Rowerowy boom omija na razie elektryki
Wysokie ceny jednośladów wspomaganych akumulatorem to bariera dla ich popularności. Branża domaga się dopłat do zakupów
Rozwiązaniem może być też konwersja tradycyjnych dwóch kółek - pisze we wtorek „Rzeczpospolita”.
Jak informuje gazeta, „polska firma ma pomysł, jak upowszechnić nad Wisłą rowery elektryczne”.
Start-up Repid Ebikes wdraża nowatorski system konwersji dwóch kółek – stworzyli gotowe zestawy dla sklepów i serwisów rowerowych, które pozwalają przerobić praktycznie dowolny jednoślad na elektryka. Przedstawiciele spółki twierdzą, że dziś cena prawdziwego roweru elektrycznego to w naszym kraju hamulec rozwoju tego segmentu. Ich projekt ma obniżyć tzw. próg wejścia - podkreśla.
Dziennik zauważa, że „zainteresowanie elektrykami w Polsce rośnie”. „Trend ten widać już np. w portalach ogłoszeniowych – według Przemysława Klimczaka, category managera OLX, w ostatnim roku liczba ofert sprzedaży e-rowerów wzrosła o 25 proc.” - dodaje.
Mimo to - czytamy - „u przedstawicieli branży nie widać hurraoptymizmu”. „Ich zdaniem dynamika mogłaby być znacznie wyższa, gdyby nie bariery w postaci nadal jeszcze niskiej świadomości konsumenckiej, a także faktu, że e-bike jest sporo droższy od tradycyjnego pojazdu na pedały. Henryk Bartwanowicz, właściciel sklepu i serwisu Polish Bikes w Szczecinie, przyznaje, iż klienci znający zalety e-rowerów często odkładają decyzję zakupową ze względu na wysoką cenę sprzętu. Według niego zarówno konsumenci, jak i branża czekają na systemowe rozwiązanie – dopłaty do rowerów elektrycznych, na wzór innych krajów europejskich” - podaje „Rz”.
Obserwujemy dość powszechne sceptyczne podejście do elektrycznych rozwiązań w świecie rowerowym. Wiele osób wyobraża sobie e-rower jako rodzaj skutera, co owocuje tym, że niełatwo ulegają zapewnieniom o zaletach elektryków – twierdzi Bartwanowicz.
Czytaj też: Elektryki z dotacją coraz popularniejsze
PAP/KG