Informacje
 kontrola produkcji energii jest bezwzględnie konieczna – mówi prof. Władysław Mielczarski, ekspert branży energetycznej / autor: Fratria / foto autora
kontrola produkcji energii jest bezwzględnie konieczna – mówi prof. Władysław Mielczarski, ekspert branży energetycznej / autor: Fratria / foto autora

WYWIAD

Domowe panele pod kontrolą, czyli bunt natury

Agnieszka Łakoma

Agnieszka Łakoma

dziennikarka portalu wGospodarce.pl, publicystka miesięcznika "Gazeta Bankowa", komentatorka telewizji wPolsce.pl; specjalizuje się w rynku paliw i energetyce

  • Opublikowano: 28 maja 2026, 15:39

  • Powiększ tekst

Od dawna ostrzegałem, że system jest zagrożony i może łatwo być zdestabilizowany właśnie przez fotowoltaikę i prosumentów, kontrola produkcji energii jest bezwzględnie konieczna – mówi prof. Władysław Mielczarski, ekspert branży energetycznej.

Agnieszka Łakoma: Ministerstwo Energii opublikowało „Rozporządzenie w sprawie szczegółowych warunków funkcjonowania systemu elektroenergetycznego” i …rozpętała się burza. Resort argumentuje, że zmiany w przepisach wynikają z reformy rynku bilansującego, ale chodzi o to, by uczestnicy tego rynku „zwiększyli swoją elastyczność i lepiej dostosowali produkcję lub pobór energii elektrycznej do aktualnego stanu krajowego systemu”. Czy to sygnał, że tej elastyczności nie ma i system po prostu nie wytrzymuje nadmiaru odnawialnych źródeł energii?

Prof. Władysław Mielczarski, ekspert branży energetycznej / autor: materiały autorskie
Prof. Władysław Mielczarski, ekspert branży energetycznej / autor: materiały autorskie

Prof. Władysław Mielczarski: Mamy nadmiar odnawialnych źródeł energii w kraju i to nie jest żadna tajemnica. Aby nad nimi zapanować Krajowy Operator Systemu, czyli Polskie Sieci Elektroenergetyczne obecnie musi nakazać wyłączać niektóre farmy wiatrowe i słoneczne. Natomiast nad energetyką prosumencka nie ma żadnej kontroli i operatorzy sieci nie mogą nad nią zapanować. W tej sytuacji wyjściem może być stworzenie prosumentom istotnego systemu zachęt, aby mniej produkowali. System taki powinien penalizować produkcję w okresach jej nadmiaru, czyli po prostu prosumenci powinni być również obciążani ujemnymi cenami w okresach nadmiaru energii. Jednak nawet takie działania mogą nie przynieść pożądanych efektów. Stąd pomysł, by dać operatorowi realne narzędzie działania w postaci kontroli nad falownikami i produkcją energii słonecznej. Jestem zwolennikom tej metody, bo jest to absolutnie konieczne. W przeciwnym razie grozi nam kryzys. Problem polega tylko na tym, że temat pojawia się dopiero teraz, a działania powinny być podjęte już 4-5 lat wcześniej.

Mamy informacje, że „poziom niezbilansowania krajowego systemu (KSE) w ciągu doby nadal jest wysoki i waha się w zakresie +/- 4 000 MW”. Czy to znaczy, że spółka PSE nie jest w stanie zapanować nad źródłami wytwarzania energii o mocy 4 tysięcy megawatów a więc odpowiadającej możliwościom czterech wielkich bloków węglowych?

Te niezbilansowane moce to bardzo poważny problem. Przypomnijmy, że PSE musi planować działania systemu elektroenergetycznego dzień wcześniej. Na przykład posiada, na podstawie umów sprzedaży, dane o generacji 20 tys. MW, a okazuje się, że w rzeczywistości energię chcą generować źródła o mocy 24 tys. MW albo produkcja jest w stanie osiągać tylko 16 tys. MW mocy. Zatem musi albo zmniejszać szybko moc, by dostosować do potrzeb, albo ją zwiększać. Może jeszcze próbować, o ile to możliwe, zwiększać import lub eksport. Jednak sytuacja niezbilansowania jest zawsze groźna, szczególnie jeśli weźmiemy po uwagę fakt, iż panele słoneczne w Polsce mają ponad 24 tys. MW mocy. Z tego połowa czyli 12 tys. MW należy do prosumentów - co oznacza, że są poza jakąkolwiek kontrolą. Nikt nie wie więc, jak ująć w planie ich produkcję pradu. Tutaj mamy pełną dowolność, prosument albo będzie produkował, albo nie.

Najwięcej dyskusji wywołuje pomysł Ministerstwa Energii kontroli nad nowymi instalacjami PV . Jest plan, by mikroinstalacje o mocy od 0,8 kW do 50 kW właśnie takiej kontroli podlegały, a formalnie, by prosumenci zapewnili operatorom sieci możliwość „zdalnej realizacji określonych działań”, w tym regulację mocy czynnej i biernej. Co to dla nich oznacza?

Dla prosumentów to będzie na pewno mało komfortowa sytuacja, ale pamiętajmy, że w tle jest kwestia bezpieczeństwa systemu energetycznego kraju. Kontrole takie należało podjąć nawet 4-5 lat temu, a teraz sytuacja jest już alarmująca. Od dawna ostrzegałem, że system jest zagrożony i może łatwo być zdestabilizowany właśnie przez fotowoltaikę i prosumentów; kontrola jest konieczna, bo inaczej zdestabilizujemy system. Operator musi mieć możliwość wglądu w instalacje - to jedyne rozwiązanie.

Od początku 2028 roku konieczne będzie dostosowanie falowników mikroinstalacji do wymagań operatora. Wiadomo też, że operator będzie mógł dokonywać kontroli, żądać usunięcia ewentualnych usterek. I co najważniejsze zwyczajnie taką instalację odłączyć.

Warto pamiętać, że produkcja energii to produkcja przemysłowa i podlega koncesjonowaniu. Tymczasem my pozwoliliśmy i jeszcze zachęcaliśmy osoby indywidualne, aby - bez posiadania koncesji i praktycznie bez żadnej kontroli - masowo instalowały urządzenia techniczne, które mogą negatywnie oddziaływać na sąsiadów i destabilizować system elektroenergetyczny. Takie działanie wynikało z chęci szybkiego osiągnięcia celu unijnej polityki klimatycznej, czyli szybkiego zwiększenia produkcji z OZE przez zaangażowanie w te inwestycje prywatnych pieniędzy prosumentów. Efekt został osiągnięty, bo ludzie wyciągnęli własne pieniądze z własnej kieszeni. System skierowano raczej do osób zamożnych, które wybudowały domy w ostatnim czasie. Przekonano ich, że to świetna okazja zarobku. Tym bardzie że system „net-metering” oferował znaczne subsydia w formie długoterminowego magazynowania energii za .niewielką stosunkowo opłatą. Cel zrealizowano – mamy rekordowe moce w fotowoltaice ale także … wiele negatywnych skutków. Teraz podjęcto próbę objęcia kontrolą nowych instalacji, co jest naturalne, choć niektórzy mogą to uznać za bardzo kontrowersyjne rozwiązanie.

Czy to będzie początek końca prosumenckiej fotowoltaiki w Polsce?

Od czterech lat wiadomo, że mamy za dużo prosumentów. Zmieniono sposób rozliczeń, co wyhamowało nieco inwestycje, ale teraz już nie ma innego wyjścia jak fizyczny system administracyjno-kontrolny. Obawiam się tylko, że operatorzy nie mają możliwości wdrożenia tych systemów i będą potrzebować pieniędzy, a efektem będzie wzrost kosztów. Radykalnych zmian nie spodziewam się w 2028 roku ale raczej za 5-10 lat. Niestety niekontrolowany przez lata i żywiołowy rozwój fotowoltaiki będzie nas drogo kosztować. Operatorzy muszą bowiem wydać miliardy złotych na budowę systemów informatycznych kierowania pracą systemu elektroenergetycznego, zaś kosztami tych inwestycji zostaną obciążeni wszyscy odbiorcy.

Będą także obostrzenia dotyczące większych magazynów energii, niektórzy eksperci mówią wręcz o wymaganiach pożarowych jak dla bunkrów. Wiadomo, że w blokach i budynkach wielorodzinnych nie będzie można ich w praktyce instalować. Czy słusznie?

Tak - popieram te rozwiązania. Magazyny to niebezpieczne urządzenia magazynowania energii, dlatego nie ma innego wyjścia – muszą być montowane w specyficzny sposób i spełniać wymogi bezpieczeństwa. W przypadku pożaru we wnętrzu magazynu wydziela się tlen, podsycając pożar, który jest trudny do opanowania. Tymczasem wielu osobom wydaje się, że to po prostu jedno więcej urządzenie, a ryzykują utratę całego majątku. Niestety odnoszę wrażenie, że zachęca się do montowania magazynów energii szczególnie osoby indywidualne i drobne firmy, nie informując ich dostatecznie o ryzyku. Dla dobra wszystkich należy wprowadzić obostrzenia kwestii pożarowych przy magazynach energii.

Jak to wszystko ma się do planów unijnych – typu panele na każdym dachu, a pompa ciepła w każdym domu? Komisja Europejska nie zamierza przecież rezygnować z polityki klimatycznej.

To niebezpieczne pomysły dla nas wszystkich. Ta ideologia nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością. Przypomina mi się scena filmu „Ucieczka z kina Wolność”, w której jeden z bohaterów mówi, że skoro ludzie przestali się buntować, to buntuje się natura. Problemy, jakie wywołują odnawialne źródła, to właśnie taki bunt natury przeciwko ideologii klimatycznej.

Rozmawiała Agnieszka Łakoma

»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje

»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:

Europejski przemysł ciężki z klimatyczną pętlą na szyi

Odczujemy (dosłownie) zmiany w segregacji śmieci

W miesiąc zniknęło z rynku ponad 250 stad trzody

»»Banki spółdzielcze to nie komercja – oglądaj „Piątkę wGospodarce” w telewizji wPolsce24

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych