Opinie

fot. Pixabay / autor: fot. Pixabay
fot. Pixabay / autor: fot. Pixabay

Po amerykańskich wyborach czas na nowe sankcje

Marek Budzisz

Marek Budzisz

analityk, publicysta tygodnika "Sieci" i "Gazety Bankowej", znawca Rosji

  • Opublikowano: 8 listopada 2018, 20:18

  • Powiększ tekst

Zwycięstwo Demokratów w wyborach do amerykańskiego Kongresu rynki odczytały, jako zapowiedź zaostrzenia polityki amerykańskiej wobec Rosji.

Głównym czynnikiem ma być chęć ożywienia śledztwa specjalnego prokuratora Muellera w sprawie wpływu Rosji na amerykańskie wybory i użycia tego narzędzia w politycznej walce z administracją Trumpa. Ale to oczywiście nie jedyny czynnik. Departament Stanu poinformował, że Moskwa nie odpowiedziała na pytania związane z tzw. sprawą Skripala, nie złożyła też stosownych deklaracji i zobowiązań, w związku z tym na dniach należy spodziewać się wprowadzenia nowych sankcji. Jako, że administracja amerykańska ma do wyboru – albo ich zestaw spektakularny i mniej dolegliwy (np. zamknięcie przelotów dla rosyjskich państwowych linii lotniczych), albo znacznie bardziej dla Moskwy kłopotliwy (np. ograniczenia na rynku finansowym – np. wykluczenie możliwości zaciągania długu przez podmioty publiczne), to teraz, po wyborach do Kongresu, rynki skłaniają się raczej ku poglądowi, że sankcje będą twarde. W efekcie kurs rubla względem dolara i euro zaczął spadać, i we czwartek osiągnął swe miesięczne minimum. Na dodatek doszły wiadomości o spadających cenach rosyjskich obligacji na rynku wtórnym, co jest świadectwem przewagi podaży nad popytem. Obligacje 9 – letnie staniały w ciągu jednego dnia o 0,71 %, najwięcej od miesiąca, a indeks rządowych papierów skarbowych osiągnął minimum od 15 października. Nastrojów inwestorów nie poprawiły też informacje na temat kolejnej nieudanej aukcji rządowych papierów skarbowych. Rosyjskie Ministerstwo Finansów na środowej aukcji zamierzało sprzedać dług o wartości 20 mld rubli, jednak chętnych, i to mimo istotnych rabatów cenowych, znaleziono jedynie na 11,2 mld. Od kwietnia, czyli od pierwszej rundy amerykańskich sankcji, inwestorzy pozbyli się rosyjskich papierów skarbowych o wartości 3 520 mld rubli, czyli ok. 55 mld dolarów.

Informacje napływające od dużych rosyjskich firm jeszcze te nastroje niepewności i oczekiwania na katastrofę, potęgują. I tak, rosyjscy dziennikarze ekonomiczni, po przeanalizowaniu sprawozdań kwartalnych Rosnieftu, największej i na dodatek kontrolowanej przez państwo firmy wydobywczej doszli do wniosku, że w II i w III kwartale firma drastycznie zredukowała wielkość depozytów w rublach, i nadwyżki, związane z większymi w obliczu wysokich cen i wzrostu wydobycia (o 4 % w ciągu roku) przychodami, gromadzi w twardych walutach. Ma to oczywiście w pewnym stopniu uzasadnienie w polityce firmy, która korzystając z cenowego boomu zmniejsza oceniany przez wielu analityków za nadmierny poziom swego zadłużenia (ostatnio spłaciła 10 mld dolarów długu), ale świadczy też, że kierownictwo największej rosyjskiej firmy samo ocenia rubla, jako walutę ryzykowną. Wystarczy spojrzeć tylko na liczby – 30 marca Rosnieft na rachunkach miał 199 mld rubli, co stanowiło 2/3 płynnych aktywów firmy, jednak już 30 września kwota ta spadła do 129 mld rubli, a było to już tylko 29,7 % gotówki, którą koncern miał w bankach. Tzw. poduszka finansowa Rosnieftu, czyli płynne aktywa zwiększyły się z poziomu 322 do 434 mld rubli.

Ale w tym samym czasie na rynek napłynęły informacje z centrali koncernu, które świadczyć mogą o zaniepokojeniu jego kierownictwa, co do przyszłości. Otóż, jak informuje Reuters, firma od miesiąca rozsyła do swych głównych partnerów handlowych, zarówno firm z branży takich jak Royal Dutch Shell, jak i wielkich traderów w rodzaju firmy Vitol i Gunvor, propozycje przeredagowania wiążących je kontraktów. Otóż Rosjanie chcą, aby odbiorcy ich ropy zobowiązali się do zakupów, a przynajmniej do zapłaty za uzgodnione dostawy, niezależnie od tego, czy Rosnieft objęty zostanie amerykańskimi sankcjami czy nie. Póki, co nikt na tak jawnie niekorzystne i ryzykowne zmiany nikt nie przystał, ale analitycy rynku są dość zgodni w swej ocenie, że tego rodzaju inicjatywa kierownictwa rosyjskiego koncernu jest efektem narastającej w Moskwie paniki, iż nowe amerykańskie sankcje mogą być podobne do tych, jakimi został objęty RusAl, czy Iran.

To, że Rosnieft sprzedaje więcej ropy do Azji niźli do Europy, nie jest z tego punktu widzenia żadnym pocieszeniem. Postawa głównych azjatyckich nabywców, zwłaszcza Chińczyków, nie jest jasna, zwłaszcza po tym jak poinformowali oni Teheran, że w obliczu amerykańskich sankcji będą zmuszeni wstrzymać w Iranie zakupy Na szczęście dla Teheranu Amerykanie uczynili dla Chin wyjątek i zakupy mogą być kontynuowane, choć powody takiego kroku były dość oczywiste. Przed wyborami prezydent Trump dążył do obniżenia cen ropy naftowej na światowych rynkach, a produkcja Iranu nie mogła być łatwo zastąpiona. Ale teraz, jest już po wyborach, a w niedawnym wywiadzie dla Agencji Bloomberg Jeff Miller, szef Halliburton, jednego z największych światowych koncernów specjalizujących się w wierceniach, powiedział, że jego zdaniem już w połowie przyszłego roku uda się rozwiązać problemy, jakie inwestorzy napotkali w najwydajniejszym amerykańskim polu naftowym Permian, w Teksasie i Nowym Meksyku. Chodziło o to, że w rezultacie rewolucji w technice wydobywczej produkcja mogła rosła tak szybko, że istniejące rurociągi nie były w stanie jej dostarczyć do portów. W efekcie nawet na dystansie 500 mil ropę trzeba było transportować ciężarówkami, co generowało dodatkowe koszty nawet po kilkanaście dolarów do baryłki. Jak skrzętnie obliczono kosztowało to inwestorów nawet 1 mld dolarów dziennie. Ale teraz rurociągi są już na ukończeniu i z pewnością w przyszłym roku na rynek trafi fala amerykańskiej ropy naftowej, przy czym takiej, która może być oferowana znacznie taniej niźli dzisiaj. Ceny oczywiście mogą spaść, chyba, że w Waszyngtonie, i taka myśl nie obca jest zarówno analitykom rynku, jak i rosyjskim ekspertom, postanowią wdrożyć twarde sankcje, po to, aby wypchnąć Rosję z części rynku. Nie trzeba być ekspertem, aby wiedzieć jak tego rodzaju regulacje wpłyną na rosyjską gospodarkę i budżet, który w ponad 50 % zapełniany jest dochodami z eksportu węglowodorów.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych