Analizy
Rentowność dziesięcioletnich obligacji skarbowych spadła poniżej 5 proc. po raz pierwszy od prawie czterech lat / autor: Pixabay
Rentowność dziesięcioletnich obligacji skarbowych spadła poniżej 5 proc. po raz pierwszy od prawie czterech lat / autor: Pixabay

Przełamanie 5 procent

Emil Szweda, analityk portalu Obligacje.pl

  • Opublikowano: 13 lutego 2026, 19:00

  • Powiększ tekst

W czwartek rentowność krajowych dziesięcioletnich obligacji skarbowych spadła poniżej 5 proc. po raz pierwszy od prawie czterech lat (gdy rentowność akurat błyskawicznie rosła). Stwarza to szansę na przyspieszenie trendu, ale też otwiera drzwi rządowi do swobodnego wzrostu zadłużenia.

Przełamanie bariery 5 proc. ma w rzeczywistości wymiar psychologiczno-medialny, znaczący mniej więcej tyle samo, co przekroczenie przez notowania złota poziomu 5 tys. dolarów za uncję. To tylko połowa okrągłej liczby, która sama w sobie nic nie znaczy. W rzeczywistości znacznie ważniejsza bariera padła w trzeciej dekadzie grudnia – rentowność dziesięciolatek spadła poniżej linii pociągniętej po dołkach rentowności notowanych przez ostatnie trzy lata. Można było przypisywać temu wydarzeniu mniejsze znaczenie ze względu na zmniejszoną płynność, ale kiedy pod koniec stycznia doszło do retestu dawnej linii wsparcia (w praktyce oporu, wszak spadek rentowności oznacza wzrost cen) sytuacja zaczęła robić się ciekawsza. W dwóch ostatnich dniach trend spadku rentowności wyraźnie przyspieszył, co nie musi jeszcze oznaczać, że w długiej perspektywie czeka nas ruch jednostronny.

Nie da się jednak ukryć, że umocnienie obligacji sprzyja rządowi, który przynajmniej chwilowo nie musi bać się tego, jak inwestorzy przyjmą zwiększoną podaż długu. Nie ma w tym zakresie niespodzianek, plany emisji znane były już przed rozpoczęciem roku i jak widać inwestorzy witają nowe emisje z otwartymi portfelami. Dzieje się to w tym samym czasie, w którym znacząco umacniają się także obligacje amerykańskie i niemieckie. Tu przełamania istotnych poziomów na razie nie ma, jeszcze w ubiegłym tygodniu można było martwić się, że przełamane zostaną szczyty rentowności, ale liczy się sam kierunek. Rynek długu oddycha z ulgą, bo wygląda na to, że mimo rosnącego zadłużenia i związanego z tym kosztu odsetkowego, inwestorzy nadal gotowi są finansować deficyty budżetowe największych dłużników świata, w tym także Japonii, gdzie wynik wyborów parlamentarnych umacniający pozycję obecnego rządu (którego polityka to kierunek na wzrost zadłużenia) nie wywołał kolejnej fali wyprzedaży obligacji. Przynajmniej jak dotąd. Zbiega się to wszystko w czasie z rosnącymi obawami o możliwość co najmniej solidnej korekty na rynkach akcji, co prowadzi do konstatacji, że inwestorzy nie tyle przestali bać się skutków rosnącego zadłużenia, o ile zaczęli przemeblowywać portfele na wypadek spowolnienia w gospodarce lub po prostu głębszej przeceny na giełdach. Nie jest to trwały fundament pod umocnienie obligacji, ale jak widać taki inwestorom wystarczy. Okazałe stopy zwrotu funduszy dłużnych z ostatnich miesięcy mogą przyciągnąć kolejny kapitał, a ten – plus kupujący spłoszeni spadkami na rynkach akcji – zrobi wystarczającą przewagę popytu. Wypada w tym miejscu przypomnieć, że w 2021 r. inwestorzy też kupowali obligacje na wyścigi, ale nie skończyło się to dla nich dobrze (choć inflacja wówczas rosła, a nie spadała, co jest istotną różnicą).

Na rodzimym rynku korporacyjnym wieje nudą. Do historii przechodzą ostatnie serie obligacje o dwucyfrowym oprocentowaniu. Spadek WIBOR i wykupy najwyżej oprocentowanych serii zrobiły swoje – obecnie tylko 22 serie dają więcej niż 10 proc. odsetek, ale rentowność powyżej tej bariery oferuje tylko jedna seria plus oczywiście wszystkie papiery Ghelamco. Inwestorzy wciąż mogą zarabiać na wzroście notowań papierów skarbowych, ale również korporacyjne papiery, mimo zmiennego oprocentowania opartego o WIBOR, drożeją na rynku wtórnym. Styczniowa emisja Marvipolu wyceniana jest na 100,7 proc., mimo że jej oprocentowanie ustalono na 3,3 pkt proc. powyżej WIBOR, co łącznie daje 7 proc. Jeszcze trzy lata temu ten sam emitent oferował 11 proc.

To oczywiście dobre warunki dla plasowania kolejnych emisji, ale tu kalendarium jest na razie puste. Pojawiły się tylko dwie jaskółki nowych ofert. KNF zatwierdziła prospekt Bestu, a PKO BP wypuścił raport dotyczący listów zastawnych. Obydwa wydarzenia można uznać za zapowiedź zbliżających się emisji.

Emil Szweda, Obligacje.pl

»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych