Opinie

fot. www.freeimages.com
fot. www.freeimages.com

Kryzys na zewnątrz, a w kraju błoga nieświadomość wyzwań

Cezary Mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech, prezes Agencji Ratingu Społecznego, absolwent IESE, były zastępca szefa Kancelarii Sejmu, prezes UNFE, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów

  • Opublikowano: 2 lutego 2016, 19:35

    Aktualizacja: 2 lutego 2016, 19:41

  • Powiększ tekst

Przez pół roku zajmujemy się wprowadzaniem programu „500 plus”, zamiast go ekspresowo wdrożyć i skupić się na popędzaniu ministrów do działań mających na celu przeniesienie miejsc pracy do Polski, zamiast wypychania emigrantów za granicę

John Carney we wtorkowym artykule w „Wall Street Journal” “Stocks vs. the Economy: Which Ruins Which?” przypomina że efekt majątkowy trwałych spadków na giełdzie musi odbić się na koniunkturze gospodarczej. Tegoroczne spadki giełdowe są o tyle niepokojące że modele ekonometryczne bazujące na danych od 1929 r. mierzące efek 10%-owego spadku giełdowego wieszczą wzrost bezrobocia o 3 pkt proc.

Dalej w swych analogiach posuwa się John Dizard na łamach “Financial Timesa” “Clearing house push created unforeseen systemic risks” łącząc aktualny kryzys systemowy w bankowości (“In our assessment, contagion risk is actually higher than current measures indicate.” Office of Financial Research, US Treasury, 2015 annual report to Congress, January 27 2016”) z niewypłacalnością banków poprzedzającą wybuch I Wojny Światowej: “All the acceptance banks and houses are in greater or lesser degree insolvent.” Montagu Norman, partner, Brown, Shipley and future governor of the Bank of England, July 27 1914”. Sytuacja o tyle intrygująca, że cytat dotyczy osoby współodpowiedzialnej za wybuch wielkiego kryzysu lat 30. XX wieku, której przyczyną była sekretna narada w USA opisana przeze mnie w inny wpisie.

Z perspektywy Polski, zanim będziemy rozważać konsekwencje przedłużania się kryzysu światowego i formułować pospieszne recepty naprawy państwa, powinniśmy najpierw zdiagnozować problemy, jakie trapią nasz kraj, jak i zdefiniować docelową postulowaną strukturę gospodarczą.

Niestety, największym, niemalże egzystencjalnym problemem Narodu jest to, że do prostej zastępowalności pokoleń brakuje nam aż czterech milionów dzieci. Oznacza to, że będziemy obciążeni ogromnym garbem finansowym związanym z zaspokojeniem potrzeb socjalnych ludzi starszych, ponieważ będzie znacznie więcej niż dzisiaj osób w wieku emerytalnym. Relacja osób w wieku produkcyjnych do emerytów w najbliższych kilkudziesięciu latach pogorszy się aż trzy i półkrotnie.

Na brak dzieci niestety nakłada się fakt, że trzy miliony ludzi wyjechało za granicę, żeby tam pracować i żyć. A kolejne trzy miliony są przygotowane do tego, aby opuścić nasz kraj. Związane jest to z faktem, że nasi wysoko rozwinięci europejscy partnerzy gospodarczy maja również ogromne problemy demograficzne. I starają się na wszelkie sposoby uzyskać zastępowalność własnych pracowników, którzy obecnie masowo przechodzą na emeryturę. A nie są w stanie zastąpić ich niżem demograficznym, gdy jednocześnie mają rozwinięty przemysł, infrastrukturę i instytucje gospodarcze. Ponieważ poziom życia w tych krajach jest o wiele wyższy, niż w krajach nowoprzyjętych do UE więc są w stanie ściągać pracowników z mniej rozwiniętych peryferiów Unii Europejskiej – głównie z Polski.

Debatując obecnie nad negocjacjami Wielkiej Brytanii z UE dotyczącymi obcięcia świadczeń dla polskich emigrantów, należałoby podnosić że Polska poniosła ogromne bilionowe koszty, żeby emigrujące osoby wykształcić i wychować i nie jest to w żaden sposób jej kompensowane, a powinno.

Ten drenaż oznacza ogromny ubytek, pogarszający naszą sytuację w momencie kiedy kolejne zastępy młodzieży planują wyjechać, a my dodatkowo mamy jeden z najgorszych wskaźników urodzeń na świecie. Kraje Europy Środkowej zostały w znacznym stopniu wydrenowane z ludzi w celu wsparcia Zachodu w sfinansowaniu starzejącego się społeczeństwa, utrzymaniem tamtejszego poziomu życia i wzrostu PKB. Podobny drenaż dotyka przeżywające kryzys euro kraje południa Europy, gdzie nawet z Grecji wyjechało około miliona osób.

Brakuje nam 4 miliony dzieci do prostej zastępowalności pokoleń, dodajmy, że wyjechali ludzie młodzi, którzy swoje rodziny założą na emigracji. Dzieci to jest koszt dla rodzin, ale dla państwa jest to inwestycja. Bez przyszłych obywateli nie będzie w Polsce ani wzrostu gospodarczego, ani dochodów podatkowych. Dlatego państwo powinno tę sprzeczność interesów zneutralizować, a swoje interesy w UE bronić. Wspierać rodziny z dziećmi, a nie je opodatkowywać, nie spierać się o świadczenia dla emigrantów, ale o podatki które wpłacają do angielskiego ZUS, a nie polskiego.

Przeciętnie opodatkowanie/oskładkowanie wydatków na dziecko w rodzinie (na osobę) wynosi ok. 1000 zł miesięcznie. Trudno, nawet jeśli Unia nakazuje nam opodatkowywać polskie dzieci (np. VAT na ubranka) to równocześnie powinniśmy w rozliczeniu podatkowym te obciążenia rodzinom zwrócić.

Obecna dyskusja dotycząca zwrotu rodzinom 500 zł na dziecko powinna nam uświadomić, jak bezwzględna jest walka z polską rodziną, kto ją prowadzi i jak podstępnie. Wytacza się najcięższe armaty, żeby tylko tych pieniędzy rodzinom nie oddać, wyzywa rodziny wielodzietne od patologicznych, twierdzi, że te pieniądze pójdą na wódkę, postuluje przeznaczenie na dofinansowanie żłobków i przedszkoli, gdy wiadomo że takie działania przyniosą efekt zmniejszający dzietność.

A debata o 150-miliardowym „skoku” na OFE pokazała, że się w ogóle nie martwimy się, czy mamy majątek odłożony na przyszłe emerytury, czy też żyjemy na kredyt. W debacie europejskiej Wlk. Brytania swoje postulaty przedkłada, podczas gdy my, już przestraszeni, nawet zapewniamy że imigrantów arabskich przyjmiemy, zapominając o tych, których wysłaliśmy i wysyłamy na „saksy”.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych