Opinie

Fragment figury woskowej Angeli Merkel / autor: PAP/EPA/JENS KALAENE
Fragment figury woskowej Angeli Merkel / autor: PAP/EPA/JENS KALAENE

Dziedzictwo Merkel: … i kamieni kupa

Marek Siudaj

Marek Siudaj

Redaktor zarządzający wGospodarce.pl

  • Opublikowano: 29 października 2018, 13:15

    Aktualizacja: 29 października 2018, 17:15

  • Powiększ tekst

Od razu powiem, że nie jestem specjalistą od Niemiec i nie chciałbym się specjalizować w kraju, w którym ostatni dobry poeta urodził się blisko 200 lat temu, a głównym sukcesem kompozytorskim w XX wieku była „Horst-Wessel-Lied”. Ale, niestety, Niemcy trudno zignorować, zwłaszcza ostatnio: Przez zgodę na połączenie Niemiec, najgłupszą decyzję podjętą po rozpadzie ZSRR, w Europie pojawił się twór podobny do napakowanego sterydami wielkiego osiłka, który już zaczyna wygrażać pięściami.

Właśnie pojawiła się informacja, że Angel Merkel nie będzie się ubiegać o funkcję przewodniczącej CDU, co oznacza jej koniec w polityce krajowej. Wprawdzie w sieci pojawiła się informacja, że Merkel pozostanie kanclerzem do 2021, ale jest to wiadomość kompletnie absurdalna. Nie po to odsuwa się znienawidzoną przez Niemców Merkel od szefowania partii, aby nadal firmowała swoim nazwiskiem rząd. Myślę, że – o ile oczywiście rząd CDU/CSU-SPD przetrwa do końca roku – Niemcy pod choinkę dostaną dymisję Merkel.

»» O sytuacji politycznej w Niemczech czytaj także

Koniec ery Angeli Merkel

Ciekawe jest, że jeszcze do niedawna Niemcy nazywali szefową CDU Mutti. Przez wiele lat Merkel wydawała się politykiem wyjątkowo sprawnym, która dba o bogactwo i potęgę Niemiec. CDU wygrywała wybory, a cała Unia Europejska zabiegała o względy pani kanclerz. Aż przyszedł rok 2015 i to „zaproszenie”, jakie Merkel wystosowała do milionów nielegalnych imigrantów. A oni odpowiedzieli na to zaproszenie i – jak często bywa przy tak dużych migracjach – zaczęli niszczyć porządek kraju, w którym się pojawili. Zaczęli od zniszczenia porządku politycznego Niemiec.

Ktoś może uznać, że owo „zaproszenie” to wielki błąd, podczas gdy reszta kadencji Merkel była rewelacyjna. Ale prawda jest inna – otóż dla Unii Europejskiej kadencja Angeli Merkel to katastrofa. Przede wszystkim niemiecka dogmatyczność kanclerz doprowadziła do zapaści Grecji. Oczywiście, ktoś powie, że Merkel chroniła przede wszystkim niemieckie interesy, ale właśnie to podminowało fundamenty UE. Skończyły się kompromisy, zaczęła się gra interesów, a w UE najsilniejsze są Niemcy i starały się to wszystkim dookoła bezwzględnie pokazać.

»» O kryzysie Unii Europejskiej, wywołanym przez politykę Berlina czytaj tutaj:

Henri Malosse: Dominacja Niemiec oznacza rozpad UE

Kolejnym niemieckim wybrykiem jest Brexit. W polskich mediach funkcjonuje legenda, jakby to polska imigracja wystraszyła Brytyjczyków, ale to oczywiście bujda. Nie bez kozery Niemcy buczeli ostatnio, gdy prezydent Andrzej Duda wskazał, że UE również jest winna Brexitu. To właśnie niemiecka bezwzględność doprowadziła do coraz większej niechęci Brytyjczyków do pozostawania w UE. Uznali oni, że lepiej jest być poza Unią niż trafić pod niemiecki but.

Konflikt z Polską to tak naprawdę efekt niemieckiego dążenia do zajęcia pozycji rozgrywającego w UE pod względem energetycznym. Bajki o praworządności są dla małych dzieci, totalnej opozycji i Fransa Timmermansa, ale tak naprawdę chodzi o zakneblowanie polskiego sprzeciwu przeciwko Nord Stream 2. Niemcy chcą oddać Ukrainę Rosji za perspektywę miliardów euro dochodów z pośrednictwa w sprzedaży gazu. Na początek chcą pośredniczyć w handlu z naszym regionem, ale wiadomo, że Nord Stream 3, o którym myślą już Rosjanie, miałby służyć do transportu gazu na zachód Europy. Francja, mająca nieszczęście mieć pyszałkowatego Macrona za prezydenta, zdaje się nie widzieć, że ten sznur rurociągów ma zakończyć się pętlą nałożoną również na jej głowę.

Teraz jeszcze wybuchł konflikt z Włochami, też kompletnie pozbawiony sensu, którego celem jest wyłącznie demonstracja niemieckiej siły, której podporządkowała się Komisja Europejska. A będzie coraz gorzej, bo sprowokowany przez Merkel napływ imigrantów rozsadził już porządek polityczny w kilku krajach, choćby w Szwecji, gdzie nie ma szans na stworzenie rządu.

To samo dzieje się właśnie w Niemczech. Trzeba pamiętać, że obecny rząd – CDU/CSU-SPD – powstał po pół roku od wyborów. Te pół roku upłynęło na walkach między CDU a CSU oraz na przegrywaniu przez chrześcijańskich demokratów i socjaldemokratów kolejnych wyborów krajowych. SPD tak broczy poparciem wyborców, że pojawiają się sugestie w tej partii, że należy zerwać koalicję zanim sondaże pokażą całkowitą marginalizację tego ugrupowania.

Tak oto Merkel jedną decyzja zniszczyła znakomicie funkcjonujący przez dekady system partyjny Niemiec. Już widać, że upadku SPD nic nie zatrzyma, nie ma jeszcze jasności, czy przetrwa CDU. Całkiem możliwa wydaje się sytuacja, kiedy sojusz z CSU rozpada się i partia z Bawarii staje się ugrupowaniem ogólnoniemieckim.

A przecież to tylko jeden z elementów upadku Niemiec. Przybysze z Afryki i Azji pokazali bardzo wyraźnie, jak nierzetelne i kontrolowane przez państwo są niemieckie media. Niemcy śmieli się w mediach społecznościowych z setek relacji o uczciwych imigrantach, którzy po znalezieniu zgubionych portfeli odnosili je na komisariaty. O dziwo, za to o gwałtach, czasem niezwykle brutalnych, niemieckie media pisały bardzo rzadko, a jeśli już im się zdarzało, to „zapominały” o poinformowaniu o pochodzeniu sprawcy.

Upadł mit sprawności niemieckiej administracji. Jak bowiem można uznawać za sprawnych urzędników, którzy nie są w stanie deportować tych, których powinni? Pojawiały się informacje o rejestrowaniu się imigrantów w kilku miejscach na raz, aby uzyskiwać większe świadczenia. Jednocześnie na jaw zaczęły wychodzić afery łapówkarskie, związane z procesem wydawania pozwoleń na pobyt. Największa miała miejsce w Bremie, a przecież nie był to jedyny taki przypadek.

Przypomnijmy – kiedy Merkel obejmowała władzę, dostawała dobrze funkcjonujące społeczeństwo, z dużym poziomem zaufania do władzy i do mediów, żyjące w bezpiecznym kraju, o trwałym systemie politycznym. Nikt nie wątpił, że niemieckie samochody są najlepsze i ekologiczne zarazem. UE też wydawała się mieć niezłe perspektywy, jako że niedawno doszło do pierwszej tury rozszerzenia o kraje Europy Środkowej. Na dodatek partnerstwo niemiecko-amerykańskie wydawało się silne, mimo coraz bardziej śmiałych kontaktów Niemiec z Rosją Putina, która jeszcze nie zaczęła atakować wszystkich swoich sąsiadów.

Obecnie z tego nie zostało nic. Niemcy nie wierzą władzy, zwykli ludzie zdecydowali się na masowe protesty, więc media zrobiły z nich nazistów. Ale mediom w Niemczech też już nikt nie wierzy. Unia Europejska chwieje się w posadach, a na dodatek amerykański prezydent uznaje ją za przeciwnika – choć oczywiście ma na myśli Niemcy, a nie całą Unię. Jeśli jeszcze okaże się, że USA zdecydują się wynieść z Niemiec, to nie tylko dla Berlina skończy się specjalna więź ze Stanami, ale pozostaną one tak naprawdę bezbronne i podatne na każdy atak, jako że do tej pory to amerykańcy żołnierze i amerykańska broń jądrowa dawały naszym sąsiadom bezpieczeństwo.

Wiem, że dzisiaj pojawi się wiele tekstów hagiograficznych, ale prawda jest, niestety, inna. Otóż po Merkel, zarówno w Unii Europejskiej, jak i w Niemczech pozostała – cytując klasyczną wypowiedź Bartłomieja Sienkiewicza – „ch.., d… i kamieni kupa”. A kogoś, kto pozostawia po sobie takie dziedzictwo, nie można nazwać dobrym politykiem.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych