Prawdziwe "piekło kobiet". Kolejny szpital zamyka porodówkę
W Polsce likwidują porodówki. Brak pieniędzy za rządów Donalda Tuska i malejąca liczba porodów prowadzą do dramatycznego spadku dostępności opieki okołoporodowej. Jak ocenia prof. Przemysław Kosiński „zamykanie porodówek, niedoszacowanie procedur i brak doświadczonych zespołów mogą zagrażać bezpieczeństwu rodzących kobiet”. Podkreśla, że nawet poprawie przebiegający poród może przerodzić się w stan zagrożenia życia.
Najnowsze informacje płyną ze szpitali w Żorach, Siemianowicach Śląskich i Myszkowie. Tamtejsze szpitale zamykają porodówki z powodu złej sytuacji finansowej. W Żorach straty z oddziału położniczego i neonatologii, wynoszące ponad 5 mln zł, zmusiły placówkę do zamknięcia oddziału.
Proces likwidacji porodówek w kolejnych miejscach zmienia strukturę opieki okołoporodowej, a pacjentki będą zmuszone korzystać z innych placówek.
Piekło kobiet
„Poród, nawet poprawnie przebiegający, może w ułamku sekundy przerodzić się w stan bezpośredniego zagrożenia życia matki i dziecka” – ostrzega prof. Przemysław Kosiński, kierownik Oddziału Klinicznego Położnictwa, Perinatologii, Ginekologii i Rozrodczości Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM.
Krwawienie w ciąży nigdy nie jest objawem błahym. Może oznaczać przedwczesne oddzielenie się łożyska, czyli stan bezpośredniego zagrożenia życia. Taka pacjentka powinna jak najszybciej trafić do oddziału położniczego z pełnym zapleczem operacyjnym – wskazał prof. Kosiński.
Jego zdaniem dystans rzędu 100 kilometrów do najbliższej porodówki „jest absolutnie nieakceptowalny”.
Szczególnie dotkliwy jest brak anestezjologów w mniejszych szpitalach.
Bez anestezjologa nowoczesna porodówka właściwie nie istnieje. Znieczulenie porodu to nie luksus, lecz element bezpieczeństwa – zaznaczył prof. Kosiński.
Ekspert wskazał również na systemową niesprawiedliwość wycen.
Poród fizjologiczny u zdrowej kobiety jest wyceniany tak samo, jak poród u pacjentki z ciężkimi powikłaniami, niezależnie od stopnia referencyjności ośrodka. To prowadzi do zadłużania oddziałów – ocenił.
Prof. Kosiński wyjaśnił, że co najmniej 20 proc. ciężarnych wymaga specjalistycznej opieki z powodu powikłań, takich jak nadciśnienie czy cukrzyca ciążowa.
Położnictwo musi być organizowane centralnie, z określeniem maksymalnego czasu dojazdu do porodówki na poziomie 20–30 minut. Tu nie ma miejsca na improwizację – podsumował.
pap, jb
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:
Bunt biznesu wobec KSeF? Fiskus nie odpuści
Eurozdrajcy dobiją europejski przemysł!
Nadciąga dramatyczny kryzys na rynku pracy
»»Kryzys budżetów obywatelskich – oglądaj „Piątkę wGospodarce” w telewizji wPolsce24
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.