Opinie

www.sxc.hu
www.sxc.hu

Warszawa i jej dwie „Polski Morskie”

Jan Stasiak

Jan Stasiak

Przewodniczący Rady Interesantów Portu Szczecin RIPS jest organizacją działającą na podstawie Ustawy o portach i przystaniach morskich. Rada zrzesza 41 firm działających na terenie zarządzanym przez Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście SA.

  • Opublikowano: 2 lipca 2013, 11:21

  • 0
  • Powiększ tekst

Z punktu widzenia Warszawy, Gdańska czy Łodzi dwie „Polski Morskie” – z siedzibami w Trójmieście i Szczecinie – mogą być zbędnym ciężarem. Jednak z perspektywy „niewidzianych” z Warszawy regionów zachodnich – rozwój portów w Szczecinie i Świnoujściu, przywrócenie międzynarodowej klasy wodom Odry, aktywny udział w budowie Kanału Dunaj–Łaba–Odra, modernizacja kolejowej trasy nadodrzańskiej czy szybkie dokończenie budowy drogi S3 – to być, albo nie być.

Powiało optymizmem, ale, niestety, niewielkim – tak na antenie Radia Szczecin (19.06.13 r.) podsumowała I Międzynarodowy Kongres Morski w Szczecinie redaktor Anna Kolmer. Przez trzy dni, od 13 do 15.06.2013 roku, Szczecin miał być morską stolicą świata, gdzie rozmawia się o najważniejszych sprawach związanych z morzem na styku różnych obszarów życia gospodarczego, naukowego, kulturalnego, społecznego. – Czy tak się stało? – pyta dziennikarka. I dodaje, że w konferencji udział wzięło, nie jak zapowiedziano 800, ale nieco ponad 500 osób. Wielu gości przyjechało głównie dzięki kontaktom osobistym i znajomościom miejscowego świata biznesu i świata nauki. Kongres bowiem był słabo rozpowszechniony w Europie i świecie. O tym mówili jego uczestnicy w kuluarach.

Premier dostał list w butelce

Symbolika. Prezes Rady Ministrów otrzymał od uczestników I Międzynarodowego Kongresu Morskiego w Szczecinie list w butelce. Niestety, jego treść nie jest powszechnie znana w szczecińskim środowisku. Podobno jest w nim trzydzieści postulatów. Organizatorzy zostawili dwie kopie – dwie butelki – w Szczecinie. Pytanie – czy na pamiątkę? Czy może na „wszelki wypadek”? Warto również zapytać, na jaki adres wysłano list Prezesowi Rady Ministrów. Warszawski, czy w Gdańsku? Szanse na wyłowienie listu z morza w Zatoce Gdańskiej są nikłe.

Ci, którzy mają wspólnie „wiosłować”, a więc szczecińskie firmy, urzędy, samorząd i politycy, muszą rozbić „zapasową butelkę” z listem do premiera. Tam powinna być instrukcja do dalszego mówienia jednym głosem. To powinno być pierwszym, ważnym lokalnie przesłaniem.

Powstanie Szczecińskie

Kongres z nazwy i ambicji był międzynarodowy. W rzeczywistości było to ważne wydarzenie regionalne, które nie doczekało się choćby komentarza, poważnego odnotowania w mediach Trójmiasta. I nie ma się co dziwić. W Gdańsku i Gdyni mają własne problemy. „Pomorska Polska Morska” przemilczała „Zachodniopomorską Polskę Morską”. A szkoda, ponieważ na Pomorzu Zachodnim zaczyna się ciekawe w formie „Powstanie Szczecińskie”, które jest wyrazem samodzielności i świadomości lokalnych środowisk gospodarczych, samorządowych i politycznych. Gospodarka morska w Szczecinie przestaje być kwiatkiem do kożucha polityków czy „politycznym łupem” przy nowym rozdaniu. Wymaga myślenia, a przede wszystkim dialogu i wspólnego działania.

