Informacje

Czy Greta Thunberg jest Cirillą naszego świata? / autor: fot. Materiały Promocyjne
Czy Greta Thunberg jest Cirillą naszego świata? / autor: fot. Materiały Promocyjne

TYLKO U NAS

Thunberg jak Ciri: Fantasy a ekologia WYWIAD

Arkady Saulski

Arkady Saulski

dziennikarz Gazety Bankowej, członek zespołu redakcyjnego wGospodarce.pl, w 2019 roku otrzymał Nagrodę im. Władysława Grabskiego przyznawaną przez Narodowy Bank Polski najlepszym dziennikarzom ekonomicznym w kraju

  • Opublikowano: 26 grudnia 2019, 09:00

  • Powiększ tekst

Znam ludzi, którzy wierzą w to, że kolosalny problem ludzkości, jakim jest globalne ocieplenie da się rozwiązać mocą Dziecka Niespodzianki, noszącego Starszą Krew. Między innymi dlatego tyle par oczu zwróconych jest na Gretę” - mówi w wywiadzie dla wGospodarce.pl Jakub Wiech, ekspert ds. energetyki, autor książki „Energiewende. Nowe niemieckie imperium”.

Arkady Saulski: Kilka tygodni temu na swojej oficjalnej stronie opublikował Pan screen z kultowej gry komputerowej Gothic, wskazując, iż w tytule tym obecne są też wątki… energetyczne! Czy mógłby Pan rozwinąć tamtą myśl?

Jakub Wiech: Chciałem - z lekkim przymrużeniem oka - wskazać szerzej znany przykład zagrożeń płynących z uzależnienia od paliw kopalnych. W uniwersum gry Gothic kluczową rolę odgrywa magiczna ruda - kopalina wydobywany na poczet zbrojeń królestwa Myrtany do prowadzenia wojny z orkami. Uzależnienie od wydobycia tego surowca szybko popycha króla Rhobara II do bardzo drastycznych kroków, m.in. utworzenia specjalnych oddziałów karnych w tzw. Górniczej Dolinie, gdzie wydobywa się tę rudę, a nawet odgrodzenia tego terenu za pomocą magii - co jednak wymyka się spod kontroli. Wkrótce Rhobar uświadamia sobie, że losy jego królestwa zależą od grupki skazańców, którzy przejęli władztwo nad zasobami rudy i mogą dyktować mu swoje warunki. Ta sytuacja posłużyła mi do zobrazowania kilku problemów współczesnych gospodarek. Chciałem pokazać m.in. chorobę holenderską, czyli stan regresu gospodarczego spowodowany intensywną eksploatacją określonych złóż surowców oraz fakt, że każde uzależnienie od danego dobra może być niebezpieczne ekonomicznie i politycznie. Można to łatwo przenieść na grunt energetyki, zwłaszcza Polskiej - zbyt duże związanie gospodarki z zasobami węgla spowodowało zacofanie technologiczne, gdyż po prostu przez długie lata nie opłacało się poszukiwać dla tego surowca alternatyw. Na tym energetycznym polu w grę wchodzą także kwestie klimatyczne, związane z emisją gazów cieplarnianych.

No właśnie! Przykład, który Pan przywołał pokazuje, że gatunek fantasy (do którego Gothic wszak przynależy) nie traktuje jedynie o wielkich bitwach i starciach herosów, jak się często mylnie ocenia, lecz o sprawach znacznie poważniejszych. Wskazał Pan już też na kwestię klimatyczną o niej chciałbym porozmawiać - w takich dziełach jak cykl „Pieśń Lodu i Ognia” Martina czy „Saga o Wiedźminie” Sapkowskiego obecne są wątki ekologiczne, klimatyczne. U Martina można podejrzewać, iż przesadnie długie okresy letnie i zimowe mogą mieć związek ze specyficznym klimatem tego świata. Z kolei Sapkowski formułuje swą myśl bardziej wprost - światu Wiedźmina grozi katastrofa klimatyczna, Białe Zimno, czyli globalne ochłodzenie. Jak specjalista od energetyki odczytuje te utwory… i jak zawarte w nich wątki mogą pomóc nam w ocenie naszej, realnej rzeczywistości?

Czytelnicy, którzy uważają, że światy fantasy są po prostu oderwanymi od rzeczywistości projekcjami, pełnymi elfów, smoków i magii, są w błędzie. W filmie „V jak Vendetta” pada stwierdzenie, które dobrze to opisuje: „Artyści kłamią, żeby powiedzieć prawdę”. Światy fantasy często są parabolami do realnego świata. Widać to zwłaszcza w prozie Andrzeja Sapkowskiego. Świat Wiedźmina jest pełen tych problemów, z jakimi zmaga się nasz świat - mamy tam rasizm, wojnę, chciwość, mamy okrucieństwo, zabobon, żądze władzy nad ludźmi. Oczywiście postrzeganie tych kwestii przez Sapkowskiego jest naznaczone jego własnymi przemyśleniami, natomiast każdy może znaleźć tam coś dla siebie. W metaforycznym „Białym Zimnie” - bardzo ładnie przedstawionym w grze „Wiedźmin” - można doszukać się zagrożenia jakie ciąży nad światem w związku ze zmianami klimatu, zwłaszcza, że jeszcze niedawno, w latach 70-tych XX wieku, zauważalna część naukowców (choć nie większość, jak twierdzą niektórzy, raczej ułamek) prognozowała, że światu grozi globalne ochłodzenie. Przepowiednia Itliny może być zestawiona z raportami Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu, które ostrzegają przed negatywnymi konsekwencjami wypychania atmosfery dwutlenkiem węgla, które czyhają na nas w przyszłości. Oczywiście, ktoś może stwierdzić, że to naciągane tłumaczenie, ale na tym polega piękno literatury, że każdy może interpretować ją na swój sposób. Ja lubię sięgać do przykładów z książek czy obrazów, by mówić o kwestiach energetycznych. Ostatnio tłumaczyłem kadrze zarządzającej polskich elektrowni dlaczego trzeba odejść od węgla porównując sytuację branży do sceny przedstawionej na obrazie „Ostatnia droga Temeraire’a” Turnera…

Nasze własne przemyślenia nakładane na te światy to ciekawy wątek, dlatego nie umiem nie zapytać - w świecie Wiedźmina ważną rolę odgrywa Cirilla z Cintry, która ma w pojedynkę praktycznie powstrzymać ową klimatyczną katastrofę… czy Cirilla jest Gretą Thunberg tego świata?

Dla wielu ludzi na świecie pewnie tak. Powiem więcej - znam ludzi, którzy wierzą w to, że kolosalny problem ludzkości, jakim jest globalne ocieplenie da się rozwiązać mocą Dziecka Niespodzianki, noszącego Starszą Krew. Między innymi dlatego tyle par oczu zwróconych jest na Gretę. Tymczasem rzeczywistość - ta nasza, niemagiczna - jest brutalnie inna. Globalne emisje CO2 rosną z każdym rokiem od 30 lat, coraz to nowe gospodarki deklarują włączanie nowych mocy węglowych, COP25 skończył się fiaskiem w kwestii najistotniejszej, czyli w kwestii gospodarki emisjami… Oczywiście nie można odmówić Grecie wpływu na ogólnoświatowy ruch klimatyczny, ale to za mało, by rozwiązać problem, z jakim się zmagamy. Wyhamowanie rozrostu dziury ozonowej wymagało współpracy wszystkich państw świata, wdrożenia i przestrzegania tzw. protokołu montrealskiego, zastąpienia szkodliwych freonów substytutami. A i tak proces ten jest nieporównywalnie prostszy względem walki ze zmianami klimatu. Oczekiwanie, że zbawi nas Lwiątko z Cintry jest naiwne. Jeśli miałbym porównać wysiłki na rzecz wyhamowania globalnego ocieplenia do jakiejś sceny z uniwersum Wiedźmina, to na myśl nasuwa mi się druga bitwa o wzgórze Sodden - ogromny i wspólny wysiłek Królestw Północy, okupiony potężnymi stratami i śmiercią tysięcy ludzi, w tym nawet czarodziejów, ale zakończony zwycięstwem. Północ pokonała Nilfgaard, bo się zjednoczyła, bo miała świadomość zagrożenia. Tego niestety brakuje na naszym świecie.

