Opinie

Obchody święta 7 listopada roku na Placu Czerwonym w Moskwie / autor: Fratria
Obchody święta 7 listopada roku na Placu Czerwonym w Moskwie / autor: Fratria

Rosja modernizuje statystykę

Marek Budzisz

Marek Budzisz

Przedsiębiorca, publicysta ekonomiczny, znawca Rosji

  • Opublikowano: 26 grudnia 2018, 20:18

  • 3
  • Powiększ tekst

Wicepremier i minister finansów w rosyjskim rządzie Anton Silulianow ogłosił, że w tym roku władze spodziewają się wzrostu PKB na poziomie 1,8  proc., zaś poziom inflacji osiągnie 4,0 – 4,1  proc., czyli tylko nieco więcej niźli cel inflacyjny rosyjskiego Banku Centralnego ustanowiony na 4,0  proc.

Władze mogą być zadowolone, o ile oczywiście te dane są wiarygodne, o czym później, bo od pewnego czasu zapowiadały taki poziom tegorocznego wzrostu, choć formułowane jeszcze na początku roku prognozy dla rosyjskiej gospodarki mówiły o 2  proc. przyroście PKB. Jednak o ile rok, który się kończy można uznać za udany, o tyle perspektywy 2019 są dużo bardziej mgliste. Rosyjscy oficjele zdają sobie z tego sprawę i już zaczęli przygotowywać opinię publiczną do serii złych wiadomości. Pierwszy wystąpił minister rozwoju gospodarczego Maksym Orieszkin, który w kanale informacyjnym Rosja 24 zapowiedział, że pierwsze półrocze „będzie trudne”. Z jakiego powodu? Przede wszystkim z tego względu, że podwyższony o 2  proc. VAT, czemu nie towarzyszy wzrost dochodów Rosjan, musi wywołać spadek popytu wewnętrznego, czego nie uda się zrównoważyć wzrostem eksportu, bo w wyniku spowolnienia światowej gospodarki popyt na rosyjskie surowce będzie mniejszy. Na to nakładają się narastające problemy demograficzne. Po kilku latach sukcesów, głównie propagandowej zresztą natury, ostatnie dwa lata, ale szczególnie rok 2018, pokazały słabość demograficzną współczesnej Rosji. Odnotowana stopa urodzin na 1000 osób ledwie przekracza 11, podczas gdy śmiertelność oscyluje na poziomie ok. 12,6 osób na 1000 ludności. Emigracja zarobkowa do Rosji znacznie osłabła, bo biedne republiki z których rekrutowali się przybysze (Kirgistan, Tadżykistan czy Uzbekistan) pomału wyczerpują swój w tym zakresie potencjał, same rozwijają się szybciej niźli Rosja, a spadek kursu rubla wobec dolara też nie zachęca gastarbeiterów aby przyjeżdżali na rosyjskie place budów (budownictwo w Rosji też znacząco ze względu na barierę popytu zwolniło). W efekcie ujemnego przyrostu naturalnego w 2018 roku liczba obywateli Federacji Rosyjskiej spadła o 173,4 tys. osób. Orieszkin właśnie w rosyjskich problemach demograficznych upatruje głównej przyczyny rachitycznego wzrostu PKB. Na 2019 rok prognozuje, że wzrośnie on o 1,3  proc., co i tak sytuuje go w gronie wielkich optymistów, bo nie brak w Rosji analityków uważających, że wzrostu nie będzie a raczej bardziej prawdopodobna jest recesja.

Perspektywy na rynku ropy naftowej nie nastrajają optymistycznie. Ostatnie porozumienie zawarte w formacie OPEC + ograniczające wydobycie ropy naftowej o 1,2 mln baryłek na dobę nie spowodowało zatrzymania spadku cen, które notują swe wielomiesięczne minima, a w kontraktach futures na luty cena baryłki ropy osiągnęła 45 dolarów. W efekcie już zapowiedziano, że jeśli trend się utrzyma to w marcu, a może nawet wcześniej trzeba spodziewać się nadzwyczajnego szczytu państw producentów i kolejnych cięć limitów produkcji. W wywiadzie prasowym minister Nowak, odpowiadający za negocjacje z OPEC powiedział, że sytuacja na rynku jest na tyle niejasna, że nie można budować prognoz nawet na kilka miesięcy. W praktyce oznacza to, że Rosja musi liczyć się zarówno z perspektywą spadku cen, ale również, o ile wzrosną napięcia międzynarodowe, może mieć do czynienia z ich wzrostem.

Ale to nie jedyny w tym kontekście problem z jakim musi liczyć się w nadchodzącym roku Rosja. Innym, który może zasadniczo wpłynąć, na perspektywy gospodarki, są amerykańskie sankcje, które najprawdopodobniej, tak uważają właściwie wszyscy poważni rosyjscy analitycy zostaną zaostrzone. Ale nawet dzisiaj, te które wprowadzono w kwietniu, powodują istotne problemy. Jak ujawniło rosyjskie ministerstwo finansów jednym z pośrednich skutków ograniczeń było znaczne wydłużenie czasu rozliczeń w międzynarodowej wymianie towarowej. W 1/3 przypadków rosyjskie firmy, nawet te które nie objęte zostały sankcjami muszą liczyć się z wydłużonymi terminami otrzymania zapłaty za swoje towary, które przekraczają średnio miesiąc. Dzieje się tak, bo handlowi partnerzy rosyjskich firm, na wszelki wypadek, pytają amerykańską OFAS, agendę ministerstwa finansów monitorującą sankcje, czy mogą dokonać płatności za zakupione towary i czy nie istnieje ryzyko złamania wprowadzonych ograniczeń. Wydłużenie czasu rozliczeń, zwłaszcza w sytuacji wahań na rynkach walutowych i w przypadku produkcji o wyższym stopniu przetworzenia (komponenty z importu) może w niektórych przypadkach oznaczać utratę, albo istotne zmniejszenie marży. A co dopiero, jeśli mówimy o sektorach objętych wprost amerykańskimi sankcjami, takimi jak np. rosyjski sektor zbrojeniowy. W niedawnym wywiadzie prasowym minister Manturow, który nadzoruje tę gałąź rosyjskiej gospodarki, mówił, że kontrakty z niektórymi państwami Rosja zawiera w rublach, a nawet, jak w przypadku Indonezji, w rozliczeniu przyjmuje tamtejszy olej palmowy. W praktyce oznacza to grę na kontraktach terminowych i to z kilkuletnim wyprzedzeniem, bo tyle wynosi czas na jaki zawierane są umowy. Czy Rosja na tym zarobi, trudno jednoznacznie stwierdzić?

Odpływ kapitału z Rosji, wahania na rynkach walutowych, malejąca cena ropy naftowej, ograniczenia wydobycia i na dodatek perspektywa zaostrzenia sankcji, nie mówiąc o słabnącym popycie wewnętrznym, problemach demograficznych i generalnie niskiej innowacyjności rosyjskiego sektora przemysłowego – to tylko niektóre problemy, z którymi będą musiały radzić sobie rosyjskie władze w nadchodzącym roku. Innymi słowy – jest problem. Jak go rozwiązać? Wydaje się, że premier Miedwiediew ma na to pomysł. W Wigilię rosyjskie media poinformowały, że „na własną prośbę” odchodzi prezes rosyjskiego odpowiednika GUS Aleksandr Surianow. Dziennikarze spekulują, że „własna prośba” oznacza niezadowolenie szefa rządu z tego, że Rosstat pod koniec roku ujawnił szereg informacji o pogarszających się wskaźnikach makroekonomicznych. Ale jedna z nich była szczególnie skandaliczna. Otóż władze Rosji od dłuższego już czasu chwalą się na cały świat, że udało się im, po 2014 roku odbudować bezpieczeństwo żywnościowe kraju, mało tego, z importera Federacja Rosyjska staje się eksporterem żywności. Potwierdzały to wszystkie publikowane dotychczas statystyki i zestawienia. Tylko, że w kończącym się roku przeprowadzono w Rosji powszechny spis rolny, którego wyniki właśnie co ujawniono. Okazuje się, że sukces rosyjskiego sektora rolnego i przetwórczego to głównie wynik kreatywnej księgowości i sprawozdawczości na wyrost. W efekcie nowych obliczeń okazało się, że 30  proc. raportowanego w ostatnich 10 latach wzrostu produkcji sektora było tylko na papierze, a to nie mniej niźli 10 mln ton. Narracja o sukcesie rozwiała się, a odpowiadający za rosyjska statystykę, odszedł z pracy „na własną prośbę.” Teraz władze zapowiedziały modernizację służb statystycznych, a my możemy być pewni, że wskaźniki poszybują.

Powiązane tematy

Komentarze