Informacje

Macron chce odebrać pałeczkę Trumpowi / autor: pixabay
Macron chce odebrać pałeczkę Trumpowi / autor: pixabay

"Le Monde": Macron ma przywódcze aspiracje

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 2 stycznia 2020
  • 21:10
  • 2
  • Tagi: macron polityka rosja waszyngton
  • Powiększ tekst

Francuski dziennik „Le Monde” zamieścił w czwartek artykuł, w którym promoskiewskie starania prezydenta Francji Emmanuela Macrona autor tłumaczy chęcią pokazania możliwości przywództwa Francji w świecie, od którego odwraca się Waszyngton.

Piotr Smolar pisze na wstępie, że dla prezydenta Rosji Władimira Putina przekazanie Kijowowi kontroli nad wschodnimi granicami Ukrainy byłoby równoważne z „masakrą”. Oznacza to - tłumaczy ten były korespondent „Le Monde” w Moskwie - że Kreml nie pójdzie w tej sprawie na kompromis.

Przypomina, że Moskwa, która zainicjowała konflikt, zaakceptowałaby jego „zamrożenie” i kontynuację rokowań z Paryżem. „Statystą sztuki napisanej przez Emmanuela Macrona” nazywa dziennikarz prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego.

Koncepcja prezydenta Francji polega - według artykułu - na zmianie w stosunkach strategicznych z Rosją. Jak ocenia autor, Macron wierzy bowiem, że wobec ekspansji Chin Moskwa nie będzie miała innego wyboru niż partnerstwo z Europą. Dodaje, że od 20 lat stawiali już na to - na próżno - zarówno Europejczycy, jak i prezydenci USA Bill Clinton, George W. Bush i Barack Obama, ale „kolejne poważne kryzysy - Kosowo, Irak, Gruzja, Krym - ukazały bezsens tych wysiłków”.

Zdaniem Smolara błędem byłoby jednak zarzucanie prezydentowi Macronowi naiwności. „Nie zamierza on zamienić rosyjskiego wilka w owieczkę”, chce pokazać możliwości przywództwa Francji w świecie, od którego odwraca się Waszyngton - ocenia.

Jest to postawa odmienna od tej, jaką wykazywali liczni przywódcy i politycy francuscy, powtarzający tezę o rzekomym upokarzaniu Rosji przez Zachód. Ci politycy zdają się zapominać o zabójstwach dokonywanych na polecenie Kremla, o aneksji Krymu, wojnie w Donbasie i bombardowaniu syryjskich cywili - wylicza Smolar.

Emmanuel Macron o tym wie” - pisze komentator i tłumaczy intencje prezydenta Francji poszukiwaniem „nowej architektury zaufania i bezpieczeństwa”, wymuszonej bliskością geograficzną Europy i Rosji.

Zdaniem komentatora prezydent myli się jednak, wierząc, że inni przywódcy też zechcą zaangażować się „w logikę wzajemnych darów i osobistego oczarowania” jako narzędzi polityki zagranicznej.

Ponieważ USA przestały być godnym zaufania rozmówcą i sojusznikiem, Macron nie stawia już na Trumpa, ale dąży do złagodzenia napięć z Rosją. Przede wszystkim chodzi tu o irański program jądrowy, ale również o zajęcie się wszystkimi „zamrożonymi konfliktami” - Osetią Południową, Abchazją, Donbasem.

Argumentem może być zniesienie sankcji europejskich - przewiduje Smolar, twierdząc, że:

Macron podziela geopolityczną wizję Władimira Putina na temat stosunków międzynarodowych, w których podstawą potęgi jest siła militarna.

W tej koncepcji niknie sprawa wartości na rzecz suwerenności - Francji, Europy, no i może małych narodów, szczególnie na peryferiach Rosji. Narodów, których przekonanie (o zagrożeniu ze strony Rosji - PAP) Paryż uważa za (wynikające z) bólu niezabliźnionych ran historii, a nie za analizę ryzyka” - objaśnia autor artykułu.

Komentator przypomina wywiad prezydenta Francji, w którym ten ubolewał nad „błędami, jakie popełnialiśmy, próbując narzucić nasze wartości poprzez zmianę ustroju bez udziału narodów”. „Tak stało się w Iraku i w Libii () To podejście Zachodu okazało się tragicznym błędem początków wieku, a wynikło z połączenia dwóch prądów: neokonserwatyzmu i prawa do ingerowania (w celach humanitarnych)” - dodał.

Smolar zastanawia się, czy podejście prezydenta Francji jest możliwe do przyjęcia: „Czy można rozmawiać z Chinami, nie potępiając publicznie dyktatury, masowych aresztowań, prześladowań Ujgurów? Czy można wyciągać dłoń do Rosji, nie niepokojąc się o wolność wypowiedzi czy o parodie procesów sądowych krytyków systemu?”. Komentator uznaje, że takie podejście jest nie do przyjęcia, przyznaje jednak, że „uznanie interesów autorytarnego czy dyktatorskiego mocarstwa jest częścią założeń elementarnej dyplomacji”. Czy jednak w świecie, w którym od roku mnożą się ruchy protestacyjne, przeciwieństwem nieingerowania ma być zimna obojętność? - konkluduje retorycznym pytaniem autor.

Czytaj też:Macron prosi się o amerykańskie sankcje

PAP, DS

Komentarze