Padną kolejne rekordy
W 2026 r. wartość emisji papierów dłużnych przeprowadzonych na podstawie prospektów emisyjnych i kierowanych do szerokiego grona nabywców przekroczy 3 mld zł, a w sprzyjających warunkach może to być nawet ponad 5 mld zł.
Rekord z 2025 r. (2,57 mld zł) najprawdopodobniej zostanie pobity i to przynajmniej o 1 mld zł. Tak wynika z naszych szacunków opartych o oczekiwania na co najmniej dwie nowe emisje listów zastawnych PKO Banku Hipotecznego, których rozmiary będą równe pierwszej oferty, z jesieni 2025 r. (1,2 mld zł). Asystować PKO BH będzie dziewięciu innych emitentów, których prospekty są ważne obecnie lub którzy rozpoczęli już proces zatwierdzania dokumentów emisyjnych. Jeśli zaś PKO BH przeprowadzi trzy lub nawet cztery emisje w ciągu roku (czwartą zapewne już na podstawie nowego prospektu), całkowita kwota przedstawionych inwestorom ofert może okazać się ponad dwa razy wyższa niż w 2025 r.
Fakt, że bilans całego roku zależeć będzie od decyzji jednego tylko emitenta, nie wskazuje bynajmniej na zdrowy układ sił. Ale też emisje hipotecznych listów zastawnych nie są typowymi ofertami, jakich dziesiątki rocznie trafiają do inwestorów indywidualnych. Pod względem ryzyka kredytowego, a więc też i wysokości oprocentowania, mają więcej wspólnego z papierami skarbowymi niż korporacyjnymi. Dlatego aktywacja inwestorów zainteresowanych listami zastawnymi, a wcześniej obligacjami oszczędnościowymi skarbu państwa, może przełożyć się na rozwój Catalyst, czy też rynku nieskarbowych papierów dłużnych w Polsce, ale dopiero w dłuższej, kilkuletniej perspektywie. Nie licząc emisji PKO BH, liczba i wartość ofert składanych inwestorom indywidualnym na podstawie prospektów może w 2026 r. oscylować wokół wartości z 2025 r. Ze względu na reprezentację deweloperów na Catalyst, statystyki rynku pierwotnego obligacji korporacyjnych, są ściśle powiązane z koniunkturą budownictwa mieszkaniowego, a tu - póki co - nie widać przełomu. Spadek stawek WIBOR podnosi zdolność kredytową, ale silnym trendem jest też demografia. Starzejące się społeczeństwo nie potrzebuje coraz większej liczby mieszkań.
Emitenci mogą natomiast nadal korzystać z przewagi popytu i okrawać i tak już niskie marże doliczane do WIBOR. Tym razem, skoro powszechne są oczekiwania co do wysokiego tempa wzrostu gospodarczego w Polsce, narracja dotycząca obniżek oferowanego oprocentowania może dodatkowo opierać się na wyższym niż zwykle bezpieczeństwie takich inwestycji. Wszak od ponad trzech lat wszystkie notowane na Catalyst obligacje spłacane są bez poślizgów, a coraz częściej przed terminem, bo emitenci chcą uciec od wysokich kosztów odsetkowych i zastąpić starsze serie nowymi, już niżej oprocentowanymi.** W efekcie statystyki defaultów nigdy nie były tak dobre dla Catalyst. Liczony przez nas Index Default Rate po raz drugi z kolei utrzymał się na poziomie 0,0 proc., co nie zdarzyło się nigdy wcześniej (w 2022 r. IDR spadł do 0 proc., ale utrzymał się tam tylko przez jeden kwartał).
Czynnikiem stresu pozostaje sytuacja na rynku obligacji skarbowych, a dokładniej, na rynkach bazowych. Początek nowego roku bynajmniej nie rozwiał obaw z końcówki ubiegłego roku. Rentowności obligacji amerykańskich czy niemieckich oscylują w pierwszym dniu handlu niebezpiecznie blisko lokalnych maksimów, ale póki co przebieg notowań można zrzucić na karb niskiej płynności. Co ciekawe, nasze skarbówki radzą sobie w tym niesprzyjającym otoczeniu nadspodziewanie dobrze, rentowność naszych dziesięciolatek (5,16 proc.) jest bliska osiągnięcia nowych wielomiesięcznych minimów. To jednak specyfika naszego rynku, zdominowanego już przez krajowych inwestorów. Pozycje zagranicznych inwestorów kurczą się z miesiąca na miesiąc. Nie stajemy się od tego bezpieczniejszym rynkiem. Raczej mniej odpornym na zachowania stadne.
Emil Szweda, Obligacje.pl
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.