Prezydent Szczecina nie chce do kopalni

Piotr Krzystek był, niestety, jednym z ojców trzyprocentowego podatku od dzierżawy wieczystej w szczecińskim porcie. W Trójmieście od kilku lat podatek ten wynosi 0,30 procenta. I tego branża portowa nie mogła Krzystkowi wybaczyć. Ostatnio stanowisko prezydenta Szczecina uległo zmianie, a jego aktywność pokazuje, że chce być prezydentem miasta portowego. Optuje za tym, żebyśmy mieli taki sam podatek jak w Gdyni czy Gdańsku. Przestał też mówić o „pływających ogrodach”, a skoncentrował się na tym, co tu i teraz. Apeluje, aby decyzje w sprawie przyszłości terenów postoczniowych zapadały w Szczecinie a nie na Śląsku, gdzie swoją siedzibę ma Towarzystwo Finansowe, do którego należy stocznia.

– Nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby majątek kopalni na Śląsku był zarządzany ze Szczecina – powiedział w trakcie kongresu Krzystek. W piśmie do Mariusza Kolwasa, prezesa TF „Silesia” sp. z o.o. (14.06.13 r.), napisał między innymi, że

„trudno jest zaakceptować 2–3-letnie okresy umów dzierżawy, z terminami wypowiedzeń często wynoszącymi kilka tygodni. Nikt z poważnych inwestorów oraz firm stoczniowych, działających w pobliżu Szczecina, nie zdecyduje się na inwestowanie bez elementarnego poczucia stabilizacji”.

W liście otwartym z 9.02.2012 roku zapytał wprost: „Warszawa musi się określić: zespół portów Szczecin-Świnoujście powinien istnieć, czy nie”. Wskazał na potrzebę zjednoczenia wszystkich środowisk w obliczu kryzysu, który dotyka gospodarkę morską w regionie. W 2011 roku poparł również protest środowiska portowego w sprawie utrzymania zerowej stawki VAT od usług przeładunkowych. Przekonał do tej akcji prezydentów Gdyni, Gdańska i Świnoujścia.

Mapa morskiej Polski

Pytany w studiu Radia Szczecin (19.06.13 r.) o podział na dwie „Polski Morskie” Jarosław Siergiej, prezes Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście SA, stwierdził, że absolutnie takiego podziału nie widzi. Powołał się na bliskie kontakty z zarządami portów w Gdyni i Gdańsku. Niejednokrotnie słyszy też słowa zazdrości płynące z Pomorza. Dotyczą one zakresu oraz wielkości inwestycji, jakie zarząd prowadzi w porcie. Mówił też o nowych inwestycjach, w tym o Terminalu LNG w Świnoujściu. Zdaniem J. Siergieja, wszystko to sprawia, że na mapie morskiej Polski porty w Szczecinie i Świnoujściu plasują się „bardzo wysoko” i „bardzo atrakcyjnie”.

Niestety, dane GUS mówią co innego. Dziennikarka w studiu (19.06.2013 r.) powołała się na dane opublikowane w kwietniu bieżącego roku dotyczące sytuacji w gospodarce morskiej, a w szczególności obrotów w portach. W 2012 roku, w stosunku do 2011 roku, wzrost obrotów odnotowały porty w: Ustce, Darłowie, Elblągu, Kołobrzegu, Świnoujściu, Gdańsku i Gdyni. Spadek, jak wynika z danych GUS-u, wystąpił we Władysławowie, ale także w Policach i Szczecinie. Prezes Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście SA przedstawione dane określił mianem „wypadku GUS-u przy pracy”. Zaznaczył, że od 2009 roku obserwuje wzrost przeładunków, i to na poziomie, który był notowany ostatnio 27–28 lat temu. Przekraczamy ponad 20 milionów ton. Te obroty generują spółki, które pracują na terenie portów w Szczecinie i Świnoujściu. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że prawie 30 proc. obrotów generują także przeładowcy zlokalizowani poza administracją Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście SA, przynosząc zarządowi dochody w postaci opłat tonażowych.

Problem w tym, że miara sukcesu, jaką jest rozliczanie portu według przeładowywanych ton, przestaje być obecnie jedyną i najważniejszą miarą. Podobnie jak skala prac remontowych i budowlanych. Wystarczy wspomnieć TEU, jako jednostki rozliczania obrotów ładunków w kontenerach. Struktura ładunkowa w szczecińskim porcie zmieniła się diametralnie. Podobnie dzieje się w Świnoujściu, które ma ambicję stać się największym portem uniwersalnym Bałtyku (dop. w nawiązaniu do wystąpienia kongresowego Marka Kowalewskiego, prezesa Portu Handlowego Świnoujście). Szczecin i Świnoujście skutecznie przegrywają walkę z portami wschodniego Wybrzeża Polski o poważnych inwestorów, którzy skutecznie je omijają. Przykładem może być aktywność spółki Sea Invest, która aktualnie angażuje środki w budowę potężnego terminalu masowego w Trójmieście. I te statystyczne tony w takiej sytuacji „uciekają”. Czym innym jest codzienna walka o klienta na rynku europejskim czy globalnym, a czym innym port widziany z perspektywy zarządu portu, dla którego najważniejszym miernikiem sukcesu jest wynik finansowy spółki Skarbu Państwa. Przesłanie staje się oczywiste: zarabiaj, stwarzaj lepsze warunki i pomóż zarabiać innym. Dzięki nim żyjesz.

Morska mapa Europy

Problem Szczecina, polskiej gospodarki morskiej, inaczej widzi prof. Bogusław Liberadzki, poseł do Parlamentu Europejskiego (SLD). Z jego wykładu na kongresie wynika, że jest całkowity brak zabiegów o europejskość zachodniego korytarza transportowego. Przedstawiając obrazowo, rozwinął zwoje po lewej i prawej stronie „morskiej mapy Polski” i okazało się, że jest to „morska mapa Europy”. Obraz sukcesu, wskazywany wcześniej przez J. Siergieja, przedstawiciela spółki Skarbu Państwa, zaczyna mieć różne odcienie. Na tę chwilę, według danych przedstawionych przez prof. Liberadzkiego, tylko dwa porty w Europie przeżywają zapaść. Obok francuskiego portu wymienił port w Szczecinie. Jak widać punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i numeru mapy, z której się korzysta.

Flota odpłynie

W Radiu Szczecin odbyła się pokongresowa dyskusja o kondycji gospodarki morskiej (19.06.13 r.). A. Kolmer we wprowadzeniu mówiła o zawstydzających wręcz danych zaprezentowanych w trakcie kongresu przez europosła prof. Bogusława Liberadzkiego. Wskazał on również na bardzo niewielki udział Polski w zarządzaniu flotą. Liczba statków zarządzanych na przykład przez Niemcy wynosi około 3500, przez Grecję ponad 3100 statków, a przez Polskę... 111 statków. Z czego tylko 13 jednostek jest pod polską banderą. Wspomniał też o zagrożeniach wynikających z wprowadzenia od 2015 roku tzw. dyrektywy siarkowej, przy biernej postawie polskich europarlamentarzystów. Podał kilka znamiennych cyfr, gdzie w światowej emisji CO2 udział UE to zaledwie 20–21 proc. Zastosowanie dyrektywy spowoduje obniżenie tej emisji w UE do 22–25 proc., ale jej udział w światowym rachunku to dalej 10–9 proc. Ubocznym efektem jej zastosowania będzie znaczny wzrost kosztów obsługi ładunków w rejonie Morza Północnego i Bałtyku, nawet do 60 proc. Stowarzyszenie Portów Adriatyku już zaciera ręce i na zwołanej w kwietniu 2013 roku konferencji debatowało, jak przechwycić te droższe ładunki. Skoro byliśmy bierni na etapie uchwalania prawa w Brukseli, to należy oczekiwać wsparcia od Państwa Polskiego w ponoszeniu kosztów instalacji urządzeń będących koniecznością sprostania konkurencji innych akwenów Unii Europejskiej.

