Informacje

W najbliższym czasie nasze portfele nie schudną / autor: pixabay.com
W najbliższym czasie nasze portfele nie schudną / autor: pixabay.com

Inflacja: ceny nie rosną, trzeba ratować popyt

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 15 września 2020, 10:11

  • 0
  • Powiększ tekst

Wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prognozujący z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem kierunek zmian cen towarów i usług konsumpcyjnych we wrześniu 2020 r. wzrósł o 0,5 punktu w stosunku do poprzedniego miesiąca.

Był to drugi z kolei wzrost wskaźnika. Nie wydaje się jednak aby wskazywał on na pojawienie się presji inflacyjnej w gospodarce. Nie przemawiają za tym zarówno czynniki podażowe jak i popytowe informuje Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC).

Największy wpływ na wzrost wskaźnika miały nasilone w stosunku do poprzedniego miesiąca obawy konsumentów o stabilność cen w najbliższej przyszłości. Zwiększył się odsetek konsumentów spodziewających się przyspieszonego lub co najmniej takiego jak do tej pory tempa wzrostu cen, zmniejszył się zaś odsetek respondentów uważających, że ceny będą rosły wolniej lub będą spadały. Pomimo, że w stosunku do miesiąca poprzedniego wśród konsumentów obserwujemy wyższe oczekiwania inflacyjne, to w porównaniu z początkiem pandemii osób obawiających się wzrostu inflacji jest zdecydowanie mniej. Obecnie stanowią one ok. 72 proc. ogółu respondentów, podczas gdy w kwietniu tego roku stanowili oni 82 proc. Badanych – twierdzą ekonomiści BIEC.

Polityka cenowa przedsiębiorców w ostatnim miesiącu nie uległa istotnej zmianie. Utrzymuje się niewielka – około 2 proc. przewaga firm, które w najbliższym czasie zamierzają ceny podnosić. Jest to najniższy poziom od 2016 roku.

Wstrzemięźliwość w podnoszeniu cen znajduje potwierdzenie w dotychczasowym przebiegu wskaźnika cen producentów. Od początku pandemii średnioroczne wartości wskaźnika PPI są lekko ujemne, co oznacza stabilizację inflacji producentów z niewielką tendencją do jej spadku. Sytuacja taka będzie się najprawdopodobniej utrzymywała dopóki popyt na produkty i usługi nie powróci do poziomu sprzed pandemii.

Obecnie, dla ponad 40 proc. przedsiębiorców sektora przetwórczego najbardziej dotkliwy w ich działalności jest spadek popytu.

Spośród 22 branż przetwórstwa przemysłowego największą skłonność do podnoszenia cen wyrażają przedstawiciele branży przetwórstwa ropy naftowej, zaś najwyższą skłonność do obniżek – branże przetwórstwa metali i przetwórstwa surowców niemetalicznych.

Na światowych rynkach surowcowych również nie widać wyraźnych tendencji do wzrostu cen. Co prawda wskaźnik cen surowców publikowany przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy wzrósł nieco w stosunku do swej wartości z kwietnia br., kiedy to w odpowiedzi na szerzącą się pandemię i zamykanie gospodarek, ceny surowców gwałtownie spadały, jednak jest on znacznie poniżej swej kilkuletniej średniej a ceny żadnego z surowców (po za metalami szlachetnymi) wchodzące w skład tego wskaźnika nie wykazują wyraźnej tendencji do wzrostu.

Presja popytowa wynikająca ze zmian w wysokości realnych wynagrodzeń oraz wielkości zatrudnienia uległa w ostatnich miesiącach znacznemu ograniczeniu a zjawisko to, wraz z wygasaniem działań osłonowych wprowadzonych na czas lockdownu, może się jeszcze do końca roku pogłębić. W konsekwencji, zmniejszy się popyt konsumpcyjny, co będzie działać w kierunku ograniczenia tempa wzrostu cen.

BIEC/RO

CZYTAJ TEŻ: Wojsko USA będzie tarczą dla Polski?

Zmiany w NBP. Prezes przejmuję bezpośredni nadzór.

Inflacja czy deflacja?

Powiązane tematy

Komentarze