Opinie

dr Dawid Piekarz, Instytut Staszica / autor: Fratria
dr Dawid Piekarz, Instytut Staszica / autor: Fratria

Jak zbudować atom i ograć Brukselę

Dawid Piekarz

Dawid Piekarz

Instytut Staszica

  • Opublikowano: 5 października 2022, 16:40

  • Powiększ tekst

Polski „duży atom” czyli wielkie elektrownie atomowe nie mają od dekad szczęścia zarówno do terminów, jak sposobu realizacji. Przypomnieć tylko można, że prace przygotowawcze do budowy elektrowni rozpoczęto w 2008 roku, a w 2021 roku miał z niej popłynąć pierwszy prąd. Niestety, także obecne rządy, pomimo jednoznacznych deklaracji co do popierania tej formy energetyki, przez minione lata nie posunęły się o wiele dalej. Obecnie – przy deklaracjach o przyspieszeniu prac – program atomowy znowu może utknąć na długi czas, a to z powodu przyjętej metody wyboru wykonawcy

Wskazanie na Amerykanów

Dla nikogo, kto obserwuje branżę atomowo-energetyczną, nie jest tajemnicą „amerykański przechył” w wyborze potencjalnego partnera. Amerykańska oferta od dawna uznawana była za faworyta wśród trzech dostępnych na rynku technologii (zainteresowani budową polskich elektrowni jądrowych są też Francuzi i Koreańczycy). Jej wybór nie byłby więc zaskoczeniem, szczególnie w kontekście zacieśnienia polsko-amerykańskiej współpracy w obliczu obecnej sytuacji w naszym regionie. Teoretycznie sprawy przyspieszyły i należałoby się z tego cieszyć – 12 września br. konsorcjum amerykańskich firm Westinghouse i Bechtel przekazało minister klimatu i środowiska Annie Moskwie studium dotyczące budowy elektrowni jądrowych. Studium to zostało opracowane za pieniądze rządu USA i z jego wsparciem w zakresie finansowania inwestycji. Według licznych informacji medialnych Amerykanie „dali” stronie polskiej 30 dni na decyzję o wyborze tejże oferty. Mimo braku w polsko-amerykańskiej umowie międzyrządowej z października 2020 r. takiego zapisu, obligującego polski rząd do wyboru propozycji z USA w tak krótkim terminie od jej otrzymania, z wielu niezależnych źródeł słychać obecnie że odpowiednia decyzja ma zostać ogłoszona w połowie października. Przy czym decyzja o wyborze amerykańskiej oferty dotyczyć ma, według naszych informacji, jedynie budowy elektrowni w Lubiatowie-Kopalinie, w pierwszej z dwóch planowanych lokalizacji.

I tu, Szanowni Państwo, zaczynają się schody. I to dość kręte. Po pierwsze, jeżeli taka decyzja zostanie rzeczywiście ogłoszona w najbliższych dniach, to istnieje bardzo duże ryzyko, iż zostanie ona następnie zablokowana przez Komisję Europejską jako podjęta z pominięciem zasady konkurencyjnego postępowania. Amerykanie nie będą więc mogli zacząć budowy elektrowni w terminie pozwalającym na uruchomienie pierwszego reaktora w 2033 r., zgodnie z rządowymi planami. To, co miało być jednym ze sztandarowych sukcesów rządu Zjednoczonej Prawicy (w przeddzień wyborów do Sejmu) może okazać się niewypałem. Relacje KE z polskim rządem to jedno, ale tu Komisja rzeczywiście sama dostanie do ręki doskonałe argumenty.

Polak mądry po szkodzie, Czech – przed szkodą

Wybór dostawcy technologii elektrowni jądrowych, od „odmrożenia” procesu w 2020 r. po wieloletnim zastoju, prowadzony był sposób całkowicie jednostronny. Tylko z USA zawarto międzyrządową umowę, umożliwiającą złożenie formalnej oferty. Tylko amerykańskie firmy Westinghouse i Bechtel otrzymały dane, pozwalające na przygotowanie szczegółowej propozycji. A kluczowy dokument na drodze przygotowań do budowy pierwszej elektrowni – Raport o oddziaływaniu na środowisko – przygotowany został jedynie z uwzględnieniem technologii amerykańskiej. Notabene w tym samym czasie Czesi zorganizowali przetarg na dostawcę technologii z udziałem trzech oferentów, a jego warunki wynegocjowali wcześniej z Komisją Europejską, by uniknąć tego typu blokad.

Trzeba pamiętać o istotnej kwestii: otóż zgodnie z obowiązującymi w Unii regułami, wybór przez kraj członkowski wykonawcy tego typu inwestycji z pominięciem konkurencji musi być uzasadniony (wyjątkiem jest zakup uzbrojenia). Uzasadnieniem może być fakt, że tylko jeden dostawca dysponuje odpowiednią technologią, inwestycja jest kontynuacją wdrażania wybranej już uprzednio technologii, lub też że tylko jeden dostawca zainteresowany był współpracą. Żadna z wymienionych przesłanek nie będzie miała zastosowania w tym przypadku. Komisja Europejska będzie więc władna, po zasięgnięciu opinii zlekceważonych przez polski rząd konkurentów, zablokować taką decyzję. Nam zostaną tylko nieskuteczne protesty.

Atomowa zmiana w europejskiej polityce?

Zostawmy na boku kwestie formalne – wszak nie ma energetyki bez polityki. A i tu możemy uruchomić lawinę niekorzystnych decyzji.

Wpisanie atomu do taksonomii UE wiosną br. było zwycięstwem koalicji krajów naszego regionu. Ważny był argument odejścia od rosyjskich surowców, lecz decydującą rolę miało polityczne wsparcie Francji i forsowany przez prezydenta Macrona program budowy dziesiątek nowych reaktorów w najbliższej dekadzie. Naiwnością byłoby także sądzić, że w trakcie budowy nie pojawią „obiektywne trudności” np. ze strony europejskich organizacji ekologicznych czy np. landów niemieckich, które już są aktywne w tym obszarze. Przypominam działania wymierzone w Baltic Pipe przez Greenpeace i szalenie niebezpieczny dla Polski pomysł, by Odrę uczynić parkiem narodowym.

Zrównoważenie programu, który zakłada budowę dwóch elektrowni, o partnera europejskiego miałoby tutaj kluczowe znaczenie w myśl zasady: „niech się koń kopie z koniem”. Wybór dwóch technologii nie tylko wybije przeciwnikom podnoszone wcześniej argumenty, które będą działać na naszą niekorzyść przed KE, ale dodatkowo możliwość przyspieszenia budowy elektrowni jądrowych jest główną zaletą rozwiązania z dwoma dostawcami technologii.

Dwaj wykonawcy są w stanie zmobilizować więcej zasobów, dwa różne łańcuchy dostaw i prowadzić prace nas dwoma elektrowniami równolegle. W efekcie możliwe jest szybsze ukończenie budowy wielu elektrowni niż w przypadku ich budowy „po kolei” przez jednego wykonawcę. W przypadku opóźnienia lub problemów w realizacji jednego projektu, bezproblemowa realizacja drugiego projektu pozwala na wprowadzenie chociaż części planowanych mocy wytwórczych energii elektrycznej w założonym terminie.

Równoległa budowa elektrowni przez dwóch (lub więcej) dostawców zabezpiecza przed tego typu ryzykiem. Równoległa współpraca z dwoma partnerami pozwala też na zbieranie ze strony zamawiającego doświadczeń ze współpracy z dwoma różnymi wykonawcami (lub grupami wykonawców) i przenoszenie najlepszych praktyk na drugi równoległy projekt. Należy też tu wspomnieć o swoistej konkurencji pomiędzy wykonawcami elektrowni, dążącymi do możliwie szybkiego i możliwie bezproblemowego ukończenia ich budowy, a więc rywalizującymi niejako o względy zamawiającego elektrownie państwa. Taka konkurencja zawsze prowadzona jest z korzyścią dla klienta. Swoją drogą taka rywalizacja pomiędzy dwoma wykonawcami to jedyna okazja do zachowania konkurencji w Polsce, po tym jak rząd odstąpił od organizacji konkurencyjnego wyboru dostawcy technologii.

I znowu przejdźmy do obszaru polityki: otóż wybór różnych partnerów z różnych krajów do budowy elektrowni jądrowych może dać korzyści natury politycznej. Decyzja taka zawsze oznacza stworzenie silnej i długotrwałej politycznej więzi z krajem dostawcy technologii (cykl życia elektrowni jądrowej od decyzji o budowie do jej dekonstrukcji/utylizacji to około stu lat), szczególnie że projekt tej skali zawsze prowadzony jest w udziałem państwa (np. poprzez jego finansowanie, lub też ze względu na udział firm państwowych). Wybór dwóch technologii oznacza więc możliwość jednoczesnego zacieśnienia relacji z dwoma państwami, z których pochodzić będą dwaj ich dostawcy. Dzięki decyzji ws. „dużego atomu” będziemy bliżej rozwiązania problemu dla polskich polityków pozornie nierozwiązywalnego: jak zacieśniać więzi ze Stanami Zjednoczonymi, a zarazem budować relację z silnym europejskim partnerem i to w sposób, który pozwoli nie wpaść w zależność od Berlina.

Konkludując: zalety strategii dwóch dostawców będą miały miejsce także w przypadku partnera koreańskiego, niemniej realne spojrzenie na politykę i praktykę działania UE (także w zakresie polityki energetycznej) nakazuje pragmatycznie spoglądać w kierunku Paryża.

dr Dawid Piekarz, wiceprezes Instytutu Staszica

CZYTAJ TEŻ: Sasin: Rząd planuje ograniczenie cen energii elektrycznej

CZYTAJ TEŻ: Sadoś: Kraje unijne uzgodniły kolejny pakiet sankcji

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych