Informacje

pełnomocnik rządu ds. infrastruktury energetycznej Piotr Naimski / autor: Fotoweb Fratria
pełnomocnik rządu ds. infrastruktury energetycznej Piotr Naimski / autor: Fotoweb Fratria

TYLKO U NAS

Ostateczna rozprawa z rosyjskim monopolistą

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 9 maja 2022, 20:10

  • 1
  • Powiększ tekst

Zapewniam, damy sobie radę – twierdzi minister Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, w rozmowie z Agnieszką Łakomą na temat gazowej niezależności Polski i surowcowym ataku Rosji na Europę na łamach tygodnika „Sieci”

Rosja odcięła Polsce dostawy gazu, bo nie chcieliśmy płacić w rublach. Znaleźliśmy się w sytuacji, której przez lata wszyscy się obawiali. A teraz słyszymy, że to nie problem.

Piotr Naimski: Żądanie rozliczenia w rublach to był tylko pretekst. Gazprom wstrzymał dostawy, łamiąc obowiązujący jeszcze do końca roku kontrakt z Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem. To oczywiście jest trudna sytuacja, ale przygotowywaliśmy się do niej od lat, wiedząc i widząc, jak w przeszłości Rosja używała surowców energetycznych jako broni politycznej do wywierania nacisku na kraje i rządy. Dlatego zapewniam, damy sobie radę.

Jak dotąd Rosjanie zakręcili kurek z gazem tylko Polsce i Bułgarii. Czy to ma być sygnał ostrzegawczy dla innych?

To szersza kwestia. Rosja usiłuje stosować retorsje za sankcje nałożone przez państwa unijne po jej agresji na Ukrainę. Niestety, te sankcje nie są wystarczająco dotkliwe i gospodarczo, i wizerunkowo, skoro Rosja zdecydowała się na kontratak. Postawiła krajom unijnym ultimatum: albo płatność w rublach, albo gazu nie będzie. To jest kwestia nie tylko ekonomiczna, czyli próba wyparcia z rozliczeń gazowych euro i dolara. Rosjanie próbują tym sposobem osiągnąć cele polityczne, próbują narzucić Zachodowi swoje warunki, a jeśli nie, to przynajmniej nas podzielić. Ultimatum w odniesieniu do surowców Rosja stosuje nie pierwszy raz.

Odcięcie gazu to nie nowość, a mimo to Europa Zachodnia bazowała na Rosji jako na dostawcy surowców. Dlaczego?

Zarówno politycy, jak i firmy w Europie Zachodniej, zwykle gdy Gazprom zakręcał kurek, twierdzili, że to tylko chwilowe perturbacje, że Rosja jest wiarygodna i przecież zależy jej na sprzedaży surowców do Europy, zatem uzależnienie od tego importu to nie problem.

Czyli to Rosja wypracowała sobie pozycję rozgrywającego w Europie? Skoro Europa Zachodnia godziła się na uzależnienie od importu z Rosji, a firmy tych krajów zarabiały na budowie gazociągów i projektach wydobywczych w Rosji. W tle zawsze były też wielkie pieniądze…

Nie chodzi tylko o wpływy do budżetu, o pieniądze, choć w wymiarze osobistym dla niektórych na pewno, skoro znane ze świata polityki osobistości w Niemczech, Włoszech, Austrii czy Francji otrzymywały olbrzymie, niespotykane w innych sektorach, wynagrodzenie za pracę na rzecz rosyjskich firm. Problem jest dużo poważniejszy – Władimir Putin mówił o nowym europejskim ładzie w wymiarze ekonomicznym i politycznym. Mówił o tym w przemówieniu na Westerplatte 1 września 2009 r. Dążeniem Rosji było i nadal jest polityczne zdominowanie całej Europy, a narzędziem miało być m.in. uzależnienie od monopolu dostaw surowców energetycznych.

Chodziło zwłaszcza o zacieśnienie współpracy poprzez budowę wielkich rurociągów, tłoczących gaz do Europy z pominięciem niewygodnych krajów – jak Ukraina, oraz wspólne przedsięwzięcia w samej Rosji z wykorzystaniem zachodnich technologii eksploatacji złóż.

Obecna sytuacja obnażyła słabość pomysłu wielkiej wzajemnej współpracy Europy Zachodniej i Rosji.

Widać w niektórych krajach zmianę podejścia do Rosji, ale otwarte pozostaje pytanie, na ile będzie trwała. Nawet w niemieckim rządzie słychać różne opinie, a gazociąg Nord Stream 1, którym płynie rosyjski gaz przez Bałtyk do Niemiec, pracuje bez przeszkód. I tak naprawdę nie wiemy, czy dokonają w rublach płatności za te dostawy. Jeśli tak – to będzie podważać solidarność Europy w kwestii stosunku do wojny na Ukrainie. A na tym właśnie najbardziej zależy Rosji – teraz wykorzystując surowce, chce rozbić europejską jedność.

Teoretycznie wojna powinna umacniać unijną solidarność, bo wszyscy na niej tracą.

Stan wojny zwykle zmienia punkt widzenia w wielu sprawach. Położenie i uwarunkowania są różne dla różnych państw UE, dlatego tak trudno wypracować jednolite stanowisko w sprawie skali i zakresu sankcji wobec Rosji. Wydaje się jednak, że coraz więcej rządów zaczyna rozumieć zagrożenie i to, że po prostu jesteśmy wszyscy w niebezpieczeństwie. Rosja nie ukrywa swoich celów – od grudnia oficjalnie wiadomo, jak wyobraża sobie współpracę z NATO i USA, i czego żąda. Projekty traktatów między Federacją Rosyjską i NATO oraz USA zostały opublikowane, ale jeśli zostałyby podpisane, to cofnęlibyśmy się do rzeczywistości i granic z 1997 r., a może nawet z 1987 r. Po prostu Rosja chce odzyskać status mocarstwa światowego z czasów Związku Sowieckiego i być na równi ze Stanami Zjednoczonymi. Pytanie, czy Zachód się na to zgodzi.

Powiało grozą… Nie wyobrażam sobie powrotu do rzeczywistości geopolitycznej sprzed 25 czy 35 lat, a pan?

Życzmy sobie, by tak się nie stało. Nie chcę nikogo straszyć, sytuacja jest bardzo groźna i nie jestem jedynym, który tak sądzi.

Całość wywiadu opublikowanego w tygodniku „Sieci” jest dostępna w strefie premium: Piotr Naimski: Ostateczna rozprawa z rosyjskim monopolistą. „Przedłużamy obowiązywanie systemu taryfowego”

wpolityce.pl/mt

Powiązane tematy

Komentarze