Analizy
Notowania ropy 9 marca przekroczyły 100 dolarów za baryłkę / autor: PAP/ EPA/FILIP SINGER
Notowania ropy 9 marca przekroczyły 100 dolarów za baryłkę / autor: PAP/ EPA/FILIP SINGER

To nie Europa ma problem z ropą

Kamil Szczepański, Młodszy Analityk Rynków Finansowych XTB

  • Opublikowano: 9 marca 2026, 17:22

  • Powiększ tekst

Od kilku dni obserwujemy zamknięcie cieśniny Ormuz i rosnące napięcia na rynkach węglowodorów. Wielu uczestników rynku jest na skraju paniki, oczekując kryzysu energetycznego na miarę tego z 2022 roku, a nawet tego z lat 70. XX wieku.

O ile trwająca blokada cieśniny Ormuz jest poważnym wyzwaniem oraz problemem dla rynku i wielu gospodarek, o tyle coraz więcej czynników wskazuje na to, że nie jest to droga w jedną stronę, do katastrofy. Obecne pozycjonowanie rynku wskazuje na oczekiwanie istotnego, lecz krótkoterminowego zaburzenia łańcuchów dostaw. Może to zahamować wzrosty, ale nie odwróci trendu.

Uwagę trzeba też zwrócić na sam Iran. Suche liczby i fakty wskazują, że zdolność do ostrzału rejonu Zatoki Perskiej maleje z dnia na dzień. Gospodarka Iranu już przed konfliktem balansowała na skraju kryzysu humanitarnego; niezależnie od liczby gróźb i obietnic składanych w mediach społecznościowych, **Islamska Republika nie ma bufora ekonomicznego, który pozwoliłby jej na długotrwałą walkę.

Wielu uczestników rynku oraz znaczna część opinii publicznej zdaje się nie rozumieć, że polityka redukcji emisji prowadzona przez UE, z różnym skutkiem, nie jest inicjatywą światopoglądową, lecz częścią polityki obronnej. Europa nie posiada zasobów geologicznych, by zaspokoić choćby część swoich potrzeb, a niemal wszystkie regiony świata, z których Europa mogłaby pozyskiwać paliwa kopalne, wykorzystują tę zależność przeciwko niej przy pierwszej okazji. Europa mogła całkowicie porzucić suwerenną politykę wewnętrzną i zagraniczną na rzecz interesów Rosji i Bliskiego Wschodu albo ograniczyć zużycie. Wybrano to drugie i osiągnięto częściowy sukces.

Gospodarka Europy ma energochłonność niemal o 30 proc. mniejszą niż gospodarka USA i blisko o połowę mniejszą niż gospodarka Chin. To właśnie Chiny są największym przegranym obecnych napięć, a nie Europa czy USA. USA natomiast dostały przypomnienie, że projekcja ich siły zaczyna się i kończy na pasach startowych baz Wielkiej Brytanii, Francji i Hiszpanii.

Państwo Środka importowało z Bliskiego Wschodu ponad połowę całej swojej ropy. Dziś oznacza to, że to przemysł ChRL staje przed widmem kryzysu energetycznego/rentowności, przynajmniej do momentu udrożnienia cieśniny Ormuz. Natomiast jeśli reżim irański w ten lub inny sposób upadnie, to biorąc pod uwagę „specjalną operację” w Wenezueli na początku stycznia, Chiny mogą stanąć przed perspektywą bezpieczeństwa energetycznego zależnego w całości od Rosji oraz jej infrastruktury, regularnie „demontowanej” przez ukraińskie drony.

Wracając na chwilę do USA: to USA są obecnie głównym czynnikiem proinflacyjnym, nie Iran. Stany Zjednoczone osiągnęły imponujący wzrost gospodarczy w 2025 roku, pomimo działań administracji D. Trumpa, jednak wzrost ten jest w dużej mierze syntetyczny, oparty głównie na histerycznej i nieprzemyślanej rozbudowie infrastruktury AI/IT oraz na zbrojeniach. USA dewastują swój budżet i podbijają inflację (co pokazują dane) w zamian za wzrost, którego zwykli Amerykanie zwyczajnie nie odczuwają. Uważni inwestorzy, szukający kolejnej fali inflacji, powinni obserwować amerykańskie PCE i CPI bardziej niż cieśninę Ormuz.

Kamil Szczepański, Młodszy Analityk Rynków Finansowych XTB

»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych