Informacje

autor: Shutterstock
autor: Shutterstock

Kiedy gabinet lekarski przeniesiemy do domu?

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 9 czerwca 2021, 17:32

    Aktualizacja: 9 czerwca 2021, 17:33

  • 0
  • Powiększ tekst

Czy technologiczne efekty nagłego wzrostu zapotrzebowania na digitalizację zostaną z nami na dłużej? Jak nie stracić tej szansy na skokowy rozwój? Czy rzeczywiście służba zdrowia potrzebuje technologii, może jednak – pytając nieco przewrotnie – nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu lekarza z pacjentem? Na te pytania próbowaliśmy odpowiedzieć podczas debaty „Gazety Bankowej” i portalu wGospodarce.pl­ zatytułowanej „2021 – rok e-rewolucji polskiej służby zdrowia?”

Rok 2020 udowodnił wszystkim – administracji publicznej, instytucjom służby zdrowia, aptekom, lekarzom i, co najważniejsze, pacjentom – jak ważna jest telemedycyna, digitalizacja opieki medycznej, zdalny dostęp do lekarza, recept, historii choroby. Projekty takie jak e-recepta, portal pacjenta stały się kluczowymi narzędziami w komunikacji systemu z pacjentem. Więcej – wielu samotnych chorych zdało sobie sprawę, że w sytuacji przymusowego odosobnienia narzędzia zdalnej, automatycznej komunikacji z lekarzem mogą uratować życie. System szczepień prowadzony w oparciu o zdalne rejestracje, system dystrybucji szczepionek – to wszystko sprawia, że trudno nam wyobrazić sobie sprawne działanie systemu opieki zdrowotnej bez technologii.

W dyskusji wzięli udział: Anna Goławska, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia, Anna Janiczek, prezes zarządu PZU Zdrowie, Tomasz Pawlęga, kierownik Sekcji Innowacji w Departamencie Analiz i Innowacji w Narodowym Funduszu Zdrowia, Jarosław Kieszek, dyrektor Centrum e-Zdrowia, Wojciech Radomski, prezes zarządu StethoMe, oraz prof. dr n. med. Łukasz Kołtowski, prezes zarządu AioCare.

Gdzie jesteśmy?

Centrum e-Zdrowia odpowiada za monitorowanie planowanych, tworzonych i działających systemów teleinformatycznych na poziomie centralnym i regionalnym. Trwa V edycja „Badania stopnia informatyzacji podmiotów wykonujących działalność leczniczą”.

– Poprzednie badanie poziomu informatyzacji podmiotów leczniczych realizowaliśmy w 2019 r. Jego wyniki wskazywały, że usługodawcy, czyli szpitale, świadczeniodawcy udzielający świadczeń zdrowotnych ambulatoryjnych, zakłady lecznictwa uzdrowiskowego oraz zakłady opieki długoterminowej, są przygotowani na zmiany teleinformatyczne umożliwiające pacjentom korzystanie z rozwiązań cyfrowych. Pozytywnym zaskoczeniem były dla nas wyniki dotyczące zakresu poziomu informatyzacji podmiotów i ich przygotowania do prowadzenia dokumentacji medycznej w postaci elektronicznej – mówił dyrektor Jarosław Kieszek. – Okazało się, że 82 proc. ankietowanych szpitali miało takie rozwiązania. Nieco gorsze wskaźniki były w pozostałych podmiotach medycznych. Warto jednak podkreślić, że proces przygotowań do wdrożenia elektronicznej dokumentacji medycznej ciągle trwa, a stopień dojrzałości podmiotów, które są zobligowane do tego rozwiązania, jest bardzo różny. COVID-19 przyspieszył proces cyfryzacji ochrony zdrowia i z pewnością pokażą to wyniki najnowszego badania, które zaprezentujemy już w czerwcu. Korzyści z posiadania systemów informatycznych w szpitalach to przede wszystkim oszczędności finansowe oraz optymalizacja czasu pracy personelu medycznego. To również ułatwienie dostępu do dokumentacji medycznej i historii leczenia, co jest istotne zarówno z punktu widzenia pacjentów, jak i lekarzy. Te korzyści znacznie przewyższają koszty, które muszą ponieść jednostki na zbudowanie odpowiedniej infrastruktury, umożliwiającej wdrożenie i korzystanie z cyfrowych rozwiązań w zdrowiu.

Czy mimo to nie jest tak, że kiedy rozwija się sztuczna inteligencja, systemy med-tech, narzędzia digitalizacji ochrony zdrowia, my jesteśmy ciągle na etapie wątpliwości co do podstaw, choćby czy działa dostępna strona internetowa lub dane pacjentów są zapisywane w formie elektronicznej?

– Budowa publicznych cyfrowych usług w sektorze zdrowia wystartowała w Polsce później niż w innych krajach europejskich. Natomiast gdy silnik już zaskoczył, wrzucamy kolejne biegi i się rozpędzamy: zaczęliśmy od e-zwolnień, potem uruchomiliśmy e-receptę oraz Internetowe Konto Pacjenta (IKP) na pacjent.gov.pl, aplikację gabinet.gov.pl, następnie były e-skierowania i aplikacja mobilna mojeIKP. Obecnie jesteśmy krok przed wdrożeniem elektronicznej dokumentacji medycznej i raportowania zdarzeń medycznych, a w starterach czekają kolejne cyfrowe usługi. Cyfryzacja ochrony zdrowia rozwija się dynamicznie, zwłaszcza w ostatnim czasie. Mocnym impulsem do rozwoju była pandemia koronawirusa i uruchomienie Narodowego Programu Szczepień: e-rejestracja na szczepienie to narzędzie, które przygotowało nas do wdrożenia centralnej rejestracji. Daje ona pacjentowi możliwość samodzielnego umówienia się na wizytę do specjalisty z poziomu Internetowego Konta Pacjenta (IKP). Doświadczenia, które teraz pozyskaliśmy, są bezcenne. Podmioty, które dotąd prowadziły zapisy w tradycyjnej postaci papierowej, po raz pierwszy musiały się przerzucić na pracę w systemie informatycznym. Aby rozwijać te kompetencje, musimy mieć bazę w postaci centralnych systemów umożliwiających gromadzenie danych i zarządzanie nimi. Teraz takie zaplecze właśnie powstaje. Centrum e-Zdrowia jest gotowe wdrażać kolejne, coraz bardziej zaawansowane rozwiązania cyfrowe – deklarował Jarosław Kieszek.

Szczęście?

To, że e-receptę udało się wprowadzić tuż przed pandemią, to ogromne szczęście nas, pacjentów. Przed nami jednak długa droga…

– Ostatnie dwa, trzy lata to ogromny postęp w rozwoju cyfryzacji publicznej służby zdrowia. COVID-19 przyspieszył nasze plany: mnóstwo usług i rejestrów zostało wdrożonych, m.in. dzięki zwolnieniu z obowiązku stosowania ustawy Prawo zamówień publicznych. Także nasi dostawcy i usługodawcy przyspieszali harmonogramy, aby kolejne i niezbędne w pandemii funkcjonalności mogły być udostępniane, np. rejestr EWP, który pierwotnie miał zbierać informacje tylko o osobach przekraczających granice, a ostatecznie został rejestrem wszystkich osób zakażonych będących w kwarantannie… Ale oczywiście mamy świadomość tego, że długa droga przed nami – zgodziła się minister Anna Goławska. – Będziemy te narzędzia udoskonalać, usprawniać i wdrażać nowe. Systemy informatyczne mają to do siebie, że się starzeją i wymagają nieustannego unowocześniania. Na ostatnim posiedzeniu Grupy Wyszehradzkiej inne kraje przedstawiały swoje zaawansowanie w digitalizacji ochrony zdrowia – i Polska ma się czym pochwalić. Teraz idziemy dalej, nie zatrzymujemy się w rozwoju.

Można jednak odnieść wrażenie, że wciąż publiczna służba zdrowia goni prywatną. Doskonale udało się zorganizować dostawę pulsoksymetrów pacjentom do domu, to jednak dopiero początek.

– Program Dom, który prowadzimy razem z PZU Zdrowie, to ewenement na skalę europejską. I zawierał element raportowania wyników z pulsoksymetrów do konsultantów, którzy monitorowali stan pacjenta na bieżąco i gdy pojawiał się alert, natychmiast była konsultacja telefoniczna, a w razie konieczności wzywano karetkę. Każdego dnia takich konsultacji lekarskich było ponad tysiąc. I dotychczas wezwań do karetki było ponad 5 tys. – i tym ludziom uratowano życie – wyjaśniła minister Goławska. – Do tych danych mają dostęp również lekarze PO w aplikacji gabinet.gov.pl.

Czy zatem Internetowe Konto Pacjenta wyrówna wreszcie poziom usług między prywatną a publiczną służbą zdrowia?

– Ta integracja będzie następowała i rzeczywiście pomoże w tym IKP oraz platforma P1, która docelowo ma gromadzić informacje o wszystkich usługach medycznych: wykonywanych w publicznym, jak i prywatnym sektorze – mówił Tomasz Pawlęga, a odnosząc się do wspomnianych wcześniej w dyskusji rankingów innowacyjności, stwierdził, że trudno jest zrobić taki indeks innowacyjności, który by oceniał nie tylko wdrożone technologie, lecz również użyteczność tych technologii.

– Koledzy z Niemiec sami przyznają, że jest im nieco wstyd, że rozwiązania, które w Polsce już działają, u nich cały czas są w fazie planowania. Nie mogę się jednak zgodzić, że mieliśmy szczęście wdrażając e-receptę. Jeśli uważamy pandemię za katalizator zmian, to pamiętajmy, że poprzedził je ponad rok ciężkiej pracy Centrum e-Zdrowia we współpracy z firmami informatycznymi, co pozwoliło doprowadzić system do takiego stanu, że na czas pandemii mógł działać. Natomiast z punktu widzenia NFZ nastąpiło po sobie kilka rewolucji, w tym właśnie rewolucja procesowa, czyli udostępnienie narzędzi do e-zwolnień, e-recept, e-skierowań itd. To jednak tylko jeden element cyfryzacji. Znacznie większym wyzwaniem jest cyfryzacja kliniczna, czyli odpowiednie wykorzystanie cyfryzacji w zarządzaniu usługami zdrowotnymi. Dlatego z punktu widzenia NFZ pandemia była również katalizatorem zmiany sposobu dostawy świadczeń. To jest coś więcej niż e-zdrowie. Musimy więc pamiętać, że transformacja usług cyfrowych medycznych jest jeszcze przed nami, a jej kluczem będzie segmentacja usług – zapowiadał Tomasz Pawlęga.

Dojrzałość

Mówiąc o wspomnianej cyfryzacji segmentu klinicznego, wciąż jednak poruszamy się w sferze start-upów, nowinek technologicznych, eksperymentów. Czy ten ostatni rok pozwolił dorosnąć telemedycynie do rangi pełnoprawnego systemu leczenia, systemu opieki zdrowotnej?

– Przeprowadzono ciekawe badanie wśród polskich pacjentów, w którym aż 88 proc. Polaków wskazało, że rozwój nauki i technologii w kierunku powszechnego zastosowania rozwiązań e-zdrowia jest potrzebny, wręcz wskazany. To oznacza, że pacjenci są gotowi do wykorzystania innowacyjnych technologii. Badania potwierdzają także, że pandemia bardzo zwiększyła zaufanie pacjentów do tych technologii – wzrosło o kilkanaście punktów procentowych – mówił Wojciech Radomski, prezes zarządu StethoMe. – Zdaniem pacjentów największym minusem rozwiązań e-zdrowia jest brak fizycznego kontaktu: teleporada wciąż kojarzy się z rozmową telefoniczną, podczas której lekarz nie ma możliwości zobaczenia pacjenta, wykonania podstawowych badań. Te niepełne rozwiązania okazują się niewystarczające diagnostycznie. A to wskazuje, że potencjał polskich start-upów nie jest w pełni wykorzystywany. Mamy jednak nadzieję, że gdy połączymy siły, zrewolucjonizujemy razem polską e-medycynę. Polska jest w czołówce wsparcia medycznych start-upów. Jesteśmy zadowoleni z wielu instrumentów wspierających nas w bardzo różny sposób. To, czego nam jeszcze brakuje, to szersze wykorzystanie naszych systemów. To dla nas najtrudniejszy element: przekonać szpitale, aby korzystały z nowych technologii: dla lekarzy, pacjentów, do badań naukowych. Tymczasem korzyści są obustronne: zwiększa się innowacyjność polskiej służby zdrowia, a gospodarka się rozwija.

PZU Zdrowie – nawiązując nieco do wcześniejszego pytania – z sukcesem konkuruje na rynku prywatnej służby zdrowia, oferując łatwy, intuicyjny dostęp pacjentów do lekarzy i opieki zdrowotnej, a także masę innowacyjnych rozwiązań w obszarze świadczeń zdrowotnych.

– Warto jednak zapytać także o samych pacjentów – swego czasu postawiłem taką tezę dla sektora ubezpieczeń, że klient już wie, czego chce, umie sobie radzić w dobrych e-narzędziach – choćby w likwidacji szkód komunikacyjnych, stąd ubezpieczenia czeka silne wzmocnienie kanału direct – mówił moderujący debatę Maciej Wośko, redaktor naczelny „Gazety Bankowej”. – Czy podobne procesy dotyczyć będą służby zdrowia?

– Jako komercyjny operator usług medycznych dążymy do równowagi pomiędzy telemedycyną i usługami stacjonarnymi. My również – jeszcze przed pandemią – wprowadziliśmy telekonsultacje, początkowo traktowane jako nowość dla pacjentów, którzy stopniowo przenosili na opiekę medyczną swoje preferencje konsumenckie np. z bankowości mobilnej – mówiła prezes Anna Janiczek z PZU Zdrowie. – Pandemia zupełnie zmieniła nawyki pacjentów, zaobserwowaliśmy nawet kilkusetprocentowy wzrost wykorzystania teleporad. Tu warto podkreślić, że żadna z naszych placówek nie została zamknięta podczas pandemii i zachęcaliśmy do bezpiecznego powrotu do gabinetów i kontynuacji badań. Profilaktyka jest dla nas klamrą spinającą wszystkie formy korzystania z opieki medycznej, dlatego została hasłem przewodnim naszej nowej strategii. Chcemy nie tylko leczyć, lecz i zapobiegać, pozostawiając pacjentowi wybór, jakim kanałem chce się z lekarzem kontaktować. Telemedycyna może być właśnie czynnikiem wspierającym profilaktykę. Mając na względzie to, że opieka zdalna zostanie z nami już na stałe, stworzyliśmy własne centrum telemedyczne – to cała osobna placówka z własnym personelem medycznym. Chcemy rozwijać także inne obszary e-zdrowia, m.in. telemonitoring, telediagnostykę i teleopiekę, czyli opiekę domową, która wyrosła na kanwie omawianych już dzisiaj doświadczeń we współpracy z Ministerstwem Zdrowia.

Gabinet w domu

Być może to właśnie jest droga do rozwoju zdalnej diagnostyki i telemedycyny – leczenie chorób przewlekłych i stały monitoring stanu zdrowia pacjenta. W diabetologii ten temat jest już dobrze znany, w kardiologii – jest dobrze, ale mogłoby być lepiej. Jak sprawić, aby korzystanie z urządzeń do zdalnego monitoringu i z aplikacji je obsługujących stało się oczywistością: zarówno w odbiorze przez pacjentów, jak i w zalecaniach lekarzy? Jak zachęcić do nich obie strony?

– Pacjent chce przede wszystkim czuć się lepiej, być zdrowszy. I wystarczy, aby lekarz go zachęcił. Droga do telemedycyny prowadzi poprzez pracę ze środowiskiem medycznym. A czym kierują się lekarze? Wynikami badań naukowych i wytycznymi. Te są globalne, światowe, a my je w Polsce współtworzymy, implementujemy. Pandemia je po prostu wyprzedziła – wyjaśniał dr hab. n. med. Łukasz Kołtowski, prezes HealthUp SA, twórca AioCare™. – Bardzo ważne jest więc to, abyśmy doświadczenia, które mamy jako start-upy czy akademicy, publikowali, zmieniali te wytyczne, tworzyli, generowali dowody naukowe, implementowali do systemu opieki zdrowotnej. Potrzebne jest nam przyjazne środowisko realizowania pilotaży. Niestety małe start-upy nie mają takich szans jak duże korporacje. Ważną i docenianą rolę odgrywa w Polsce w tym zakresie Agencja Badań Medycznych – chwalił prof. Kołtowski. – W systemie e-zdrowia bardzo ważna jest koordynacja kompleksowa – na wizycie lekarskiej generowany jest raport z systemu dla lekarza, dający pełny ogląd sytuacji zdrowotnej pacjenta: przyjmowane leki, wyniki badań, stan zdrowia w danym momencie. Dzięki temu efektywność porady jest bardzo duża, a czas spędzony z pacjentem znacznie krótszy. To jest korzyść dla obu stron – pacjenta i lekarza, a w ostateczności dla całego systemu ochrony zdrowia.

Czy uzasadnioną analogią do telemedycyny jest zatem kanał direct w ubezpieczeniach komunikacyjnych? Oddanie w ręce klientów pewnych działań przyspiesza proces wydania polisy i ten pomysł szybko zyskał popularność po obu stronach – i ubezpieczyciela, i klientów. Da się tak w telemedycynie?

– Takie rozwiązania już działają: w kardiologii czytnik migotania przedsionków, w pulmonologii – badanie spirometryczne w domu… Takich rozwiązań, gdzie pacjent wykonuje badanie sam, jest dużo. Potrzebna jest nam selekcja i przetestowanie tych pomysłów w pilotażach. Bo pacjenci są nimi bardzo zainteresowani! – mówił prof. Kołtowski. – Rozwój programów pilotażowych ma kluczowe znaczenie dla populacji pacjentów chorych przewlekle na przykład na astmę, mukowiscydozę czy POChP. Wykorzystanie inteligentnych rozwiązań, opartych na sztucznej inteligencji, pozwala na sprawowanie lepszej opieki nad pacjentami i istotną redukcję kosztów jej sprawowania – wtórował prezes Wojciech Radomski.

Ta sytuacja już się dzieje. Działa już powołany zespół roboczy z przedstawicielami NFZ, MZ, AOTMiT, z udziałem wielu ekspertów. Zbieramy pomysły, analizujemy je i wybieramy te, które będą testowane w pilotażach. Tak właśnie powstał pilotaż bezprzewodowych stetoskopów czy monitoring glukometrów. A za nimi będą wdrażane kolejne propozycje. Chcemy co miesiąc rozpoczynać nowy pilotaż, o ile pozwolą na to środki finansowe – deklarowała minister Goławska. – Będziemy rozwijać program opieki domowej, dodawać do niego kolejne funkcjonalności, przyłączać kolejnych pacjentów, którzy będą swoje wyniki raportować do systemu. Chcemy, aby powstała ogólnokrajowa platforma, która będzie oferowała szeroki katalog usług i szerokie możliwości samodiagnozowania się. Technologie nigdy nie zastąpią lekarza. Lekarz zawsze będzie prowadził pacjenta, weryfikując działania technologii. Jednak technologię mamy przy sobie cały czas, a do lekarza nie chodzimy codziennie. Trzeba połączyć obie te sfery i wspierać lekarzy w ich ciężkiej pracy tą technologią, która daje nam tyle możliwości.

Notowała Anna Niczyperowicz

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Powiązane tematy

Komentarze