Opinie

fot. www.freeimages.com
fot. www.freeimages.com

Polacy będą traktowani na Wyspach jak obywatele drugiej kategorii. To jest sukces negocjacyjny?!

Cezary Mech

Cezary Mech

Dr Cezary Mech, prezes Agencji Ratingu Społecznego, absolwent IESE, były zastępca szefa Kancelarii Sejmu, prezes UNFE, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów

  • Opublikowano: 8 lutego 2016, 21:54

  • Powiększ tekst

Zamiast zwrotu nakładów za wychowanie i udziału w wypracowanych podatkach, Anglia proponuje nam strategiczne partnerstwo zabierając dzieci, wybierając „dobrych pracowników”, a oddając na polski garnuszek tych, których wyeksploatuje i tych, którzy się nie sprawdzą.

Nie tak dawno uczestniczyłem w konferencji dotyczącej tematów społecznych. Jakież było moje zdziwienie, gdy jeden z przedmówców opisał działalność prowadzonej fundacji, która zajmowała się reintegracją społeczną osób zagubionych, bezdomnych, narkomanów. Z dyskusji wynikało że jego cała rodzina jest szczerze oddana temu celowi, gdyż mieszka razem ze swoimi dziećmi z podopiecznymi (brr...!). Osoby, które udaje się resocjalizować są włączane do akcji rozmów z bezdomnymi i zagubionymi w celu ich społecznej reintegracji.

Szkopuł w tym, że to czym prelegent się chwalił i za co był nagradzany brawami, dotyczyło umowy fundacji z Londynem, w ramach której sfinansowane zostały działania fundacji i wolontariuszy polegające na przekonaniu bezdomnych londyńczyków-Polaków do powrotu do kraju i zamieszkania w ośrodkach fundacji.

Jedynie fakt bycia współpanelistą z wykładem na inny temat powstrzymał mnie przed gwałtowniejszą reakcją. Obserwacja ostatnich rozmów w Warszawie polskich polityków z premierem Davidem Cameronem i zachwytów nad strategicznym partnerstwem, jakim się cieszymy ponoć w relacjach z Anglią, przywołały tamto gorzkie wspomnienie . O ile dążenie do zmniejszenia centralistycznych zapędów Brukseli i Berlina są wskazane i godne poparcia, to zachwyty nad naszym kolejnym sukcesem negocjacyjnym, w ramach którego Polacy będą traktowani w Anglii jak obywatele drugiej kategorii, a polskie dzieci skłaniane do emigracji z powodu tzw. indeksacji budzi wyjątkowy niesmak i wzburzenie.

Mamy bardzo złą sytuację demograficzną, majątkową, wyzbyliśmy się własnych organizacji gospodarczych. I prawdę mówiąc, gołym okiem już widać, że Polska – tak bardzo ciesząca się z członkostwa w Unii Europejskiej – została w jej strukturze sprowadzona do rangi „powiatu”, wygodnego zaplecza. Znaleźliśmy się w sytuacji politycznej podległości, która bardzo utrudnia dbanie o nasz własny interes gospodarczy.

Niestety, ale podpisanie Traktatu Lizbońskiego ogłosiliśmy jako sukces negocjacyjny. Rzecz polega na tym, że nie potrafimy walczyć o własną gospodarkę. Anglia, która również przeżywa kryzys demograficzny, to jednak nie przenosi miejsc pracy do Polski, gdzie jest wciąż tania siła robocza, lecz robi wszystko, żeby tę siłę ściągnąć do siebie, aby pracowała na ich emerytury, ale efektywnie, jak najwygodniej i jak najniższym kosztem.

W obecnych negocjacjach które jak podaje „Financial Times” zakończą się już 18-19 lutego Polska nie zrobiła nic, aby mogło być odwrotnie. Nie „podpięła” się ze swoimi żądaniami pod toczące się negocjacje, lecz pozwoliła aby „Mr Cameron hopes to win final approval for his renegotiations at a summit in Brussels on February 18 and 19”.

A przecież dla Polski kluczowym byłoby, aby milion Polaków wrócił do ojczyzny łącznie z miejscami pracy, których nie mogą obsłużyć już Anglicy. Aby Polska mogła być podniesiona do poziomu krajów wysoko rozwiniętych, aby miała warunki do tworzenia miejsc pracy o wysokiej wartości dodanej, jak i przeniesienia miejsc pracy ze starzejącej się UE.

Należałoby tak działać, aby to miejsca pracy przenosiły się w ramach UE, a nie pracownicy, środki na infrastrukturę Polska powinna pożyczyć, a uzyskane w ten sposób pieniądze dobrze zainwestować i spłacać długi z podwyższonych dochodów podatkowych obywateli, którzy będą pracowali w kraju.

Niestety, regulacje unijne nie pozwalają nam na posiadanie deficytu budżetowego, a preferują wysysanie pracowników z biedniejszych krajów UE. W ten sposób jesteśmy w potrzasku, ponieważ uzyskanie wyższych wpływów z wysokich podatków „wypędzi” nam kolejne rzesze polskich pracowników do tych krajów Unii, gdzie są one niższe. Nakłady poniesione na wychowanie emigrantów przepadną, a nam pozostanie garb w postaci starego społeczeństwa, które będzie musiało jeszcze finansować akomodację osób, usuniętych jako nieproduktywne z krajów bogatych.

Obecnie godzimy się na oddanie kolejnych rzesz obywateli jako ekonomicznych emigrantów, którzy podejmują pracę w Zjednoczonym Królestwie ze zredukowanym zestawem świadczeń w kraju będącym beneficjentem ich aktywności. Koszty zaś przerzucamy na własny, już i tak osłabiony, system zabezpieczenia społecznego. To działanie nie tylko zniszczy życie wielu pracowników, naszych rodaków. Gdy na przykład będą zwalniani z pracy jako ci wyeksploatowani lub niewystarczająco zaradni, gdyż ci najefektywniejsi w pomnażaniu PKB Wielkiej Brytanii do tej kategorii nie będą należeć, to bez zasiłku będą wtedy wracać do Polski po schronienie i pomoc. Polska nie tylko nie skorzysta z ich pracy, podatków które wypracowali, ale zapłaci za ich ochronę socjalną tak jak poprzednio wydała na ich wychowanie i wykształcenie, tylko po to aby ponieść nakłady i całość ryzyka negatywnych zdarzeń.

Nie lepiej jest z „sukcesem” dotyczącym „indeksacji” wypłacanych przez Wielką Brytanię świadczeń na dzieci zgodnie ze standardem życia w kraju, w którym każde dziecko mieszka. W związku z tym że PKB Zjednoczonego Królestwa jest prawie dwa razy wyższy, niż w Polsce to wielu polskich rodziców pracujących w Wielkiej Brytanii, zostawia dzieci w Polsce pod opieką rodziny, do końca nie zrywając więzów z Ojczyzną i planując do niej w sprzyjających warunkach wrócić. Po indeksacji świadczenia na dzieci spadną o połowę, rodzice zabiorą dzieci ze sobą dla odzyskania pełnych świadczeń, dzieci przestaną być „funtosierotami”, ale ani ci rodzice, ani ich dzieci do Polski już nie wrócą. Anglia pozyska potrzebnych obywateli, po to aby w 2030 r. pod względem PKB wyprzedzić Niemcy, a cały wysiłek obecnej polityki prorodzinnej w Polsce zostanie zaprzepaszczony. Pogłębi się tylko katastrofa demograficzna Polski, o której istnieniu nareszcie zaczynamy rozmawiać.

Czy naprawdę nie możemy się wyrwać z tego zaklętego kręgu niemożności? Tak negocjując z UE już obecnie jesteśmy skazani na pogłębiającą się w niej petryfikację podziału na kraje bogate i biedne. Aby wydostać się z grupy biednych Polska potrzebuje długoterminowego spojrzenia, własnej wizji konwergencji. Podejmowania kolejno tych wyzwań, które najszybciej dadzą jak najwięcej korzyści; takiego planowania wydatków, aby przynosiły jak największe powiększenie bazy podatkowej. Musi walczyć, aby to miejsca pracy przenosiły się z UE do Polski, a nie Polacy emigrowali za granicę.

Najlepszym sposobem na zmuszenie naszych partnerów do tego byłoby żądanie, aby płacili nam rekompensatę za wychowanie polskich emigrantów, jak i zwracali nam wypracowane przez nich podatki. Wtedy moglibyśmy godzić się na wypłatę świadczeń socjalnych dla nich według polskich indeksowanych standardów. Ale kiedy mamy te słuszne postulaty wynegocjować, jeśli nie wtedy, gdy realizacja postulatów innych zależy od naszego głosu?!

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych