Informacje

'Myślę, że ktoś bardzo aktywny i popularny może zarobić przy obecnych stawkach nawet do kilkudziesięciu tysięcy rocznie' / autor: fot. Pixabay
'Myślę, że ktoś bardzo aktywny i popularny może zarobić przy obecnych stawkach nawet do kilkudziesięciu tysięcy rocznie' / autor: fot. Pixabay

Ile zarabiają pisarze? Szmidt o rynku książki WYWIAD

Arkady Saulski

Arkady Saulski

dziennikarz Gazety Bankowej, członek zespołu redakcyjnego wGospodarce.pl, w 2019 roku otrzymał Nagrodę im. Władysława Grabskiego przyznawaną przez Narodowy Bank Polski najlepszym dziennikarzom ekonomicznym w kraju

  • Opublikowano: 9 grudnia 2019, 17:30

  • Powiększ tekst

Myślę, że ktoś bardzo aktywny i popularny może zarobić przy obecnych stawkach nawet do kilkudziesięciu tysięcy rocznie” - mówi w wywiadzie o rynku książki i zarobkach autorów pisarz i redaktor Robert J. Szmidt.

Arkady Saulski: Kilka dni temu Wprost opublikował ranking „Najlepiej zarabiających polskich pisarzy”. Natychmiast po publikacji pojawiły się kontrowersje. Pan również wypowiadał się na temat rankingu, proszę więc powiedzieć - czy owa lista jest istotnie niewiarygodna? A może właśnie trafna?

Robert J. Szmidt: Obawiam się, że nie jest to rzeczywisty obraz naszego rynku wydawniczego, więcej nawet, daleko mu do prawdy. To przekonanie buduję na podstawie tej części danych, które mogę zweryfikować osobiście. Dość powiedzieć, że gdyby wyliczenia były prawdziwe, zmieściłbym się we wspomnianej dwudziestce. Na czym polega więc problem z tym zestawieniem. Głównym jego mankamentem jest wyrywkowość zestawienia. Dane uzyskano tylko z części rynku, z pominięciem największych graczy, takich jak choćby Empik. Ujmując to obrazowo, czy raport o zużyciu paliw w Polsce z pominięciem danych Orlenu mógłby być wiarygodny? Chyba nie. Mamy zatem wątpliwość dotyczącą liczby sprzedanych książek, ale chyba poważniejszym zarzutem wydaje się kwestia podejścia do zarobków wymienionych na liście pisarzy. Są one zaniżone, i to czasami wielokrotnie, czemu dali wyraz sami zainteresowani, choćby w mediach społecznościowych. Myślę, że każdą z podanych kwot można pomnożyć trzykrotnie, ale to także będzie bardzo wyrywkowe podliczenie, ponieważ ci najbardziej znani czerpią zyski nie tylko z tantiem. Czasami także, tak proste wyliczenie ma się nijak do ich sytuacji. Weźmy Rafała Kosika, który jest nie tylko autorem, ale także wydawca swoich książek. W jego przypadku trudno więc mówić o piętnastu procentach zysku z egzemplarza, skoro otrzymuje także pieniądze przynależne wydawcy, a to winduje go w tym zestawieniu o wiele miejsc.

W takim razie na czym zarabia pisarz w Polsce? Tylko na książkach, sprzedaży oraz użyczaniu praw autorskich do ewentualnych ekranizacji i egranizacji? Czy też są inne źródła dochodu?

Źródeł dodatkowego dochodu jest kilka. Najważniejsze, oczywiście w przypadku bestsellerowych autorów są oczywiście pieniądze otrzymywane ze sprzedaży praw filmowcom (Żulczyk Mróz, Bonda, Chmielarz) i, rzadziej, producentom gier (Sapkowski, potencjalnie Piekara) – choć w przypadku tych drugich mogą to być naprawdę niebagatelne kwoty, ale ten rodzaj elektronicznej rozrywki, rzadko sięga do literackich korzeni. Niemal każdy z wymienionych zarabia także na spotkaniach autorskich (nie wiem jak wygląda sprawa autorek książek dla dzieci). Myślę, że ktoś bardzo aktywny i popularny może zarobić przy obecnych stawkach nawet do kilkudziesięciu tysięcy rocznie. Jest też roczna gratyfikacja z tytułu wypożyczeń, ale to maksymalnie dwadzieścia tysięcy złotych, więc najpoczytniejsi - a tylko ich to dotyczy – raczej nie traktują tych pieniędzy jako istotnego zastrzyku gotówki.

Jak wygląda struktura opodatkowania wynagrodzeń pisarzy? Często słyszy się, iż jest to najbardziej opodatkowany dochód w Polsce a sami autorzy otrzymują ułamek tego co wchodzi w skład cenę książki.

Autorzy w Polsce korzystają z tak zwanych kosztów uzyskania przychodu, czyli mogą odjąć kwotę maksymalnie czterdziestu dwóch tysięcy złotych, poza tym podlegają tym samym przepisom podatkowym. Wspomniana kwota wydaje się duża, ale należy pamiętać, że pisarz nie ma żadnych ulg, a w tej kwocie mieszczą się wszystkie koszty jakie ponosi z tytułu wykonywanego zawodu. Jeśli np. zakupi nowy komputer, nie odliczy go od dochodu, a sprzęt zużywa się przecież bardzo szybko przy intensywnym eksploatowaniu. Ktoś kiedyś pokusił się o zliczenie tych wszystkich kosztów, aby sprawdzić, czy osoby korzystające z tego systemu odnoszą jakieś korzyści, i okazało się, że dla artystów zarabiających poniżej stu tysięcy rocznie bardziej opłacałoby się prowadzenie działalności gospodarczej. Nie wspomnę już, że koszty uzyskania przychodu zostały zamrożone i nie wzrastają od kilku lat. Kwestia tantiem to osobna sprawa. O ile znani autorzy nie muszą się przejmować o ich wysokość, o tyle na rynku panuje ostatnio kilka niepokojących tendencji. I nie mówię tutaj bynajmniej o vanity, czyli wydawaniu książek za pieniądze autorów, którzy nie tylko finansują druk, ale także wysokie marze pseudo-wydawców. Ostatnimi czasy słyszę coraz częściej o przyjmowaniu tekstów przez duże wydawnictwa, które oferują w umowie wypłacenie tantiem dopiero po osiągnięciu określonego poziomu sprzedaży. Krótko mówiąc, jeśli książka nie rozejdzie się np. w dwóch tysiącach egzemplarzy, autor nie zobaczy grosza. Przy obecnej strukturze sprzedaży o takiej sprzedawalności można tylko pomarzyć, zwłaszcza jeśli wchodzimy dopiero na rynek i nie mamy wyrobionego nazwiska.

Jest Pan doświadczonym pisarzem, redaktorem, który zna polski rynek literacki od podszewki - proszę powiedzieć, co, Pana zdaniem, należałoby zmienić, poprawić, by pisarze mogli lepiej zarabiać na swojej pracy. Czy życie z pisania w Polsce jest w ogóle możliwe? A może nasz rynek jest po prostu na to matematycznie zbyt mały?

Przede wszystkim musimy uświadomić sobie jedno: żyć z pisania można, sam znam kilka osób spoza wspomnianego zestawienia, które całkiem dobrze sobie radzą, ale to naprawdę ciężki kawałek chleba. Taki status zdoła osiągnąć jeden na tysiąc chętnych, a łaska czytelnika na pstrym koniu jeździ, i chwila sławy może bardzo szybko przeminąć, a z nią dochody pozwalające na godne życie. Językiem angielskim posługują się miliardy ludzi, polskim niespełna czterdzieści milionów, a nawet mniej. To pokazuje dobitnie, że nie możemy rywalizować z Anglosasami jak równy z równym.

CZYTAJ KONIECZNIE: Oto najlepiej zarabiający pisarze w Polsce

Odpowiadając na pierwsze pytanie: myślę, że państwo powinno wspierać czytelnictwo tam, gdzie może. Na przykład wykładając większe środki na akcje promocyjne w mediach, dofinansowanie bibliotek, albo rewaloryzacje kwot przekazywanych na PLR.

A czy obniżenie VAT na książki (tak jak miało to ostatnio miejsce z ebookami) pomogłoby w tej sytuacji?

Problemem rynku książki nie jest VAT, który wcale wysoki nie obecnie jest, tylko skostniałe struktury, ale na tym akurat polu nie spodziewałbym się żadnych rewolucyjnych zmian, chyba, że powstanie polski Amazon.

Rozmawiał Arkady Saulski.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych