Opinie

Protesty  / autor: PAP/EPA/DARREN ENGLAND
Protesty / autor: PAP/EPA/DARREN ENGLAND

Rozruchy uliczne i zamieszki w USA, Fed zdecydował się wesprzeć gospodarkę

Marcin Tronowicz

Marcin Tronowicz

  • Opublikowano: 17 czerwca 2020, 16:40

  • 1
  • Powiększ tekst

Fala rozruchów i protestów o podłożu antyrasistowskim wciąż przetacza się przez Stany Zjednoczone i inne kraje, a przede wszystkim nadal nie wygasa epidemia koronawirusa, kiedy po łagodzeniu restrykcji w USA, Europie i Chinach powstają nowe ogniska zakażeń.

Zjawiska te stały się przyczyną spadków na giełdach w USA i obniżenia od ponad tygodnia wartości indeksów giełdowych po okresie trwającego od marca br. ożywienia. W tej sytuacji Rezerwa Federalna ogłosiła w poniedziałek, że będzie skupować obligacje korporacyjne, a przez to podtrzymała swoje wcześniejsze deklaracje wspierania gospodarki USA. Bank Centralny także zdecydował o uruchomieniu programu udzielania kredytów dla małych i średnich przedsiębiorstw do wartości 600 mld dol. Te działania Fedu spowodowały wzrost indeksów giełdowych i dały pozytywny impuls dla gospodarki paraliżowanych przez protesty uliczne Stanów Zjednoczonych.

Przez pierwsze dwa tygodnie od zabójstwa czarnoskórego George’a Floyda przez policjanta i wybuchu zamieszek notowania na giełdach szybowały w górę. W okresie nasilenia rozruchów, starć z policją, plądrowania i niszczenia sklepów i ulicznych aktów wandalizmu nie brakowało jednak opinii, że wszystko to prowadzi w USA w kierunku pogłębienia podziałów społeczno-politycznych, destabilizacji, a nawet kryzysu gospodarczego. Ostatnia fala antyrasistowskich niepokojów i demonstracji, jaka przeszła przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię, znalazła wyraz w wyżywaniu się protestujących na pomnikach wielu postaci ważnych dla historii Ameryki, między innymi Krzysztofa Kolumba w Richmond, prezydenta Konfederatów Jeffersona Daviesa, a nawet Tadeusza Kościuszki w Waszyngtonie. Ta spontaniczna próba ulicznej rewizji historii może nieco dziwić. Wszak w dużej mierze rywalizację osadnicy chrześcijańscy wygrali z rdzennymi Amerykanami na płaszczyźnie ekonomicznej, ponieważ europejski model cywilizacyjny okazał się bardziej ekspansywny od modelu Indian.

Globalny kontekst protestów

W Stanach Zjednoczonych niechlubny okres segregacji rasowej już dawno minął, za to od dziesięcioleci upowszechnił się trend politycznej poprawności. Obecnie zdarza się, że dochodzi do odwrócenia ról, powstają nowe grupy uprzywilejowania, które nawet drobne formy krytyki uznają za przejaw dyskryminacji. Jak informował ostatnio serwis Foxnews, Uniwersytet Kalifornijski w Los Angeles (UCLA) zawiesił profesora, który odmówił zwolnienia z egzaminów końcowych kilku czarnoskórych studentów ze względu na śmierć George’a Floyda. Profesor otrzymywał pogróżki i ostatecznie uzyskał ochronę policyjną. Coraz częściej pojawiają się refleksje, że nowy radykalizm, cenzura wypowiedzi w internecie i postępujący liberalny permisywizm godzą w system polityczny i porządek społeczny USA. W odpowiedzi na permanentny wzrost żądań przedstawicieli środowisk liberalnych w 2016 r. Amerykanie wybrali na prezydenta polityka niezależnego od establishmentu, Donalda Trumpa. Oznacza to, że jego stanowcze podejście do roszczeniowych postaw lewicy i zdecydowana deklaracja przywrócenia spokoju na ulicach cieszą się akceptacją większości Amerykanów.

Oczywiście należy wspierać czarnoskórych mieszkańców USA w walce o poszanowanie ich praw, i dobrze, że szokujące przypadki łamania praw obywatelskich przez policję są nagłaśniane i stygmatyzowane, ale takie przypadki mają miejsce nie tylko w Ameryce. Można za to pytać, czemu protesty nie odbywają się w dwóch innych najpotężniejszych krajach świata, Rosji i Chinach, kiedy tam łamane są prawa człowieka. Nie tak dawno temu świat obiegły drastyczne relacje o traktowaniu czarnoskórych mieszkańców i przyjezdnych z Afryki w Chinach w tle pandemii koronawirusa – kiedy z powodów wyłącznie rasowych uprzedzeń nie wpuszczano ich do sklepów i byli powszechnie stygmatyzowani za rzekome roznoszenie zarazy. Czemu ruch BLM (ang. Black Lives Matter – Życie czarnoskórych ma znaczenie) nie uaktywnił się wówczas w Państwie Środka? Odpowiedź jest prosta, w Chinach nie mieliby żadnych szans.

Stany Zjednoczone, mimo trwania segregacji rasowej do lat sześćdziesiątych oraz zróżnicowanych ocen ich udziału w szeregach konfliktów zbrojnych, w XX w. i obecnie pełnią na świecie bardzo ważną rolę. Wspomnieć wystarczy, że ich zaangażowanie militarne przesądziło o wyniku obu wojen światowych, amerykańska armia ocaliła Koreę Południową przed najazdem komunistów z północy. Niezłomna postawa USA w okresie zimnej wojny doprowadziła do rozbicia hegemonii Związku Radzieckiego w Europie Środkowo-Wschodniej i na świecie. Także obecnie kondycja USA ma pierwszoplanowe znaczenie dla świata, w sytuacji gdy rola na wpół totalitarnych Chin w stosunkach międzynarodowych rośnie w zawrotnym tempie. W tym kontekście ustrój polityczny USA, liberalna demokracja, choć niewolny od wad, pozostaje wzorem dla innych państw do naśladowania.

Marcin Tronowicz

Powiązane tematy

Komentarze