Skoro wspomniał Pan o wspólnym wysiłku nie sposób zapytać tu o praojca fantasy - Tolkiena. Czyż we „Władcy Pierścieni” nie mamy podobnego wątku - wielkiego sojuszu ras i państw w celu pokonania potężnego zła… potężnego zła, które chyba także nosi cechy zagrożenia energetycznego i… klimatycznego?

Zgadza się. Mało tego, Isengard i Mordor doskonale nadają się jako ilustracje wysoce emisyjnych gospodarek. Stworzony przez Tolkiena świat to też – w tej elfio-hobbiciej części - piękna ostoja tego, o czym pisał chociażby Scruton w swej „Zielonej filozofii”, czyli zielonego konserwatyzmu. Siły dobra, ładu, są tu przedstawione jako żyjące w mniejszej lub większej harmonii z naturą, jako te dbające o lasy i żywe stworzenia. Tymczasem zło ma czarne oblicze także w swej płaszczyźnie gospodarczej. Kuźnie Isengardu zabrzmiały na nowo, gdyż Saruman zaczął wycinać las Fangorn, w którym mieszkały enty. Mordor jest opisywany jako kraina ognia, gorąca pustynia, nieludzka ziemia. Pół żartem, pół serio zaznaczyłem kiedyś, że gdyby Saruman w porę przeszedł na gospodarkę niskoemisyjną, a więc gdyby oszczędził drzewa, to nie sprowokowałby gniewu entów i losy Wojny o Pierścień potoczyłyby się inaczej. Filmy Jacksona bardzo dobrze oddały estetykę starcia tych dwóch światów, cywilizacji dobra i porządku, która chciała zachować świat takim, jaki jest oraz cywilizacji śmierci i zniszczenia, zmierzającej do podpalenia Śródziemia i zniewolenia tego, co na nim żyje. Natomiast ten główny konflikt, będący osią narracyjną Władcy Pierścieni nie jest jedynym ciekawym symbolem w świecie Tolkiena. Warto zwrócić też uwagę na rasę krasnoludów, którzy - obejmując w posiadanie kopalnie Morii - stali się tak chciwi i zachłanni, że w poszukiwaniu nowych surowców, metali i kruszców (przede wszystkim zaś mithrilu) dokopali się do legowiska Balroga, ducha ognia, który zniszczył ich potęgę. Z tej historii również można wyprowadzić ciekawe porównanie do obecnej formy gospodarki surowcami kopalnymi.

Mam świadomość, że staję oto po stronie sił Zła, ale czyż nie jest jednak tak, że zużycie paliw kopalnianych budowało potęgę gospodarczą wielu państw? Choćby Wielkiej Brytanii, ojczyzny Tolkiena. Teraz i Polska pragnie zachować jakiś element energetycznej niezależności, opierając się na węglu. Czasem po prostu konieczne jest skorzystanie z takiego źródła. Czyż fantasy w tym aspekcie nie jest… naiwne?

Nikt nie ganił krasnoludzkich górników za to, że zaczęli wydobywać surowce; zgubiła ich nadmierna chciwość, nieokiełznanie, nieumiarkowanie. Tak samo Saruman przez lata był dobrym władcą Isengardu, dopiero gdy jego umysłem zawładnęła ciemność i żądza władzy, zaczął działać w sposób, który doprowadził go do upadku. Oczywiście Tolkien tworzy swe historie na wzór mitów, z wyraźnym wskazaniem, po której stronie stoi dobro, a po której zło. Rzeczywistość nie jest tak prosta, nie jest biało-czarna, mamy mnóstwo odcieni szarości. Jak najbardziej rozumiem zarzuty krajów takich, jak Polska, które chcą korzystać ze swoich paliw kopalnych, bo ich bogatsi sąsiedzi robili to przez całe dekady. Rozumiem roszczenia biednego Południa, budującego moce m.in. w węglu i reagującego zdziwieniem na oburzenie bogatej Północy, która swą potęgę zbudowała m.in dzięki taniej energii węglowej. Natomiast po to organizujemy konferencje COP, po to podpisujemy porozumienia klimatyczne, po to nakładamy limity emisji CO2, by wyjść naprzeciw tym problemom, by kompensować straty tym, którzy muszą porzucić tanią, ale emisyjną energię, by skłonić kraje bogate do solidarności z biedniejszymi. W tym wszystkim powinny nam przyświecać te „naiwne” ideały Tolkiena. Co ciekawe, te same wskazówki dotyczące gospodarowania Ziemią znajdziemy też… w Księdze Rodzaju. Wiele osób wywodzących się z kręgów prawicowych (do których sam siebie zaliczam) zbyt dużą wagę przykłada do fragmentu o czynieniu ziemi sobie poddanej przez człowieka, pomijając przy tym słowa z tej samej księgi, które mówią, że Bóg oddał ludziom ogród Edenu, by go uprawiali i doglądali. Dobór tych czasowników nie jest przypadkowy; warunkują one nie tylko czerpanie korzyści, ale także dbałość o zachowanie świata takim, jakim go znamy, w tym dobrym słowa rozumieniu.

W takim razie w jakimś sense wracamy do punktu wyjścia - fantasy może nie tylko przedstawiać kwestie energetyczne i ekologiczne w sposób wiarygodny ale też być, w jakimś sensie, kierunkowskazem dla naszych realnych działań w realnym świecie. Na koniec chciałem zapytać o Pana ulubione uniwersum fantasy. Oczywiście w kontekście realizmu zarysowanych tam kwestii energetycznych i ekologicznych.

Trudno wskazać mi jeden, konkretny świat. Cenię sobie każde uniwersum, w którym znalazłem coś, co zostało ze mną na dłużej. Dzięki Tolkienowi poznałem znaczenie ciężaru obowiązku, wagę konieczności działania, powinność stawania twarzą w twarz z niebezpieczeństwem płynącą z godności bycia człowiekiem. To ułatwia rozmowę np. O naszej ludzkiej odpowiedzialności za to, co robimy z Ziemią. W ogóle, Tolkien jest pełen symboli, które mogą oddziaływać na wyobraźnię nie mniej silnie niż okrzyk „How dare you”. Z kolei Sapkowski do tej całej rycerskości dodał całą garść ludzkich przywar, pokazał człowieka takim, jakim jest naprawdę. Jego postaci są świetnie napisane, zwłaszcza kobiety. Można w nich dostrzec te wszystkie cechy, które nosimy w sobie, a o których nie chcemy głośno mówić przy przyjaciołach. Ale one w nas są, gdzieś głęboko i to może one wpływają na to, że na razie nasze wysiłki na rzecz walki ze zmianami klimatu są tak nieskuteczne? Duży wpływ wywarły na mnie także legendy arturiańskie, będące przypowieściami o męstwie, odwadze i cnocie. O poświęceniu można wyczytać też w Opowieściach z Narnii. Grę o Tron uważam za przegadaną, natomiast ciekawą odskocznią jest świat stworzony przez Terry’ego Pratchetta. Nie mogę też pominąć gier komputerowych - o tym, co można znaleźć w Gothicu już wspomniałem, ładnie zarysowane granice między dobrem a złem istnieją też w sadze Heroes of Might and Magic, to również można przenieść na grunt energetyczno-klimatyczny, zestawiając chociażby Bastion i Inferno. Te wszystkie światy zostały stworzone, by przemycić w nich pewne morały, parabole, prawdy. Bardzo bym chciał, żebyśmy w tych dyskusjach, które toczymy na co dzień o węglu, emisjach czy klimacie potrafili sięgnąć po przykłady z Tolkiena czy Sapkowskiego. Nie tylko urozmaiciłoby to rozmowy, ale też mogłoby trafić do tych, którzy są dziś cały czas nieprzekonani choćby do tego, czy powinniśmy chronić Ziemię naszymi wspólnymi siłami.

To znaczy, że przed nami wielka misja? Tak jak przed bohaterami literackich i gamingowych sag fantasy?

Pod rozwagę czytelnikom mogę zostawić jeden z najważniejszych dla mnie fragmentów „Dwóch wież”: „To ci, co przyjdą po nas, tworzyć będą legendę naszych czasów”. Zadbajmy o to, by była to legenda o bohaterstwie, odwadze i poświęceniu, nie zaś o chciwości, krótkowzroczności i słabości.

Rozmawiał Arkady Saulski.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych