Opinie

Źródło: UOKiK
Źródło: UOKiK

Finansiści spekulowali i oszukiwali a łosie płacą

Rafał Zaza

Dziennikarz i publicysta ekonomiczny

  • Opublikowano: 18 października 2013, 10:03

  • 36
  • Powiększ tekst

Komisja Europejska połapała się w walutowym przekręcie pod nazwą „kredyt hipoteczny walutowy”. Szkoda tylko, że tak późno. Chwała jej jednak, że chce wprowadzić przepis, na mocy którego przekazanie bankowi  kupionego na kredyt mieszkania całkowicie zaspokoi roszczenie instytucji finansowej.

Hiszpania nie czekała jednak na zakończenie procedury Komisji. Wprowadziła własne przepisy. W razie kłopotów ze zwrotem pożyczki Hiszpanie mogą stracić tylko tyle, ile wzięli z banku, plus odsetki od kredytu. Dziś już wiadomo z dużą dozą pewności, że hipoteczne kredyty denominowane we franku były instrumentem spekulacyjnym. I to nie tylko w Polsce. Podobne do opcji walutowych, w które kilka lat temu wrobiono wielu przedsiębiorców, a skandal, który wokół tego wybuchł, zmusił polski rząd i sądy do przyznania racji ofiarom tych pseudo „zakładów walutowych” .

Czy mamy do czynienia z opcją na walutę, czy z kredytem udzielonym w walucie innej, niż się zarabia, przeciętny klient nie będąc ekonomistą  nie jest w stanie ocenić ryzyka, bo nie ma nawet ułamka takiej wiedzy, co wyszkoleni finansiści. Będę to powtarzał setki razy i sto pierwszy, do znudzenia: w latach 2006-2008 banki często odmawiały kredytów złotowych z powodu braku zdolności kredytowej klienta a przy tym jednym tchem zachwalały, reklamowały i wciskały „frankowiczom” kredyty walutowe.

Akwizycja banksterów opierała się na trzech filarach perswazji: kredyt we franku Pani (Pan) dostanie, bo na złotowy za małe zarobki, frank jest bezpieczną, stabilną walutą, bo Szwajcaria jest oazą spokoju a raty od kredytu we franku są i będą najniższe na rynku. Zatem kliencie -  spokojna głowa. Czy jest w tym u licha coś dziwnego, że każdy stara się wybrać dla siebie najlepszą ofertę, szczególnie gdy jego bank – instytucja zaufania publicznego - zapewnia go, że wszystko jest ok? Jeżeli ktoś dostał propozycję pożyczki w PLN i CHF, a kredyt we frankach był nie tylko znacznie łatwiejszy do uzyskania, ale i o połowę tańszy, to chyba oczywiste, że wybierał łatwiej dostępny i tańszy produkt. Komisja Europejska  bada też, czy finansiści przez kilka poprzedzających akcję kredytową lat sztucznie nie obniżali kursu franka, aby uwiarygodnić korzyści wynikające z kredytów we frankach  i „ubrać” w nie klientów. Po pozyskaniu kilku milionów kredytobiorców w Europie frank zaczął się wzmacniać głównie dzięki zakupom helweckiej waluty przez bankowy kapitał spekulacyjny .

Fatalna sytuacja na polskim rynku pracy, niskie zarobki młodych ludzi sprawiły, że zdolność kredytowa w tamtym okresie we franku był  dużo wyższa, aniżeli w złotówkach. Bankowi  sprzedawcy, podkręceni dodatkowo wysokimi prowizjami, zachęcali: weź we franku, bo będzie łatwiej, sprawniej i szybciej. I taniej. Dziś nie dość, że frankowicze muszą oddać bankowi  znacznie więcej, niż warta jest kredytowana nieruchomość, to banki coraz częściej wymagają dodatkowych i kosztownych zabezpieczeń.

Za dwa lata Polska będzie musiała wdrożyć nowe przepisy chroniące pożyczających na nieruchomości. Parlament Europejski przegłosował dyrektywę dotyczącą umów o kredyt hipoteczny. Ma ona na celu ochronę interesów kredytobiorców m.in. poprzez przeciwdziałanie nieuczciwym praktykom sprzedaży oraz zwiększenie obowiązków informacyjnych kredytodawców. Doradcy klientów będą musieli mieć potwierdzone kompetencje. Każdy, kto zechce zaciągnąć kredyt na mieszkanie lub dom, dostanie informacje o długoterminowych konsekwencjach zadłużenia. Na decyzję, czy podpisać umowę, klient zyska minimum siedem dni.

- Nabywcy nieruchomości powinni być informowani o wszystkich kosztach i ryzyku związanym z zaciągnięciem kredytu hipotecznego, a także być chociaż częściowo zabezpieczeni przed niekorzystnymi dla nich zmianami na rynku, gdy nie są w stanie spłacać kredytu

– takie są ustalenia Parlamentu Europejskiego.

Postulaty walczącego z bankiem p. T.Sadlika i medialne doniesienia na temat możliwości unieważnienia spekulacyjnych umów frankowych, wywołały wściekły atak nadzoru. Andrzej Jakubiak, przewodniczący KNF ujął się za bankami stwierdzając, że przewalutowanie wszystkich kredytów w CHF to koszt około 40-50 mld zł, za co zapłacić będą musiały banki i budżet. Skąd wziął te gigantyczne liczby i wysunął konkluzję, że zapłaci podatnik - nie wiadomo. Prof. Witold Modzelewski, szef Instytutu Studiów Podatkowych radzi, by pokrzywdzeni „frankowicze” złożyli pozew zbiorowy.

- Obalenie umów w sądach nie powinno być problemem, bo bardziej przypominały one zakłady bukmacherskie, niż umowy kredytowe

– twierdzi prof. Modzelewski.

Tak stało się, jak dotąd, w Chorwacji i Hiszpanii. W Zagrzebiu sąd nakazał  bankom przewalutowanie kredytu z franków na kuny po kursie z dnia podpisania umowy. W sentencji hiszpańskiego wyroku kredyt w japońskich jenach został nazwany "instrumentem o charakterze spekulacyjnym", a zaskarżone  umowy rozwiązano.

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Powiązane tematy

Komentarze