Opinie

Joe Biden / autor: PAP/EPA
Joe Biden / autor: PAP/EPA

TYLKO U NAS

Jak Joe Biden chce przywrócić przywódczą rolę USA

Marek Budzisz

Marek Budzisz

Przedsiębiorca, publicysta ekonomiczny, znawca Rosji

  • Opublikowano: 9 listopada 2020, 12:30

    Aktualizacja: 9 listopada 2020, 12:35

  • 5
  • Powiększ tekst

Pisząc o odnowieniu demokracji Biden ma nie tylko na myśli procedury wyboru władz, ale również, a może przede wszystkim, kwestie społeczne.

W marcowo/kwietniowym numerze periodyku The Foreign Affairs Joe Biden, wówczas występujący w charakterze rywala urzędującego prezydenta, opublikował artykuł, będący jego programowym credo w sprawach międzynarodowym, pod wielce wymownym tytułem – Dlaczego Ameryka musi znów przewodzić.

Nie zrobił on wówczas wielkiej furory, do takiego stopnia tekst zbudowany był na powtarzaniu banalnych i mało odkrywczych prawd, że czytając go, podobnie jak zapewne większa część publiczności, uznałem go za jeden z rutynowych, a przez to nie wartych większego zainteresowania, elementów kampanii wyborczej. Ale sytuacja, z oczywistych względów się zmieniła i dziś wiosenne wystąpienie Bidena jest obecnie najchętniej czytanym artykułem na stronie internetowej The Foreign Affairs, tym bardziej, że w ciągu kilku kolejnych miesięcy nie powiedział on wiele nowego w tych kwestiach. Ta dzisiejsza czytelnicza popularność tekstu sprzed niemal roku jak można przypuszczać wynikiem poszukiwania odpowiedzi na pytanie jaki kształt przybierze polityka zagraniczna nowej administracji. Jeśli artykuł w jednym z najbardziej poważanych amerykańskich periodyków zajmujących się tą tematyką nie stanowi dobrej odpowiedzi na to pytanie, to co ją może stanowić?

Podążmy zatem tokiem rozumowania Joe Bidena. „Jako prezydent podejmę natychmiastowe kroki w celu odnowienia demokracji i sojuszy amerykańskich, ochrony przyszłości gospodarczej Stanów Zjednoczonych, po to, aby sprawić, że Ameryka stanie ponownie na czele świata.” – tym zapewnieniem rozpoczął część programową swego credo Joe Biden, wcześniej krytykując chaotyczną, niezborną i nieprofesjonalną politykę Trumpa, która doprowadziła, w jego opinii, do poróżnienia Stanów Zjednoczonych z sojusznikami a nie rozwiązała żadnego z istotnych problemów dla świata, takich jak choćby kwestie klimatyczne czy walka z pandemią, o niekontrolowanej emigracji i narastającej fali autorytaryzmu nie wspominając.

Jednak polityka to nie nawet najpiękniej brzmiące akty strzeliste, ale umiejętność realizacji deklarowanych celów. Warto zatem zwrócić uwagę w jaki sposób Biden chce uzyskać postulowany powrót do światowego przywództwa Stanów Zjednoczonych. Drogę, którą chce podążać Biden, można rozpisać na kilka kroków.

Krok 1. Odnowienie demokracji w Stanach Zjednoczonych.

Ameryka znów powinna stać się wzorem i przykładem do naśladowania dla innych. Pisząc o odnowieniu demokracji Biden ma nie tylko na myśli procedury wyboru władz, ale również, a może przede wszystkim, kwestie społeczne. Pisze o walce z upośledzeniem edukacyjnym niektórych grup społecznych, reformie wymiaru sprawiedliwości, po to aby odejść od, jak to określa „niesprawiedliwych dysproporcji” i obiecuje „zakończyć epidemię masowych więzień”, co należy chyba rozumieć w ten sposób, że jego zdaniem zbyt duża liczba nie – białych obywateli Stanów Zjednoczonych została pozbawiona wolności. Ten progresywistyczny plan uzupełniony jest zapewnieniami o zmianach w zakresie polityki emigracyjnej, większej przejrzystości rządu i administracji federalnej, popieraniu, w skali świata, awansu kobiet oraz gwarancjami, że amerykańskie siły zbrojne, prowadząc swe operacje nie będą odwoływały się do kontrowersyjnych, czy zabronionych, metod.

Krok 2. Wzmocnienie demokracji w świecie.

Jak deklarował Joe Biden „Podjąwszy te niezbędne kroki, aby wzmocnić demokratyczne podstawy Stanów Zjednoczonych i zainspirować innych do działania, zaproszę moich kolegów - demokratycznych przywódców z całego świata, aby ponownie włączyli wzmacnianie demokracji do globalnej agendy. Dziś demokracja znajduje się pod większą presją niż kiedykolwiek od lat trzydziestych XX wieku. Freedom House donosi, że z 41 krajów konsekwentnie klasyfikowanych jako „wolne” od 1985 do 2005 roku, w 22 odnotowało spadek wolności w ciągu ostatnich pięciu lat.”

Warto zwrócić uwagę, że demokracja, w definicji Bidena ma nie tylko proceduralny, ale również społeczny wymiar, który z grubsza możemy określić mianem liberalnego podejścia do życia społecznego. Zapowiedź postawienia znów na jednym z pierwszych punktów kwestii demokracji, w takim ujęciu, oznaczać będzie presję, zarówno na sojuszników, jak i na przeciwników.

Krok 3. Walka z korupcją, Szczyt na rzecz demokracji, na świecie.

Obrona demokracji i umacnianie praw człowieka w skali świata musi, w opinii Joe Bidena, oznaczać walkę z autorytaryzmem i korupcją, z praniem brudnych pieniędzy i wykorzystywaniem rajów podatkowych w niecnych celach.

„Szczyt na rzecz Demokracji”, którego zwołanie zapowiedział Biden kandydat w pierwszych miesiącach po tym jak zwycięży w wyborach prezydenckich ma mobilizować nie tylko rządy, ale również organizacje społeczne, media w tym społecznościowe i biznes aby włączyły się w walkę, w skali świata o demokrację.

Krok 4. Ekonomia dla klasy średniej.

Stany Zjednoczone, aby być w stanie walczyć o przywództwo w świecie muszą zacząć od odbudowy własnego potencjału gospodarczego. Nie uda się tego zrobić bez wielkich inwestycji publicznych w infrastrukturę wrażliwą, która umożliwia rozwój gospodarki opartej na wiedzy i technologii. „Będzie to wymagało ogromnych inwestycji w naszą infrastrukturę – argumentował Joe Biden - sieci szerokopasmowe, autostrady, kolej, sieć energetyczną, inteligentne miasta - oraz w edukację.” Ale nie tylko, również władze federalne musza zainwestować wiele pieniędzy w nowoczesne technologie – sieć 5G, sztuczną inteligencje, komputery kwantowe, czystą energetykę, kolej wielkich prędkości. „Jako prezydent nie podpiszę żadnych nowych umów handlowych, dopóki nie zainwestujemy w Amerykanów i nie wyposażymy ich, aby odnieśli sukces w światowej gospodarce.” – takie obietnice składał na początku roku Joe Biden.

Krok 5. Z Chinami – twardo. Najpierw dyplomacja, potem siła.

Najlepszą metodą powstrzymywania Pekinu i spowodowania aby Chiny zaniechały swej dotychczasowej polityki polegającej na łamaniu praw człowieka, wspieraniu wzrostu znaczenia własnych firm przy użyciu niedopuszczalnych metod takich jak szpiegostwo przemysłowe czy nielegalne subsydiowanie jest zbudowanie szerokiej międzynarodowej koalicji państw demokratycznych, które razem będą powstrzymywać chińska ekspansję. To oznacza, ze Stany Zjednoczone muszą odzyskać zdolność przewodzenia koalicji sojuszników realizujących te same cele. Można ją zbudować wyłącznie blisko współpracując z sojusznikami, biorąc pod uwagę ich spojrzenie i interesy, wspólnie kształtując linię polityczną. Do tej pory Stany Zjednoczone zbyt wielką nadzieję pokładały w swej sile wojskowej, zbyt małą zaś w dyplomacji. I to, jak deklarował wczesną wiosna Biden, za jego kadencji się zmieni. Przy okazji Biden akcentował potrzebę modernizacji technicznej amerykańskich sił zbrojnych tak aby „były przygotowane do przyszłej wojny” a nie tych, które toczono w poprzednim stuleciu. Te dwa elementy – położenie nacisku na dyplomacji i modernizacji potencjału wojskowego, można rozumieć jako zapowiedź zmniejszenia światowego zaangażowania amerykańskich sił zbrojnych w rozwiązywanie zamorskich konfliktów. A to, jak wprost, deklarował Biden, oznacza koniec zaangażowania w Afganistanie, w wojny na Bliskim Wschodzie, czy wspierania Arabii Saudyjskiej w jej konflikcie w Jemenie. „Możemy być jednocześnie silni i sprytni – pisał Joe Biden - Istnieje duża różnica między wielkoskalowym, otwartym rozmieszczeniem dziesiątek tysięcy amerykańskich jednostek bojowych, co musi się zakończyć, a wykorzystaniem kilkuset żołnierzy sił specjalnych i zasobów wywiadowczych do wspierania lokalnych partnerów przeciwko wspólnemu wrogowi. Te misje na mniejszą skalę są zbilansowane pod względem militarnym, ekonomicznym i politycznym a przecież także służą interesom narodowym.”

Krok 6. NATO – w centrum amerykańskiej polityki.

„NATO znajduje się w samym sercu bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych – podkreślał Joe Biden - i jest opoką ideału liberalno-demokratycznego - sojuszu opartego na wartościach, dzięki czemu jest on o wiele trwalszy, bardziej niezawodny i potężniejszy niż partnerstwa budowane za pomocą przymusu lub gotówki.”

Wzmocniony w wyniku harmonijnej współpracy z sojusznikami Pakt Północnoatlantycki, może być w opinii, Joe Bidena, lepszym narzędziem powstrzymywania Rosji. Nie można przy tym zrezygnować, deklaruje, z agendy wolnościowej i w tym wymiarze, co oznacza podtrzymanie poparcia dla ruchów wolnościowych i prodemokratycznych. Propozycję „nałożenia” na Rosję rzeczywistych sankcji zwiększających koszty jej asertywnej polityki można rozumieć jako perspektywę ich zaostrzenia, podobnie jak deklaracje na temat konieczności utrzymania gotowości NATO na wschodniej flance, uznać można za zapowiedź jej wzmocnienia. W odmiennym kierunku idzie równolegle składana przez Bidena deklaracja o zgodzie na przedłużenie porozumienia START – II, po to aby uniknąć wyścigu zbrojeń.

Czytając, po kilku miesiącach, powtórnie artykuł Joe Bidena, łapałem się na myśli, do jakiego stopnia, po doświadczeniach Covid-19 i wydarzeniach ostatnich miesięcy jest on już nieaktualny. Tym bardziej, że próżno byłoby znaleźć w nim coś więcej niźli wiarę w magiczną moc współpracy z sojusznikami – państwami demokratycznymi. Więcej negocjacji, więcej konsultacji, rozmów, narad, posiedzeń, dyskusji, to zdaje się być jedyna, formułowana przez Joe Bidena, recepta na zbudowanie jedności świata kolektywnego Zachodu. Ta diagnoza byłaby trafna, gdyby jedynym źródłem kryzysu jedności były wzajemne nieporozumienia, czy niekompetencja ekipy Donalda Trumpa. Wydaje się jednak, że ten obraz, nie uwzględniający coraz silniej rysujących się różnic interesów, dzielących również demokratyczne państwa Zachodu, jest zbyt optymistycznie kreślony. Jeśli bowiem mamy do czynienia z odmienną, różniącą państwa oceną sytuacji, interesów, szans i zagrożeń, to konsultacje i przyjacielskie rozmowy niewiele pomogą. Nie pomoże też większa presja na przestrzeganie demokracji. Wrogie, autorytarne reżimy w Pekinie czy w Moskwie, niewiele będą sobie z niej robić, sojusznicze np. w Rijadzie, mogą zostać takim stawianiem spraw zniechęcone czy wystraszone. Co wówczas pozostanie? Skoncentrowanie się Stanów Zjednoczonych na naprawianiu własnej demokracji i pozostawienie problemów światowych sojusznikom.

CZYTAJ TEŻ: Nowy, czterdziesty szósty prezydent USA

CZYTAJ TEŻ: Wygrana Bidena ciąży dolarowi

Powiązane tematy

Komentarze