Miloš Zeman nas chce. Piechociński też

„Vodní koridor Dunaj–Odra–Labe. Prezident Zeman: Štětín by se mohl stát jedním z českých přístavů” (tłumaczenie jednego z tytułów prasowych: „Kanał Dunaj–Odra–Łaba. Prezydent Zeman: Szczecin mógłby stać się jednym z czeskich portów”). Czeskie media rozpisywały się o wizycie prezydenta Miloša Zemana w Warszawie (25.05.2013 r.). Słowa prezydenta Zemana poważnie potraktował prezydent Bronisław Komorowski. Co na to szczecińskie media? Cisza... Wniosek. W wymiarze gospodarczym nie ma nas w Warszawie. Przestaliśmy też patrzeć na południe. Czesi chcą wspólnie lobbować za tym kanałem w Brukseli. Do idei przekonują Austriaków. Obecny na kongresie Paweł Stelmaszczyk, kierownik Działu Inteligentnych Systemów Transportowych w Dyrekcji ds. Mobilności i Transportu Komisji Europejskiej, wskazywał, że jest jeszcze szansa na pozyskanie środków do 2016 roku na modernizację całej Odry w ramach Europejskiego Korytarza Transportowego, do którego jako jedyna polska rzeka jest ciągle zaliczana. Trzeba o to powalczyć bezpośrednio w Brukseli. W sytuacji, gdy polski rząd deklaruje, że magistrala odrzańska nie będzie modernizowana do 2030 roku, słowa Stelmaszczyka nabierają znaczenia.

– Pomorze Zachodnie ma we mnie swojego wicepremiera – zadeklarował w Szczecinie Janusz Piechociński. Dał tym samym do zrozumienia, że Polskie Stronnictwo Ludowe chce być obecne nie tylko w Zachodniopomorskiem, ale i w gospodarce morskiej. I nie jest to pierwsza propozycja ze strony ludowców. Kilka miesięcy temu J. Piechociński zadeklarował, że chce być ambasadorem województwa zachodniopomorskiego w Warszawie. Pytanie o cele polityczne PSL-u i jego pozycję polityczną należy odłożyć na bok. Wypada przypomnieć, że poprawkę do ustawy o VAT w 2011 roku, która pozwoliła zachować korzystne dla polskich portowców utrzymanie stawki zerowej, zgłosił Wiesław Rygiel poseł PSL-u z Rzeszowa przy wsparciu ówczesnego ministra gospodarki Waldemara Pawlaka (PSL). Piechociński, przy swojej aktywności, za chwilę będzie mógł czuć się w Szczecinie jak w domu. Właśnie włączył się w działania na rzecz ustanowienia w Szczecinie dwóch stref ekonomicznych. Od roku czekają na nie firmy KSO i Teleskop. Pierwsza spółka chce wybudować na wyspie Gryfia fabrykę fundamentów do morskich elektrowni wiatrowych. Druga – fabrykę obróbki stali na szczecińskim Stołczynie.

Powinniśmy spać na pieniądzach

– Skoro jest tak dobrze, to dlaczego kiedy pytamy o gospodarkę morską mieszkańców Szczecina to twierdzą oni, że praktycznie ona nie istnieje? – pyta dziennikarka i prezentuje wynik ulicznej sondy, a w niej przeważający pogląd, iż słabo jest z morskim charakterem stolicy regionu.

– Ktoś kto jest spoza miasta nigdy nie słyszał o Polskiej Żegludze Morskiej. – Skwitowała szczecinianka w wypowiedzi dla Radia Szczecin (19.06.13 r.) – A szkoda... Przecież jesteśmy miastem portowym. Prawda? Powinniśmy w Szczecinie wszyscy spać na pieniądzach.

Jedziemy na wschód. Płyniemy na południe

Szczecińskie środowisko ma przedstawić wnioski z czerwcowego kongresu.

– 10 lipca 2013 roku ma dojść w Warszawie do spotkania z parlamentarzystami oraz przedstawicielami rządu odpowiedzialnymi za sprawy gospodarki morskiej – zapowiedział Paweł Szynkaruk, prezes Polskiej Żeglugi Morskiej. Natomiast szczeciński oddział Krajowej Izby Gospodarki Morskiej organizuje we wrześniu bieżącego roku rejs statkiem w górę rzeki Odry. Do pierwszej płycizny.

Powiązane tematy

Komentarze