odosobniony. Zacytujmy fragment wydanej w 2012 roku książki „Cena nierówności” amerykańskiego ekonomisty, noblisty, Josepha Stiglitza, który pisze, że ekonomiści „zamiast przyznać się do błędów, szukają winnych gdzie indziej, w szczególności wśród robotników żądających nadmiernej ochrony pracy i wygórowanych płac i podważających w ten sposób działanie rynku pracy. Kryzys pokazał, jak błędne są ich, ekonomistów, wyobrażenia rynku pracy: USA, gdzie rynek pracy jest wysoce elastyczny, znacznie silniej doświadczyły kryzysu, niż kraje o silniejszej ochronie pracy. I przyczyna tego jest jasna: obniżki płac pomniejszają całkowity popyt i pogłębiają gospodarczą zapaść”.

W podobnym duchu piszą amerykańscy ekonomiści Zingales i Rajan, na ten sam problem niedawno zwrócił uwagę francuski ekonomista Piketty w książce prowokacyjnie zatytułowanej „Kapitał XXI wieku”. Zagadnienie ekonomicznych skutków rosnących nierówności majątkowych i dochodowych jest przedmiotem licznych opracowań akademickich i artykułów prasowych. Wyrazem zaniepokojenia pogłębiającym się rozwarstwieniem społeczeństw krajów rozwiniętych są specjalne raporty np. Międzynarodowej Organizacji Pracy i OECD, analizy publikowane przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy treści zawarte w Raporcie Ekonomicznym dla Prezydenta USA za rok 2013 przygotowanym przez jego Radę Doradców Ekonomicznych. Wyczulenie na kwestie rosnących nierówności, spadku udziału płac w dochodzie narodowym oraz negatywnych gospodarczych, społecznych i politycznych tego skutków bynajmniej nie jest dziś domeną lewicy; trudno byłoby przypisać do niej Hanauera, Zingales i Rajan są kojarzeni raczej z konserwatywną prawicą, statystyczne raporty po prostu rzetelnie dokumentują zachodzące od wielu lat procesy. Sam problem podziału dochodu i jego wpływu na gospodarczą aktywność i równowagę, w tym na bezrobocie, jest zresztą tak stary, jak ekonomia. Dzisiaj po prostu z całą jaskrawością stał się ponownie aktualny. Oczywiście z punktu widzenia pojedynczego przedsiębiorcy sprawa wygląda inaczej; dla niego płaca jest po prostu kosztem, którego minimalizacja jest właściwym kierunkiem działania. Co prawda Hanauer podaje przykład Henry’ego Forda, który wynagradzał swoich robotników powyżej ówczesnych stawek rynkowych i mawiał, że jego pracowników musi być stać na nabywanie samochodów jego firmy, ale Ford nie czuł oddechu konkurencji na plecach. Chociaż wyższe płace i wyższy ich udział w dochodzie społecznym mogą być ekonomicznie i społecznie pożądane, chociaż dzięki wyższemu popytowi mogą prowadzić paradoksalnie do spadku, a nie wzrostu bezrobocia, chociaż pozwalają na wzrost produkcji i przychodów przedsiębiorstw, to trudno oczekiwać od pojedynczych przedsiębiorców gotowości do dobrowolnego podnoszenia wynagrodzeń ponad poziom konieczny; indywidualnie mogłoby to być działanie samobójcze. Wzrost wynagrodzeń pracowniczych można osiągnąć tylko poprzez odpowiednie posunięcia z zakresu polityki gospodarczej, poczynając od podnoszenia stawek płacy minimalnej.

Wszelkie posunięcia w tej dziedzinie musi cechować umiar i nie mogą one przyjmować form populistycznego łupienia bogatych. Ważnym ograniczeniem polityki wzrostu wynagrodzeń pracowniczych jest ryzyko utraty międzynarodowej konkurencyjności w wyniku wzrostu kosztów pracy. Owa utrata konkurencyjności niekoniecznie musi oznaczać niezdolność do produkcji po koszcie poniżej cen na rynku światowym. Wystarczy, że przy wyższych kosztach zyski spadną na tyle, iż producenci będą zainteresowani przeniesieniem produkcji gdzieindziej, typowo do Chin. Krótko mówiąc pracownik w krajach rozwiniętych zawsze stoi ostatecznie w obliczu konkurencji tanich robotników z biednych krajów; jest to ważnym aspektem globalizacji. Nie bez powodu USA stały się „postindustrialnym śmietnikiem” i dzisiaj mówi się o potrzebie reindustrializacji. Łatwo to powiedzieć, trudniej wykonać. Oczywiście wszyscy znają zaklęcia odwołujące się do innowacji, gospodarki opartej na wiedzy itp. itd., w praktyce jednak rzeczywistość nie daje się łatwo zaklinać.

W polskim przypadku ów dylemat ma dodatkowy wymiar; niskie płace w Polsce sprawiają, że pracownicy szukają lepszych warunków pracy w innych krajach Unii Europejskiej, stąd ogromna emigracja. Mobilny jest nie tylko kapitał w zglobalizowanej gospodarce światowej, mobilna jest również siła robocza w ramach jednolitego rynku Unii Europejskiej. Polska w obliczu problemu znaczenia wysokości płac dla rozwoju gospodarczego i ekonomicznej równowagi jest między młotem, a kowadłem. W każdym razie konkurowanie z Chinami niskimi płacami na pewno nie jest właściwą perspektywą. Malejący od lat udział dochodów płacowych w rosnącym PKB w Polsce również wskazuje, że możliwa i pożądana jest modyfikacja dotychczasowych tendencji w podziale dochodu narodowego. A to, jak zaznaczyłem, nie dokona się bez wsparcia ze strony polityki gospodarczej.

Powiązane tematy

Komentarze