Informacje

Ceny szaleją, zagranica rzuciła się na złotego. Liczy na duży zarobek

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 19 listopada 2020, 21:00

    Aktualizacja: 20 listopada 2020, 12:33

  • 0
  • Powiększ tekst

Inflacja ma się u nas bardzo dobrze. Ceny rosną, a wraz z nimi złoty, a inwestorzy mają nadzieję, że RPP będzie zmuszona podnieść stopy i w końcu da im zarobić. Czy tym razem się nie przeliczą?

Opublikowane w środę dane Eurostatu o inflacji HICP w październiku nie przyniosły ogromnych zmian. Ceny wzrosły w Polsce o 3,8 proc., a więc o tyle samo, co we wrześniu. Nadal jesteśmy niekwestionowanym numerem jeden w Unii Europejskiej, drugie są Węgry, a trzecie Czechy.

Czytaj też: Ceny mieszkań rosną, choć 2-3 razy wolniej niż przed epidemią

Istotna różnica jest taka, że w tych dwóch krajach ceny nie rosną już tak szybko, jak przed miesiącem. Węgrom inflacja zmalała z 3,4 proc. do 3 proc., a Czechom z 3,3 do 2,9 proc. Średnia dla strefy euro w stosunku do września nie zmieniła się i wyniosła –0,3 proc., dla całej UE było to natomiast 0,3 proc. Jak widać w krajach, które przyjęły euro, ceny się obniżają, za to w zdecydowanej większości pozostałych (oprócz Chorwacji) rosną.

Na drugim biegunie w stosunku do naszego kraju znajduje się Grecja, gdzie deflacja w październiku wyniosła -2 proc., druga od końca była Estonia (-1,7 proc.), a trzecia Irlandia (-1,5 proc.)

Widząc, co się dzieje w Polsce i jak szybko rosną u nas ceny, inwestorzy najwyraźniej uznali, że Narodowy Bank Polski powinien w końcu podnieść stopy i rzucili się kupować złotego. Dla nich to bowiem byłaby okazja do zysku. Za dwa tygodnie, gdy Rada Polityki Pieniężnej wyda wyrok w sprawie stóp procentowych, nasza waluta znów może zacząć tracić na wartości.

Czytaj też: Ograniczone pole do silniejszego spadku EUR/PLN

NBP stosuje własną miarę, czyli wyliczaną na podstawie danych GUS o CPI inflację bazową. Jest to wskaźnik, do określania którego ekonomiści banku centralnego wybierają ceny najmniej wrażliwe na wahania, a więc między innymi bez żywności czy paliw. Inflacja bazowa pokazuje, czy NBP przyjęła dobry kierunek w polityce monetarnej.

Z opublikowanych w poniedziałek przez bank centralny danych wynika, że w październiku inflacja bazowa w Polsce wyniosła 4,2 proc. i była zgodna z oczekiwaniami ekonomistów.

Jednak dane podawane przez GUS i Eurostat istotnie się różnią, co wynika z odmiennej metody wyliczania wzrostu cen. Dość powiedzieć, że gusowskie CPI za październik było o 0,7 p. proc. niższe od unijnego HICP. Gdyby NBP posłużył się miarą brukselską przy wyliczaniu inflacji bazowej, to wyniosłaby ona – jak podał w środę dr Sławomir Dudek, główny ekonomista – 5,1 proc.

Czytaj też: Coraz większą część oszczędności mamy w walutach

Jednak nawet poziom 4,2-4,3 proc. należy uznać za wysoki. Przy odczycie wyższym o punkt procentowy prowadzący niezależną politykę monetarną NBP nie miałby wyjścia - musiałby zwiększyć koszt pieniądza w RP, podnosząc stopy procentowe.

spidersweb.pl / mt

Powiązane tematy

Komentarze