Opinie

Fot.sxc.hu
Fot.sxc.hu

Dziennikarze nie ustąpią. Prokurator nie może żądać nagrań

Ewa Tylus

Ewa Tylus

Dziennikarka "Gazety Bankowej" i "wGospodarce.pl"

  • Opublikowano: 19 czerwca 2014, 16:20

    Aktualizacja: 20 czerwca 2014, 11:45

  • 1
  • Powiększ tekst

Trwa wojna informacyjna po ujawnieniu części nagrań z rozmów ważnych osób w państwie będących w posiadaniu dziennikarzy, w której biorą udział m. in. politycy, prawnicy, politolodzy, spece od PR i inni. Dziennikarze bronią tajemnicy dziennikarskiej i własnej prywatności. Funkcjonariuszom Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie udało się odebrać redaktorowi naczelnemu tygodnika „Wprost” jego laptopa.

Racji dziennikarzy broni nawet Naczelna Rada Adwokacka. „"W ocenie Adwokatury Polskiej poszukiwanie dowodów przestępstwa przez organy do tego powołane w żadnej mierze nie usprawiedliwia próby naruszenia tajemnicy zawodowej. Naruszenie tajemnicy dziennikarskiej oraz utrudnianie lub tłumienie krytyki prasowej nie może być tolerowane i akceptowane, bowiem bezpośrednio zagraża fundamentom demokratycznego państwa prawa" - napisano w uchwale prezydium Naczelnej Rady Adwokackiej.

Dziennikarzy broni też Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

„Zarząd Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich stanowczo protestuje przeciwko decyzji prokuratury i wkroczeniu funkcjonariuszy ABW i Policji do redakcji Tygodnika Wprost. Skala i charakter działań podjętych wobec dziennikarzy w sprawie ujawnionych przez nich nagrań jest nieadekwatna do sytuacji i wątpliwa prawnie. W naszej ocenie to nie są standardowe działania instytucji demokratycznego państwa. Domagamy się natychmiastowego ich zaprzestania. W państwie demokratycznym wolność słowa i wolne media powinny być szczególnie chronione” - napisali Krzysztof Skowroński (prezes), Agnieszka Romaszewska-Guzy i Piotr Legutko z SDP.

Tymczasem w programach telewizyjnych wypowiadają się nadal „znawcy prawa”, którzy nie widzą niczego złego w penetrowaniu redakcji i osobistych komputerów dziennikarzy. ABW dostała nakaz od prokuratora – tłumaczył rzecznik ABW Maciej Karczyński w TVP Info. Funkcjonariusze, którzy przeszukiwali pokój redaktora naczelnego „Wprost”, Sylwestra Latkowskiego nie dokończyli zadania, bo dziennikarze będący na zewnątrz razem z Piotrem Ikonowiczem wyważyli drzwi, a tamci ustąpili.

W nocy z Prokuratorem Generalnym Andrzejem Seremetem rozmawiał premier Donald Tusk. - Jeszcze wczoraj w nocy zwróciłem się do pana prokuratora Seremeta z taką jednoznaczną intencją, aby działania prokuratury brały pod uwagę ten być może nieuchronny konflikt z wolnością słowa" - powiedział dla IAR szef rządu. Czyżby? Poseł Przemysław Wipler apelował dziś o to, aby treść nocnej rozmowy Tuska z Seremetem ujawniono.

W czwartek na specjalnie zwołanej konferencji prasowej Seremet łagodził zajście w redakcji "Wprost". - Ani ja jako prokurator generalny ani podlegli mi prokuratorzy ani konkretni prokuratorzy, którzy dokonywali tych czynności, których przebieg mogła cała Polska śledzić nie kierują się intencjami zmierzającymi do ograniczenia wolności prasy czy też do ujawnienia tajemnicy dziennikarskiej powiedział na konferencji.

Helsińska Fundacja Praw Człowieka przyznaje, że jeżeli dziennikarze wydaliby organom ścigania nagrania, które otrzymali w tajemnicy, wówczas oni złamaliby prawo. Dorota Głowacka z HFPCz wskazuje na europejskie standardy i wyroki Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, które jednoznacznie w podobnych sytuacjach naruszenia wolności dziennikarzy zapadały właśnie na ich korzyść. Choć ABW w przypadku „Wprost” zwróciła się do redakcji o dobrowolne wydanie materiałów nie złamała prawa, to przeszukiwanie pokoju redakcyjnego było naruszeniem wobec wykonujących zawód dziennikarza osób. Zwróćmy uwagę, że ABW posiadając laptop dziennikarza ma dostęp do innych treści, nie tylko tych, których obecnie szuka.

Funkcjonariusze ABW ponownie wtargnęli do redakcji Wprost w czwartek wieczorem - tym razem w towarzystwie prokuratora Józefa Gacka. Tym razem także nie nagrań, których żądali. Redaktor naczelny Wprost powiedział, że przekaże prokuratorze nagrania podsłuchów w sobotę w południe, ale po informacji od informatyka, że będzie ono zabezpieczone przed dotarciem do źródła. Zaznaczył, że redakcja nie posiada oryginałów nagrań, które chce przekazać, a nie żaden nośnik.

Kodeks karny stanowi, że na żądanie sądu lub prokuratora należy wydać rzeczy stanowiące dowód w sprawie i że w razie odmowy dobrowolnego wydania tej rzeczy, można przeprowadzić jej odebranie. Ale kodeks karny stanowi też, że osoby obowiązane do zachowania tajemnicy dziennikarskiej mogą być przesłuchiwane co do faktów objętych tą tajemnicą tylko wtedy, gdy jest to "niezbędne dla dobra wymiaru sprawiedliwości, a okoliczność nie może być ustalona na podstawie innego dowodu". O takim przesłuchaniu może zadecydować jedynie sąd. Prokuratura więc w normalnych okolicznościach, po odmowie wydania przez dziennikarzy nagrań skierowałaby sprawię do sądu i sprawa toczyłaby się trybem sądowym; z prawem złożenia zażalenia na decyzję sądu. Swoje zaniepokojenie "niemożliwymi do zaakceptowania metodami śledztwa" zastosowanymi w Polsce w stosunku do "Wprost" wyraziła też Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) wzywając władze Polski do przestrzegania zasad wolności mediów.

Powiązane tematy

Komentarze