Najdroższe 15 minut. "Odbędzie się transfer miliardów do zagranicznych kieszeni"
Miało być dziesięć szprych, a będzie tylko jedna linia kolejowa dużych prędkości. Pociągi nie będą zatrzymywać się przy CPK, za to rząd Tuska przepali kilka miliardów złotych na zagraniczny tabor, aby przyspieszyć podróż o marne 15 min.
Wokół Centralnego Portu Komunikacyjnego, przechrzczonego niedawno na Port Polska, niewiele się dzieje. Poza jednym. Pod koniec roku ogłoszono przetarg na tabor dla linii kolejowej dużych prędkości (KDP), która połączy Warszawę z Łodzią oraz Poznaniem i Wrocławiem. Linia ta, nazwana od swojego kształtu na mapie linią Y, nie jest niczym nowym – jej budowę przewidywał również rząd Morawieckiego, miała ona bowiem stanowić główne połączenie CPK z Warszawą oraz wspomnianymi miastami.
Podstawowa różnica pomiędzy projektem z czasów Morawieckiego a tym obecnym polega na prędkości pociągów. O ile wcześniej zakładano, że składy na tej trasie pojadą z prędkością 250 km/h, o tyle teraz podwyższono ją do min. 320 km/h. Na pierwszy rzut oka wygląda to nieźle – skróci się przecież czas podróży. Tak też przedstawia to rządowa propaganda – jako wyzwanie godne polskich aspiracji. Mamy być pierwszym krajem regionu, gdzie powstanie linia KDP.
Widzimy już oczami wyobraźni mknące po szynach nowoczesne ekspresy, a wszystko to wpisuje się w ogłoszoną przez Donalda Tuska koncepcję „Polski w 100 minut”, która ma zastąpić dawne plany rządu Morawieckiego. Tyle że – podobnie jak z większością pomysłów Tuska – jest to jedynie PR-owa zagrywka. Jak bowiem wynika z szacunków, podwyższenie prędkości pociągów wcale nie wpłynie znacząco na skrócenie czasu podróży – w najlepszym przypadku mowa jest o raptem 15 min różnicy. Dla tych 15 – a według innych wyliczeń zaledwie 9 min – wydamy o kilka miliardów złotych więcej, niż planował poprzedni rząd.
Ale to jeszcze nie koniec. Podwyższenie prędkości pociągów eliminuje z przetargu polskich producentów taboru, takich jak Pesa i NEWAG. Oznacza to, że zamówienie na co najmniej 20 pociągów trafi do zagranicznego producenta – faworytem jest tutaj niemiecki Siemens, choć w grze są jeszcze francuski Alstomoraz japońskie Hitachi, produkujące swoje pociągi we Włoszech.
W tej sytuacji trudno nie mieć wątpliwości co do rzeczywistych intencji rządu Tuska. Bo wygląda na to, że pod pozorem przyspieszenia podróży o kilkanaście minut odbędzie się transfer kilku miliardów z polskiego budżetu do zagranicznych kieszeni. Ciężko tu dostrzec jakikolwiek zysk dla polskiej gospodarki i społeczeństwa.
Pełny artykuł dostępny dla subskrybentów Sieci Przyjaciół: Najdroższe 15 minut. Manipulacje rządu Tuska: Prędkość pociągów to tylko pretekst do wytransferowania miliardów za granicę!
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.