Opinie

A gdy już ruszy wielka grecka drukarnia

Henryk Uzdrowski

Henryk Uzdrowski

ekonomista

  • Opublikowano: 1 lipca 2015, 20:52

    Aktualizacja: 2 lipca 2015, 10:15

  • Powiększ tekst

Grecy najprawdopodobniej będą musieli wprowadzić własną walutę (kto wie, być może nawet wrócą do drachmy) i opuszczą strefę euro. Nowa waluta pozwoli im przede wszystkim na drukowanie pieniędzy, które rząd z pewnością przeznaczy przede wszystkim na uregulowanie zadłużenia wobec swoich obywateli, wypłacając im zaległe pensje.

Grecja nigdy nie powinna była znaleźć się w strefie euro, bo już w momencie wejścia nie spełniała tzw. kryteriów z Maastricht. Grecki dług publiczny prawie dwukrotnie przekraczał wówczas dopuszczalny poziom - deficyt wynosił ponad 3 proc. Dziś wiemy, że greckie dane przekazywane do komisji europejskiej były niepoprawne. Manipulacje Grecji wyszły na jaw ostatecznie w październiku 2009 kiedy to nowy premier Jeorjos Papandreu ujawnił, że deficyt budżetowy wynosi 12,7 proc. a nie 6 proc. jak prognozował poprzedni rząd.

Przystąpienie Grecji do wspólnej waluty bezpośrednio przełożyło się na obniżenie kosztów obsługi długu. Szacuje się, iż wprowadzenie euro spowodowało w tym kraju spadek kosztów obsługi długu o około 2-3 proc PKB. Skoro więc Grecy dostali „prezent”, to rząd postanowił go wykorzystać na bieżącą konsumpcję i już w roku 2009 dług publiczny tego kraju w relacji do PKB powiększył się...

Grecja podobnie jak inne kraje, które wstąpiły do strefy euro, były tak traktowane pod względem ryzyka przez inwestorów, jak zamożne Niemcy. Europejski Bank Centralny traktował tak samo obligacje greckie i niemieckie, a wspólna waluta umacniała złudzenie równości.

Gdy okazało się, że za długi Grecji będą musieli zapłacić Grecy, rentowność greckich obligacji znacznie wzrosła, osiągając poziom powyżej 12 proc. W ten sposób Grecja stała się niewypłacalna.

Na pomoc Grecji pospieszyli przywódcy państw europejskich. W szczególności kanclerz Niemiec i prezydent Francji. Początkowo odrzucali oni jednak jakąkolwiek redukcję zadłużenia Grecji. Redukcja zadłużenia Grecji wiązała się bowiem z ponoszeniem kosztów po stronie banków (głównie niemieckich i francuskich), które musiałyby zawiązać rezerwy na niespłacone obligacje. Strata finansowa z tytułu obligacji musiałaby zostać pokryta z podatków obywateli niemieckich i francuskich, aby system bankowy był dalej stabilny. Ostatecznie jednak nastąpiła redukcja zadłużenia o około 50 proc. Na ratowanie Grecji przeznaczono 107 mld euro!

W 2010 roku Grecja została zobowiązana do poprawy konkurencyjności gospodarki oraz przywrócenia równowagi fiskalnej. Plan zakładał cięcia wydatków głównie w sferze publicznej (redukcja trzynastek, obniżenie płacy podstawowej oraz zmniejszenie wydatków na leki). Europejski Bank Centralny w celu ratowania strefy euro rozpoczął wówczas proces skupowania zobowiązań krajów pogrążonych w kryzysie. Takie działanie było zwykłym kupowaniem czasu, niosącym za sobą poważne ryzyko, bo po zakupie jednych obligacji, trzeba było kupić kolejne etc. W ten sposób powstała gigantyczna spirala zadłużenia, w której samym środku znalazła się Grecja.

Tak oto aktualny premier Grecji Aleksis Cipras znalazł się w sytuacji bez wyjścia i postanowił przeciąć finansową pępowinę łączącą jego kraj z Unią Europejską ogłaszając, iż wymagalne na koniec czerwca 2015 r. – 1,6 mld euro wobec MFW nie zostanie spłacone. Dlaczego premier Cipras nie chce ugiąć się przed naciskiem przywódców europejskich? Może nie ufa już bankom zagranicznym? Przed wejściem do strefy euro bank Goldman Sachs udzielał Grecji tajnych pożyczek, które pozwoliły ukryć skalę zadłużenia Aten. Dziś okazuje się, że była to kosztowna pomyłka. Już w dniu zawarcia umowy Grecy byli winni około 600 mln euro więcej niż 2,8 mld euro, które pożyczyli.

Grecy najprawdopodobniej będą musieli wprowadzić własną walutę (kto wie, być może nawet wrócą do drachmy) i opuszczą strefę euro. Nowa waluta pozwoli im przede wszystkim na drukowanie pieniędzy, które rząd z pewnością przeznaczy przede wszystkim na uregulowanie zadłużenia wobec swoich obywateli, wypłacając im zaległe pensje. Oczywiście drukowanie pieniądza wiąże się z ryzykiem wysokiej inflacji, a co za tym idzie podniesieniem stóp procentowych i wzrostem kredytów na prowadzenie działalności gospodarczej. Ale czy wobec buntu społecznego są to racjonalne argumenty dla premiera Grecji?

Warto pamiętać, że wyjście Grecji ze strefy euro wcale nie rozwiązuje problemu strefy euro. Poza Grecją, są też inne kraje borykające się z problemami finansowymi. Inwestorzy widząc, że strefa euro nie jest stabilna zaczną wycofywać swoje środki z takich krajów jak Włochy, Hiszpana i Portugalia.

Kto zatem straci na wyjściu Grecji ze strefy Euro? Przede wszystkim instytucje finansowe w tym banki komercyjne głownie francuskie i niemieckie, które kupowały bardziej zyskowne obligacje greckie.

Wyjście Grecji ze strefy euro uderzy też niestety w polskich frankowiczów. Inwestorzy będą bowiem lokować swoje środki w franku szwajcarskim, który będą uważać za walutę stabilną, co bezpośrednio wpłynie na osłabienie złotego, czyli wzrost raty do spłacenia. Dodatkowo, warto pamiętać, że Polska zadeklarowała wsparcie MFW w wysokości około 6 mld euro. Środki te mogą zostać wykorzystane w sytuacji paniki dotyczącej takich krajów jak Włochy i Hiszpania. Bo los Grecji jest już raczej przesądzony.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych