Opinie

Zdjęcie ilustracyjne / autor: pixabay.com
Zdjęcie ilustracyjne / autor: pixabay.com

TYLKO U NAS

Rosja straszy i blefuje. Wojny z Ukrainą nie będzie

dr Karol Kwietniewski

dr Karol Kwietniewski

Autor specjalizuje się w zagadnieniach stabilności politycznej na obszarze postradzieckim, bezpieczeństwie międzynarodowym Polski oraz walce informacyjnej

  • Opublikowano: 22 grudnia 2021, 13:49

    Aktualizacja: 22 grudnia 2021, 15:38

  • 2
  • Powiększ tekst

Rosjanie stoją u bram Europy prężąc muskuły i pokazując swoją siłę militarną. Zachód stara się przeciwstawić tej sytuacji w podobny sposób grożąc „dotkliwymi sankcjami”. Ukraina jest smakowitym kąskiem dla Rosji ponieważ ma duży potencjał w wielu aspektach.

Dla Zachodu Ukraina jest jedynie deserem po przystąpieniu wielu państw za wschodniej kurtyny do NATO. Dla Rosji to obszar witalnych interesów politycznych, militarnych, ekonomicznych i szerzej geostrategicznych. Federacja jest jednak wciąż za słaba aby móc pokonać Zachód w otwartej konfrontacji co zapewne zaprawieni w obliczeniach stratedzy z Kremla wiedzą.

Lepiej zatem wpłynąć podprogowo na społeczeństwa i rządy zachodnie dzieląc je i strasząc a następnie usiąść do stołu obrad i podjąć je ze znacznie lepszej pozycji. Co zresztą ma właśnie miejsce poprzez wysuwane żądania wobec Zachodu, według których struktury euroatlantyckie powinny wycofać się z państw obszaru postradzieckiego. Wygląda to raczej jak zaproszenie do negocjacji dotyczących stref wpływu niż eskalacja konfliktu prowadząca do rozwiązań siłowych ponieważ Zachód jest w stanie „odpuścić Ukrainę” nie cierpiąc na tym znacznie.

Eskalacja napięcia

Pod koniec listopada świat obiegła informacja, że Rosja planuje atak na Ukrainę. W prasie ukazują się kolejne informacje o spotkaniach przedstawicieli władz amerykańskich z szefami rządów europejskich, na których omawiane są scenariusze działań w przypadku ataku Federacji Rosyjskiej na terytorium Ukrainy. Nad granicę z Ukrainą Rosja ściąga kolejne bataliony żołnierzy którzy tworzą potężne obozowiska. Zdjęcia tymczasowych baz wojskowych są publikowane w prasie na podstawie danych wywiadowczych USA.

Sytuacja w Europie robi się napięta. Państwa Europy czują się zagrożone i postawione w stan alertu. Ukraina przygotowuje się do planowanego uderzenia, które według danych wywiadowczych powinno nastąpić w połowie stycznia 2022. Z punktu widzenia natłoku pojawiających się informacji w mediach głównego nurtu z jednej i drugiej strony granicy, napięcie eskaluje z dnia na dzień, a atak może być przeprowadzony w każdej chwili. W tej sytuacji odbyło się planowane spotkanie na szczycie miedzy Joe Bidenem a Władimirem Putinem, na którym USA reprezentujące Zachód miały przedstawić zestaw drakońskich sankcji skierowanych przeciw Rosji w przypadku uderzenia. Stany Zjednoczone były tak pewne zbliżającego się ataku, że miały zamiar „ewakuować swoich obywateli” z terenu Ukrainy. Tymczasem od kilku tygodniu Putin i Biden regularnie siadają do dyskusji.

Podgrzewanie niestabilności politycznej

Sytuacja na Ukrainie od początku XXI w. jest napięta. Kolejne euromajdany i walki o oswobodzenie się ludności znad Dniepru spod wpływu Rosyjskiego, ostatecznie skończyły się agresją wschodniego sąsiada. W 2014 rozpoczął się nowy rozdział w historii dwustronnych relacji obu państw. Prowadzona początkowo przez „zielone ludziki” wojna w Donbasie i powstanie „niezależnych” republik w Ługańsku i Doniecku zablokowało możliwość bezpośredniej współpracy z Unią Europejską czy NATO. Niestabilne politycznie państwa, które borykają się z konfliktami wewnętrznymi nie pasują do zrównoważonej i demokratycznej hemisfery zachodniej.

Wojna hybrydowa, którą podjął Władimir Putin na wschodzie Ukrainy sprowadza się do dwóch aspektów. Po pierwsze to permanentne utrzymanie niestabilności politycznej Ukrainy co uniemożliwia nawiązanie bliższej współpracy państw Unii Europejskiej pod względem gospodarczym. Gdyby na Ukrainie mógł na szerszą skalę zaistnieć kapitał z państw zachodnich, Ukraina ze swoim potencjałem bardzo szybko zaczęłaby nadrabiać różnice rozwoju. Po drugie, Rosja chciała zamanifestować przynależność Ukrainy do swojej witalnej strefy wpływów. Tak widzą to analitycy i politycy zachodni ale i rosyjscy.

To co nie jest zrozumiałe przez zachodnie społeczeństwa to idea „zbierania ziem rosyjskich”, propaganda i tzw. kod zdobywania terenu – budowania/powiększanie imperium. Wschodnia Ukraina to dla przeciętnego Rosjanina zanurzonego w rosyjskim przekazie medialnym, teren tzw. Noworosji podległej władzom moskiewskim. Odzyskanie jej to cel, który powinien przyświecać prezydentowi Rosji.

Agresja w relacjach międzynarodowych niepoparta kalkulacjami ekonomicznymi to remedium na upokorzenie jakiego doznała Rosja w latach 90. Przelotny romans z kapitalizmem skończył się tragicznie. Jak Rosjanie widzą upadek ZSRR doskonale przedstawił Aleksiej Bałabanow w filmie „Ładunek 200”. Pokazał w nim alegorycznie Rosję jako piękną młodą kobietę gwałconą przez degeneratów, którzy chcą ją zniszczyć. Należy zauważyć, że w Rosji praktykuje się zasadę - im sytuacja gorsza wewnątrz tym musi być lepsza na zewnątrz. A lepsza zewnętrznie według decydentów z Moskwy zawsze oznacza uzyskanie terenu, podbój, gromadzenie ziem. Stąd aneksja Krymu w 2014 roku i wojna na wschodzie Ukrainy.

Słabnąca gospodarka

Sytuacja Rosji pod względem politycznym i ekonomicznym od początku XXI wieku systematycznie się pogarsza. Obrazuje to np. spadek wartości rubla w stosunku złotego w 2003 r. na poziomie 0,13 do 0,055 obecnie. Pokazuje to też wykres przedstawiający dynamikę wzrostu PKB. Widać na  nim, że od 2013 roku nastąpił wyraźny spadek z niewielkim odbiciem w roku 2017 i dalszą tendencją spadkową po 2019.

Jednak nie ekonomia odgrywa tu najważniejszą rolę, chociaż Ukraina była ważnym ogniwem produkcyjnym naczyń połączonych w ramach ZSRR, ale również po jego upadku. Wschodnia część Ukrainy zaopatrywała przemysł rosyjski w brakujące elementy. Najważniejszą gałęzią były komponenty związane z produkcją wojskową.

Na Ukrainie produkowano podzespoły m.in. do czołgów, samolotów czy helikopterów których potrzebuje Rosja. Przemysłem tym są zainteresowani również Chińczycy, którzy niemal przejęli Ukraińskie zakłady Motor Sicz produkujące silniki do helikopterów żeby pozyskać technologię. Te działania są solą w oku Kremla. Zachód zdaje sobie z tego sprawę dlatego czuje się zagrożony napinaniem stalowych mięśni przez Putina.

