Rentowności na nowych szczytach
Rentowność niemieckich dziesięciolatek wspięła się na poziom najwyższy od piętnastu lat, francuskich jest najwyższa od 2009 r., japońskich bije kolejne rekordy - z czerwcowego umocnienia i nadziei na zażegnanie kłopotów nie zostało już nic.
Na początek coś dla miłośników teorii spiskowych - rentowności obligacji amerykańskich zaczęły na powrót rosnąć zaraz po ostatnim weekendzie czerwca, w którym grę na mundialu zakończył Iran. Niewiele później konflikt wokół Cieśniny Ormuz rozgorzał na nowo i wywindował notowania ropy o ponad 40 proc. w zaledwie trzy tygodnie (ropa zaczęła drożeć od początku lipca), za którymi podążyły oczywiście rentowności obligacji. Niektóre z nich - wymienione wcześniej papiery Niemiec, Francji i Japonii - ustanowiły nowe, wieloletnie szczyty, inne (w tym polskie) zdołały się przed wyznaczeniem nowych maksimów uchronić, choć nie wiadomo na jak długo. Okoliczności nie skłaniają bowiem do optymizmu.
Nadzieje na poprawę nastrojów odbiera rynek ropy. O ile w reakcji na sam wybuch konfliktu USA-Iran wiele rządów wdrożyło programy stabilizujące ceny paliw na stacjach, o tyle teraz po te instrumenty ministrowie finansów sięgają niechętnie. Z prostej przyczyny. Wcześniejsze dławienie inflacji okazało się kosztowne dla budżetów, które i bez tego były mocno napięte, zaś obniżki podatków wymagały dodatkowego finansowania długiem. Teraz, gdy rentowności obligacji na powrót wzrosły, koszty obniżenia podatków byłby podwójnie bolesny - niższe wpływy do budżetu i wyższe koszty odsetkowe, to kombinacja z koszmaru każdego ministra finansów.
Przy czym nie chodzi też „tylko” o same podatki zawarte w cenach paliwa. Wcześniej na globalny rynek trafiły rezerwy ropy, co miało załagodzić wpływ blokady Cieśniny Ormuz. Tymczasem zanim zdołano odbudować rezerwy, Cieśnina ponownie jest blokowana, a transporty ostrzeliwane. Tym razem jednak światowe rezerwy paliw są już poważnie uszczuplone. W tej sytuacji ponowne stabilizowanie cen bez zapewnienia podaży, mogłoby przynieść negatywne następstwa.
Konsekwencją „uwolnienia” cen paliw jest wzrost presji inflacyjnej. Tyle, że inwestorzy mogą nie bać się samej inflacji, ale też skutków rosnącego zadłużenia i rosnących kosztów odsetkowych. Żaden rząd, nawet amerykański, nie może zadłużać się bez końca i bez konsekwencji. Amerykanie cieszą się uprzywilejowaną pozycją mocarstwa militarnego i zasobnego we własne złoża ropy i gazu, ale mimo to, rentowność obligacji dziesięcioletnich przebiła w tym tygodniu szczyt sprzed dwóch miesięcy (pisaliśmy wtedy, że jest to potencjalnie niebezpieczny moment dla przyszłości światowych rynków obligacji). Co więcej, rentowność przebiła też opadającą linię oporu pociągniętą po szczytach z jesieni 2023 r., stycznia 2025 r. i maja 2026 r. W analizie technicznej oznacza to wybicie oporu i grozi dalszą wyprzedażą obligacji - nie tylko amerykańskich, ale wszystkich zbyt mocno zadłużonych krajów. Piątkowe umocnienie obligacji (i spadek notowań ropy) niewiele tu jeszcze zmienia. Nawet rentowność japońskich obligacji nie może rosnąć każdego dnia, bez chwili przerwy. Ostatni tydzień miesiąca będzie dla perspektyw rynku bardzo istotny. Jeśli amerykańskim obligacjom uda się wrócić poniżej linii oporu, dawałoby to nadzieję na spokojniejsze zakończenie roku. Jeśli jednak to się nie uda, jesień zapowiada się burzliwie.
Na krajowym rynku papierów korporacyjnych wakacje w pełni. O udanej emisji na 100 mln zł poinformowało Arche, 10 mln zł z publicznej emisji memorandowej pozyskał Developres. Catalyst przypomina bezchmurne, błękitne niebo nad gładką taflą jeziora. Sztorm na oceanie nie przelewa się wszak na Mazury.
Emil Szweda, Obligacje.pl
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.