WYWIAD
Nagonka na górników trwa, a likwidacja górnictwa przyśpiesza
Nagonka na górnictwo, także płynąca bezpośrednio od osób z obecnego rządu, ma konkretny cel - zniechęcić społeczeństwo do nas i z drugiej strony doprowadzić do tego, by nas było coraz mniej, bo wtedy nie będzie problemu i akcji protestacyjnych - mówi przewodniczący Krajowej Sekcji Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ „Solidarność” Bogusław Hutek.
Agnieszka Łakoma: Czy polskie górnictwo jest „pod ścianą”?
Bogusław Hutek: Niestety tak, bo cała odpowiedzialność i skutki restrukturyzacji i transformacji energetyki spada na górników. Rząd Donalda Tuska korzysta z okazji, jaką stworzyli poprzednicy i chce teraz zlikwidować górnictwo i energetykę węglową - tylko w szybszym tempie. Mam wrażenie, że od początku przemian w Polsce to właśnie górnictwo – choć tak potrzebne – jest jedną z branż, którą kolejne rządy postanowiły świadomie ograniczać i likwidować. Zaczęło się od premiera Jerzego Buzka, a potem byli kolejni – jedni podejmowali decyzje z głupoty, inni z niewiedzy a jeszcze inni – jak teraz - z powodu chorej ideologii. Na dodatek gdy weszliśmy do Unii Europejskiej, okazało się, że zamiast bronić górnictwa, polskie rządy ulegają presji Brukseli i albo się pod nią uginają, albo wręcz przed nią klękają.
Ale w 2015 roku, gdy do władzy doszła Zjednoczona Prawica, wydawało się, że górnictwo przetrwa i ma szanse na rozwój, bo nikt nie mówił ani o likwidacji energetyki węglowej ani pieców w domach. Co – według Pana - spowodowało zmianę podejścia, a w konsekwencji wywołało falę problemów?
W 2015 roku, gdy powstała Polska Grupa Górnicza, sądziliśmy, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Jeszcze w 2019 r. wydobywała ponad 30 mln ton węgla, w planach było oddanie do użytku bloku w elektrowni w Ostrołęce. A potem wszystko nagle się zmieniło. Zlikwidowano Ministerstwo Energii, zaś nowy premier i rząd zaczęli stawiać na odnawialne źródła, a w 2020 roku już PGG miała wyprodukować o 6 milionów ton węgla mniej, bo spadły zamówienia z energetyki. Wówczas zaczęliśmy związkowy protest. W 2020 roku dowiedzieliśmy się o dwóch scenariuszach, planie likwidacji szećiu kopalń i obniżenia pensji o 25 proc. Po strajku osiągnęliśmy porozumienie i wtedy – nie mając innego wyjścia - zaczęliśmy negocjacje umowy społecznej i osłon dla górników z likwidowanych kopalń. Bo rząd niestety taką przyjął strategię. Liczyliśmy wtedy jeszcze, że może ją zmieni, że węgiel wróci do łask, ale tak się nie stało. Najwyraźniej tak bardzo zachłysnął się wielkimi pieniędzmi na KPO, że nic więcej się nie liczyło. A w 2023 roku usłyszeliśmy od szefów największej firmy energetycznej w kraju, że w 2030 roku w ogóle nie będzie potrzebować węgla. Dlatego gdy teraz słyszę głosy niektórych osób „z prawej strony” w obronie górników, to myślę, że chyba mają amnezję.
Rząd Donalda Tuska ma pomysł na przyśpieszenie transformacji w energetycy, co jest równoznaczne z szybszym zamknięciem kopalń. Co na to „Solidarność”?
Teraz skupiamy się na zapewnieniu osłon dla ludzi i mam satysfakcję, że udało nam się wynegocjować ponad trzy lata temu Umowę Społeczną, bo gwarantuje wsparcie pracownikom PGG. Musimy zadbać o innych, by mogli z likwidowanych kopalń znaleźć miejsce tam gdzie jeszcze one działają. Niestety, gdy spojrzymy na twarde dane, to nie pozostawiają złudzeń – likwidacja górnictwa przyśpiesza. Jesteśmy w sytuacji, którą planowano na 2032 rok. Wystarczy podać dwa przykłady - wielka elektrownia Rybnik miała pracować do 2035 roku i wykorzystywać węgiel, a teraz słyszymy o budowie bloku na gaz, w tym roku powinniśmy sprzedawać 32 miliony ton węgla, ale będzie to tylko 27 mln ton. Problem polega teraz na tym, że właściwie nie do końca wiadomo, kto odpowiada za górnictwo w obecnym rządzie i z kim ostatecznie powinniśmy rozmawiać o przyszłości górnictwa.
Formalnie za branżę odpowiada Minister Energii Miłosz Motyka. Czy na ostatnim spotkaniu, kilka dni temu, wyjaśnił Wam, kiedy Umowa Społeczna obejmie wszystkich zwalnianych górników i czy będą na to pieniądze?
Spotkanie nic nie wyjaśniło, natomiast uczestniczył w nim także Minister Aktywów Państwowych i obiecał, że na koniec marca przedstawi całościowy program dla górnictwa i energetyki, więc poczekamy. Zobaczymy co z tego wyniknie i czy rząd rzeczywiście będzie w stanie przedstawić spójny program. Jak dotąd widać jasno, że nie wiadomo, kto ostatecznie i za co odpowiada. Do energetyki wtrąca się też Ministerstwo Klimatu i Środowiska i wszystko teoretycznie negocjuje z Brukselą, a nadzór należy do resortu aktywów państwowych. W rezultacie odpowiedzialność się rozmywa.