Oczywiście nie jest też tak, że Ukraina jest pozostawiona sama sobie i nie ma wsparcia Zachodu. Szczególnie widoczne z pozycji wnikliwego obserwatora są działania dozbrajające i szkoleniowe, a także prawdopodobnie współpracy wywiadowczej, która istnieje między Kijowem a NATO. USA przekazuje broń i know how, a także zezwala na zakup zaawansowanych systemów bojowych jak np. tureckie drony bojowe Bayraktar TB2.

W odpowiedzi w rosyjskich mediach Ukraina jest opisywana jako „nazistowska marionetka Zachodu” lub „lotniskowiec NATO”, który zakotwiczył bardzo niebezpiecznie przy granicy Rosji. Przesunięcie bufora zachodu na wschód od linii Bugu jest ważnym imperatywem tej i poprzedniej administracji amerykańskiej i państw europejskich.

Geostrategiczne ambicje

Obecny stan rzeczy jest starannie wyreżyserowanym spektaklem działań strategicznych jednej ze stron. To Federacja Rosyjska szuka możliwości realizacji swoich ambicji geostrategicznych, które padają na podatny grunt spękanego wewnętrznie Zachodu. Do ogródka tej fragmentaryzacji, który stworzył sam Zachód, Rosjanie również wrzucili swoje propagandowe i dezinformacyjne kamyczki. Według starej bizantyjskiej maksymy divide et impera (dziel i rządź) to podzielone wewnętrznie społeczeństwa, państwa, sojusze są łatwiejszym polem działań hybrydowych.

Dobitnie pokazuje to przykład Ukrainy podzielonej między rusofilów i rusofobów. Ta dezintegracja sprawiła, że walki na wschodzie Ukrainy w ogóle mają miejsce i trwają przez ostatnich 7 lat. Obecne działania rosyjskie również są nakierowane na to żeby państwa Paktu Północnoatlantyckiego widziały przegrupowania wojsk. Żeby ruchy dużych formacji wojskowych były na tyle identyfikowalne aby potwierdzić nadchodzący atak. Potwierdzić medialnie.

Przetaczająca się przez wszystkie media Zachodu informacja o działaniach agresywnych, czy przygotowaniach do ataku mają doprowadzić do wzbudzenia strachu nie tylko wśród polityków, ale również wśród społeczeństw demokratycznych. Politycy zagęszczają ruchy spotykając się w ramach różnych mniej lub bardziej formalnych formatach współpracy (np. wizyty premiera M. Morawieckiego w państwach bałtyckich) jako odpowiedz na rosnące zagrożenie. Jest to działanie oczywiste, ale co ważniejsze powoduje to wzmocnienie przekazu dezinformacji i propagandy rosyjskiej, ponieważ utwierdza to przekonanie, że Rosja jest silna, agresywna i gotowa do ataku na Ukrainę.

Zakładam, że celem tych działań Rosji jest iniekcja treści wskazujących, że nie warto „umierać za Ukrainę” i że Rosja jest na tyle potężna a jej przywódca nieobliczalny, że może ją zaatakować. Co potem? NATO zacznie bronić swojego sojusznika i pozostałe państwa zostaną wciągnięte w wojnę. Lepiej zatem wycofać się z Ukrainy i próbować się układać z Rosjanami powstrzymując dalszą eskalację napięcia. Demokracje mają to do siebie, że są zależne od opinii społecznej, a opinia społeczna nie ma szansy na weryfikację czy ocenę informacji, które do niej trafiają, a posługuje się jedynie atawizmami związanymi z myśleniem krótko terminowym, a więc o zaspokajaniu potrzeb, wśród których na pierwszym miejscu stoi poczucie bezpieczeństwa.

Na podstawie prowadzonych badań wydaje się, że właśnie taki sposób myślenia Rosjanie chcą osiągnąć. Amerykanie zapewne widząc wszystko w szerszym kontekście i jak zawsze w makro otoczeniu mają swoje interesy aby podnosić to ciśnienie udostępniając oficjalnie swoje dane wywiadowcze.

