Opinie

Dow Jones w poniedziałek / autor: PAP/EPA
Dow Jones w poniedziałek / autor: PAP/EPA

Koronawirus na giełdach, koronaparty w kampanii

Maksymilian Wysocki

Maksymilian Wysocki

Dziennikarz, publicysta, ekspert w dziedzinie wizerunku i marketingu internetowego, redaktor zarządzający portalu wGospodarce.pl

  • 26 lutego 2020
  • 13:26
  • 1
  • Tagi: biznes energetyka gaz giełda gospodarka GPW indeksy koronaparty koronawirus notowania oil and gas Orlen
  • Powiększ tekst

Od poniedziałku nieprzerwanie trwa panika na rynkach, spowodowana koronawirusem. W odróżnieniu od faktycznego koronawirusa, nie omija ona Polski, także branży paliw. W czasie wyborów oczywiście nie brakuje takich, którzy próbują wykorzystać zniżkujące notowania dla celów politycznych, serwując mniej zorientowanym wycinkowe informacje na temat obecnych kursów. Warto jednak widzieć szerzej kontekst, bo serwowanie opinii publicznej wycinkowych danych o notowaniach strategicznych krajowych spółek w obecnej sytuacji rynkowej jest kpiną z inteligencji odbiorców

Już w poniedziałek inwestorzy przestali traktować koronawirusa jako problem wyłącznie chiński. Analitycy byli zgodni, że sprawdza wyprzedaży był koronawirus i – jak mało kiedy – nie bali się używać określenia „panika”. Co mało zabawne, fakt ten niektórzy zaczęli wykorzystywać, by uderzyć w rodzime spółki, lansując tezę o słabych wynikach przez słabe zarządzanie.

Jak było widać po poniedziałkowej sesji w USA, ta również rozpoczęła się od wyraźnych spadków, po godzinie 17:30 najmocniej traci Nasdaq, gdzie przecena sięgnęła ponad 3,2 proc. Z kolei S&P500 i Dow Jones tracą odpowiednio 2,75 proc. i 2,85 proc. Jednak w przeciwieństwie do sesji europejskiej, w USA widać próbę powstrzymania przeceny. Ostatecznie, w poniedziałek, wszystkie rozwinięte rynki poniosły największe od 2016 r. straty (Europa) lub straty największe co najmniej lutego 2018 r. (USA).

W tym czasie na warszawskim parkiecie również doszło do silnych spadków głównych indeksów, a  skala zniżki była tu największa od czerwca 2016. I – jeszcze raz - było to związane z wyprzedażą akcji na całym świecie, właśnie w obliczu pojawienia się nowych ognisk koronawirusa, a nie z nagłym pogorszeniem się kondycji polskich spółek. W gronie blue chipów najsilniej zniżkowały wtedy JSW, KGHM i Lotos.

Na poniedziałkowym zamknięciu WIG20 stracił 4,2 proc. do 2.000,90 pkt., WIG zniżkował 4,1 proc. do 55.088,26 pkt., mWIG40 poszedł w dół o 3,7 proc. do 3.907,77 pkt., a sWIG80 spadł 4,2 proc. do 12.504,11 pkt. Spośród piętnastu indeksów sektorowych, obliczanych przez GPW w Warszawie, trzynaście spadło o ponad 3 proc. Silnie spadły ceny spółek związanych z branżą lotniczo-turystyczną (Rainbow Tours -14,7 proc. i EnterAir -9,1 proc.), zaś zyskiwały niektóre akcje z sektora ochrony zdrowia (Mercator Medical +22,3 proc.).

Co ważne, negatywnie wyróżnił się indeks WIG-paliwa, który zniżkował o 5,0 proc. - najsilniej od 11 grudnia 2017 roku - i był najniżej od grudnia 2016 roku. Minima historyczne odnotowały WIG-energia (po spadku o 3,7 proc.) oraz WIG-odzież (poszedł w dół o 5,6 proc.), a WIG-chemia był najniżej od marca 2012 roku. Poniedziałkową sesję ochrzczono tytułem „czerwonego poniedziałku”.

We wtorek nie było inaczej. S&P500 straciło 3,0 proc., a NASDAQ 2,8 proc, a załamanie w USA trwało do samego końca sesji, pomimo że na godzinę przed zamknięciem rentowności długu zaczęły wyraźnie odbijać, a obligacje 10-letnie zakończyły dzień powyżej 1,35 proc. Jak pisali analitycy, znów przetestowane zostały ich historyczne minima z 2016 r. i spodziewali się wyznaczenia nowych dołków teraz lub na dniach. Wtorkowe notowania na światowych rynkach eksperci ocenili jako dramatyczne, a przebieg jako serialowy dreszczowiec.

W Polsce WIG20 stracił we wtorek 2,8 proc., mWIG40 1,9 proc., a sWIG80 symboliczne 0,04 proc. Szczególnie dostało dużym spółkom, które w odróżnieniu od rynków zachodnich osiągnęły dno bardzo wcześnie, niedługo po godzinie jedenastej. Ich widok na tle innych giełd analitycy określili jako widok tragiczny.

Dostało się wszystkim. Jak ocenili eksperci, przecena była bardzo „demokratyczna”, ale szczególnie źle wyglądało CCC i mBank, które straciły odpowiednio 6,9 proc. oraz 7,0 proc. Co dziwne, największy wycisk dostały wtedy spółki z branży gier komputerowych.

Wracając jednak do sektora energii i paliw, tu też należy zwrócić uwagę, że przy krajowych gospodarkach w systemie naczyń połączonych, w powodu koronawirusa i wstrzymania fabryki i magazynu świata, jakim są Chiny, surowce ucierpiały pierwsze i najbardziej. I będą dalej zniżkować, jeśli sytuacja z koronawirusem nie zmieni kursu.

Ale to nie tylko przez zgrzytanie globalnego łańcucha dostaw. Obecnie duży wpływ na wyceny spółek paliwowo-energetycznych ma aktualna i prognozowana konsumpcja produktów (popyt), i to większy niż cena ropy. Ma to także przełożenie na marże, które są pod presją globalnego spowolnienia gospodarczego przy jednoczesnym wzroście nowych mocy produkcyjnych na świecie. Marża rafineryjna spadła obecnie do poziomu z 2014 roku (wówczas PKN odnotował stratę). Ropa w tym czasie była istotnie droższa, co miało także odzwierciedlenie w cenach paliw na stacjach.

Niekorzystne warunki makro mają również znaczący wpływ na kondycję polskich firm. Jeśli porównamy spółki z branży paliwowo-energetycznej notowane na WIG20, to PKN ORLEN w ciągu dwóch ostatnich lat stracił w notowaniach giełdowych ok. 30 proc. Dla porównania: PGE ok -50 proc.), Tauron ok.-55 proc.), PGNiG ok. -45 proc.), JSW ok-85 proc.), Enea ok. -40 proc.), Energa ok.-35 proc.). W ciągu ostatnich dwóch lat cena akcji PKN Orlen kształtowała się średnio w granicach 94 złotych. Maksymalna wartość akcji osiągnęła ponad 114 złotych. W ostatnich dniach w związku z nasilającym się kryzysem spowodowanym koronawirusem cena akcji PKN Orlen spadła do ok. 70 złotych.

Do tego należy dołożyć oczywiście ekologię, która wymusza – szczególnie w tej branży - zmiany z czysto ekonomicznego punktu widzenia bardzo obciążające działalność i wyniki. Wymagające otoczenie makroekonomiczne, związane między innymi z zaostrzającymi się regulacjami środowiskowymi oddziałuje na całą światową branżę rafineryjną. W efekcie, w ciągu dwóch ostatnich lat spadły notowania giełdowe firm z sektora paliwowo-energetycznego. Niekorzystne makro nie oszczędziło nawet takich gigantów jak: Shell, BP czy Total. Potaniały też akcje mniejszych spółek jak: włoskiej Eni, węgierskiego MOLa czy austriackiego OMV. Tylko od początku stycznia do początku lutego br. europejskie i światowe koncerny paliwowe zanotowały spadek kursu akcji od 10 proc. do 15 procent.

By nie stracić, lub nie stracić za dużo, trzeba inwestować w zwiększanie efektywności. Dlatego w kontekście zmieniającego się otoczenia makro bardzo istotne znaczenie mają konsekwentnie realizowane projekty inwestycyjne PKN ORLEN, zarówno w segmencie rafineryjno-petrochemicznym, jak i energetycznym. Ich celem jest zwiększenie efektywności procesów produkcyjnych właśnie, a także poszerzenie portfolio o zaawansowane produkty wysokomarżowe, jak również rozbudowa silnego obszaru energetyki niskoemisyjnej. Efekty tej polityki inwestycyjnej PKN ORLEN znajdują potwierdzenie w liczbach. Pomimo bardzo niesprzyjającej sytuacji makroekonomicznej w czwartym kwartale ubiegłego roku Koncern wypracował zysk netto na poziomie blisko 800 mln zł, a za cały 2019 rok - 4,5 mld zł. W długiej perspektywie, realizowane obecnie projekty inwestycyjne oraz akwizycje Grupy Lotos i Grupy Energa, mają na celu dywersyfikację źródeł przychodów i zwiększenie odporności PKN ORLEN na bieżące wahania czynników makroekonomicznych. Ale zawsze może zdarzyć się właśnie takie wydarzenie, jak koronawirus, który ciągnie w dół wszystkich mniej lub więcej równo.

Niestety nie wiadomo jak długo potrwa kryzys związany z koronawirusem. Patrząc na umacniającego się dolara vs euro, dynamiczny wzrost notowań złota, a także na zachowanie amerykańskich obligacji, koronawirus może być tym czynnikiem, który przyspieszy globalne spowolnienie gospodarcze, a to oznaczać będzie dalszy spadek popytu na produkty z sektora oil&gas. W chwili zamykania tego podsumowania, analitycy zastanawiają się, czy jest możliwe, że koronawirus zakończy trwający dekadę rynek byka na Wall Street, wskazując, że chińska gospodarka niemal stanęła w miejscu.

Z pewnością taki wpływ koronawirusa oraz innych trendów na krajowy biznes i gospodarkę będzie jeszcze wykorzystywany politycznie w kampanii politycznej opozycji, ale miejmy nadzieje, że z pomyślunkiem na choćby minimum intelektualnej przyzwoitości.

Maksymilian Wysocki

w materiale wykorzystano również fragmenty analiz PAP, XTB i Xelion

Komentarze