Opinie

Pixabay / autor: fot. Pixabay
Pixabay / autor: fot. Pixabay

Jak będzie w Pax Sinica? Nie wiem - bo on nie nastąpi

Arkady Saulski

Arkady Saulski

dziennikarz Gazety Bankowej, członek zespołu redakcyjnego wGospodarce.pl, w 2019 roku otrzymał Nagrodę im. Władysława Grabskiego przyznawaną przez Narodowy Bank Polski najlepszym dziennikarzom ekonomicznym w kraju

  • Opublikowano: 8 kwietnia 2022, 11:00

    Aktualizacja: 12 kwietnia 2022, 09:08

  • 7
  • Powiększ tekst

W dobie powszechnej dezinformacji, działań agentur wpływu i kształtowania postaw opinii publicznej świata w internecie - pojawia się mnóstwo mitów, fałszerstw lub ordynarnych przekłamań. Mieliśmy z tym do czynienia w przypadku armii Rosji, która okazała się nie tak potężna, jak wmawiano nam przez lata. W tej sytuacji warto przyjrzeć się innemu kolosowi, wokół którego narastają przekłamania i propagandowe mity - Chinom.

Chiny są wielkie. Chiny są (i zawsze były) innowacyjne. Chiny odzyskują naturalną dominacją nad globem. Chiny wkrótce strącą USA z piedestału lidera, wprowadzając świat w Pax Sinica - Pokój Chiński.

Piękne hasła, robią wrażenie. O to właśnie w nich chodzi - o wywarcie wrażenia.

Konflikt na Ukrainie był pewnym momentem otrzeźwienia dla wielu ludzi na globie. Pękła bańka propagandy i mitów, myślenie wyszło z paraliżujących je kolein. Federacja Rosyjska nie okazała się militarną potęgą, reformy armii rosyjskiej były wojskowym odpowiednikiem malowania trawy na zielono. NATO tymczasem wcale nie okazało się tak rozbite, skłócone i słabe, jak wskazywali rozmaicie eksperci, podobnie Polska - nasz kraj potrafi prowadzić rozważną politykę i ma sprawną dyplomację. Warto więc by rozbić kilka mitów dotyczących Chin, bowiem i tutaj - w dobie powszechnej dezinformacji, działań agentur wpływu i kształtowania postaw opinii publicznej świata w internecie - pojawia się mnóstwo mitów, fałszerstw lub ordynarnych przekłamań.

A skąd się wziął mit Chin jako nowej potęgi na globie? Przyczyniły się do tego Stany Zjednoczone. Już nawet przed nastaniem administracji Donalda Trumpa, najmocniej stawiającego sprawę Chin ze swoim zwrotem na Pacyfik, Amerykanie dostrzegali zagrożenie z Dalekiego Wschodu. Jednak błędnie zaczęto ten polityczny wektor odczytywać jako globalne przewartościowanie - wynikał on z czego innego. Amerykanie słyną z wielu rzeczy, ale jednym z nich jest ostrożne podejście do przyszłości, identyfikowanie przyszłych zagrożeń. „Hope for the best, prepare for the worst”. I to właśnie to podejście nakazało USA zduszenie chińskiego militarno-gospodarczego zagrożenia dla amerykańskiej dominacji nim stanie się ono realne.

Chiny bowiem na obecną chwilę choć są gospodarką znacząco mocniejszą niż nawet dekadę temu, to nadal ustępują tak USA jak i choćby Japonii. Co więcej można założyć, iż dane płynące z Chin są, dyplomatycznie mówiąc, podkręcone.

Historia Chin to historia trzech rzeczy - klęsk militarnych (innowacyjne Chiny dostawały w plecy nawet od po wielokroć zapóźnionych Mongołów), buntów wewnętrznych i wiecznego podkopywania własnych osiągnięć. Coraz częściej w sieci czytać możemy opinie rzekomo zwyczajnych użytkowników dotyczących innowacyjności Chin. Owszem Chiny przed wiekami były niezwykle innowacyjne - czy pomogło im to kiedykolwiek w osiągnięciu globalnej supremacji? Wszak nawet ich wielkie dżonki (zestawiane często z okrętem Kolumba, co ma udowodnić zapóźnienie Europy) nie zbudowały dominacji, choćby regionalnej - tymczasem ta marna łódeczka Italczyka była kamieniem węgielnym europejskiej potęgi.

Także w innowacjach. Wciąż zasadnicze programy rozwojowe i innowacje powstają w obszarze cywilizacji euroatlantyckiej, a nie chińskiej. Chińczycy wynaleźli proch, owszem tak, ale to Europejczycy potrafili go twórczo wykorzystać.

O tak elementarnej sprawie jak brak soft-power nawet nie warto wspominać - nadal, mimo rzekomej gigantycznej potęgi Chin więcej inżynierów, informatyków i szeroko pojętych specjalistów ucieka z Chin do USA, niż odwrotnie.

Armia Chin? Jasne, na paradach wygląda imponująco. Co najmniej w tak wielkim stopniu jak na paradzie w Moskwie wygląda armia Rosji. I mógłbym na tej złośliwości się zatrzymać, ale trzeba też wskazać, że mimo posiadania mądrości mistrza Sun Tzu (też, po prawdzie, dającego lepsze rady w dziedzinie dezinformacji niż militariów) Chiny nie tylko nie mogą poszczycić się sukcesami wojskowymi ale często padali ofiarami napaści ludów o wiele bardziej zapóźnionych kulturowo i technologicznie.

Naprawdę można by wymieniać długo, ale dodam ostatnią kwestię - demografia. Chiny posiadają kolosalną populację… z której gigantyczna liczba ludzi żyje nawet poniżej tego co w Polsce uchodzi za „minimum socjalne”. Dodatkowym problemem jest przyrost tej populacji - obecnie porównywalny do tego z czym Chiny miały do czynienia podczas Rewolucji Kulturalnej. Czyli jest gorzej niż źle.

Nie, ten tekst nie ma być „hejtem” na Chiny. Nadal jest to silny partner, nadal jest to gracz z którym należy się liczyć i rozważać z nim kooperacje. Ale ostatnie wydarzenia pokazały, że warto mieć racjonalny ogląd rzeczywistości, nie należy ufać ani oficjalnej propagandzie, ani, tym bardziej, jakimś dziwnie współgrającym z nią głosom „ekspertów” i losowym użytkownikom sieci.

Wielu specjalistów lubi stosunki międzynarodowe określać mianem „gry”. Uznajmy więc, że tą grą jest Poker. I nadszedł ten moment by wszystkim graczom powiedzieć: „Sprawdzam!”

Powiązane tematy

Komentarze