Prowadzi to jednak do umocnienia stanowiska Putina jednocześnie przymuszając Zachód do wejścia we wcześniej wytoczone tory przez strategów rosyjskich. Myślenie strategiczne w Rosji ma długą tradycję i według wielu geopolityków czy geostrategów góruje nad zachodnim dlatego te działania mają jakiś cel strategiczny – średnio lub długofalowy, ale - w mojej ocenie - nie operacyjny. Celem operacyjnym mógłby być atak na Ukrainę, ale czy to Rosji jest potrzebne na tym etapie walki o powrót do roli imperium? Wydaje się, że byłby to krok wstecz o ile nie strzał w kolano.

Zmuszenie Zachodu do ustępstw, czy spowolnienia postępującej demokratyzacji Ukrainy może być właściwym celem obecnego teatru przy granicy z Ukrainą. Nawet zmniejszenie intensywności współpracy z Ukrainą dla Rosji może mieć duże znaczenie. Kilka lat temu miałem okazję służbowo przebywać w Mołdawii i odbyć rozmowę z głównym doradcą ds. relacji międzynarodowych w prozachodnim rządzie. Usłyszałem, że Zachód w stosunku do Rosji ma sporą przewagę, przede wszystkim atrakcyjności społeczno-kulturowej, ale również środków finansowych, które pozwalają na dynamiczne działania. Jednak Mołdawia co najmniej od dwóch dziesięcioleci jest rozdarta i nie może obrać ścieżki budowania demokracji i akcesji do struktur Zachodnich.

Powodem tego jest zmienność polityczna Zachodu i brak odporności na kryzysy. UE czy NATO zaczyna pompować siły i środki w dany cel, ale też szybko się wycofuje kiedy napotka większe trudności. Rosja natomiast działa jak walec powoli posuwając się do przodu po z góry obranym kursie. Podobnie prawdopodobnie jest z obecnymi wektorami działań Rosji. Federacja straszy licząc, że Ukraina jest jeszcze do politycznego „odebrania”.

Scenariusz gruziński?

Koncentracja wojsk przy granicy szczególnie na dużą skalę jak to ma obecnie miejsce jest niepożądanym zjawiskiem. Nieoficjalnie wojskowi mówią, że możliwy jest tzw. scenariusz gruziński. W 2008 roku skoncentrowane w Północnej Osetii wojska Federacji Rosyjskiej sprowokowały Gruzję do ataku a w konsekwencji do 7 dniowej wojny i niemal zajęcia Tbilisi. W efekcie czego Zachód zachował się w swój charakterystyczny sposób wycofując się z poprzednich ambitnych planów wobec Gruzji. Jednak wydaje się, że Zachód a już z pewnością Ukraina odrobiły zadanie i dysponują odpowiednimi procedurami reagowania. Rosjanie z pewnością również mają tego świadomość. Poza tym uwarunkowania polityczne, strategiczne, geopolityczne, ekonomiczne i inne, są nieproporcjonalne porównując Ukrainę i Gruzję. Do tego o zgrupowaniu wojsk wokół granicy z Gruzją wiedziało niewielu (nie wiadomo czy władze w Tbilisi miały taką świadomość).

W obecnej sytuacji nie ma żadnego zaskoczenia a sytuacja trwa przez kilka ostatnich tygodni z możliwą prolongatą na kolejne. Konwencjonalne uderzenie, które rzekomo jest przygotowane opiera się przede wszystkim na zaskoczeniu przeciwnika, co pozwala minimalizować straty tu takie zaskoczenie nie jest możliwe. Nawet najmniejsze think tanki opracowały już kilka scenariuszy możliwego natarcia Rosji. A czas, który upłyną zapewne pozwolił na ustanowienie pewnych procedur reagowania. Zapewne nie oto by chodziło Rosji, gdyby szykowała się do otwartego ataku.

PKB Rosji

Źródło: Bank Światowy

Poziomo - lata. Pionowo - mld USD

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Powiązane tematy

Komentarze