Jednak najgłośniej jest o tym, jak duże będą odprawy dla górników .Czy zwalniani górnicy będą mogli faktycznie liczyć na godziwe odprawy?
Zanim ktoś będzie zacznie podsumowywać nasze odprawy i krytykować, to najpierw warto przypomnieć, że po wybuchu wojny na Ukrainie w 2022 roku to właśnie górnictwo pomogło w utrzymaniu cen energii dla ludzi i gospodarki. Pomimo skokowego wzrostu notowań na światowych giełdach, to my utrzymaliśmy normalne czyli niskie ceny węgla, a wynikająca z tego różnica pozwoliła zaoszczędzić ponad 30 miliardów złotych. A gdy chodzi o obecne odprawy, to wbrew temu o czym informują niektóre media – nie są ani specjalnie wysokie, ani nadzwyczajnie atrakcyjne. Wystarczy spojrzeć na to, jak w sumie mało osób jest nimi zainteresowanych w PGG. Wszyscy bowiem widzą, co się dzieje w gospodarce i jak wygląda rynek pracy. Więcej jest informacji zwolnieniach niż o nowych ofertach zatrudnienia. Nie jest tajemnicą, że ludzie są zwalniani w wielu branżach: w hutnictwie, w Poczcie Polskiej, w PKP Cargo i w tyskim zakładzie Fiata. Górnikom trudno będzie znaleźć nowe zatrudnienie. Firmy logistyczne na Śląsku, które się otwierają, nie zatrudnią zbyt wielu ludzi, a o otwarciu nowych, dużych zakładów produkcyjnych nic nie wiadomo.
Choć jako związkowcy walczycie o prawa pracownicze, to jednak wydaje się, że wsparcie społeczeństwa dla was jest niewielkie. Z czego to wynika?
Niestety taka jest propaganda, że górnicy zarabiają i rząd czyli wszyscy muszą do węgla dopłacać. Zapraszam każdego, kto tak myśli, niech przyjedzie do nas i zobaczy, jak w jakich warunkach pracujemy. Ale niestety ta nagonka na górnictwo, także płynąca bezpośrednio od osób z obecnego rządu, ma konkretny cel. Ma zniechęcić społeczeństwo do nas i z drugiej strony doprowadzić do tego, by nas było coraz mniej, bo wtedy nie będzie problemu i akcji protestacyjnych. Tak naprawdę zorganizować się w tym kraju potrafią tylko górnicy i to górnicy są w stanie wspierać inne grupy zawodowe w ich protestach. Teraz też nie odpuścimy - poczekamy na propozycje rządu i jeśli trzeba będzie – będziemy protestować, wyjdziemy na ulice.
Rząd najpewniej wygospodaruje pieniądze na osłony dla górników także w drugim półroczu, by mieć „święty spokój”. Ale radykalna zmiana podejścia nie wchodzi w grę, gdyż Komisja Europejska nie zamierza odpuszczać w kwestii Zielonego Ładu i dekarbonizacji kontynentu i może co najwyżej złagodzić niektóre przepisy. Jak Pan to ocenia?
Niestety zadziwiające jest to podejście Brukseli - na przekór realiom gospodarczym, które są takie, że przemysł pada, zaś odnawialne źródła nie powodują realnego spadku cen i rachunków dla firm i ludzi. Niemców ta zielona strategia i przejście na OZE kosztowało już niemal 200 mld euro, a muszą jeszcze dopłacać do przemysłu energochłonnego, by nie zbankrutował, zaś w motoryzacji kilkadziesiąt tysięcy ludzi straciło pracę. Nie możemy powielać ich błędów i powinniśmy zacząć patrzeć na to co dzieje się w na świecie – USA, Chiny, Indie, Indonezja czy Australia jakoś wcale z węgla nie rezygnują. Tylko Europa się zwija, bo choć przypada na nią zaledwie 7 proc. emisji CO2, planuje w pojedynkę uratować klimat. Czy likwidacja polskiego górnictwa uratuje klimat? Nie - bo wytwarzamy zaledwie 40 mln ton węgla rocznie, podczas gdy cały świat – ponad 9 miliardów ton. Pomysł na zaoranie węgla w naszym kraju jest po prostu bezsensowny.
Czy jest jeszcze nadzieja dla górnictwa w Polsce?
Nadzieja jest zawsze, choć niestety mógłbym wymienić zaledwie kilka nazwisk polityków – obecnie z prawej strony, którzy mają odwagę bronić górnictwa. Bardzo bym chciał, by do władzy doszli ludzie, którzy stworzą prawdziwy, rzetelny i dobry dla Polski program gospodarczy z uwzględnieniem górnictwa i by docenili znaczenie własnych zasobów węgla dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. Jako branża mamy wsparcie w osobie Pana Prezydenta Karola Nawrockiego, lecz niestety doradcami uniego są też ludzie, którzy zaplanowali w poprzednim rządzie likwidację górnictwa. I nie mam pewności, że zmienili podejście. Chciałbym jednak wierzyć, że tegoroczna mroźna zima uzmysłowiła tak politykom jak społeczeństwu, jak ważna jest energetyka węglowa i jak ryzykowna będzie jej likwidacja.
Rozmawiała Agnieszka Łakoma
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:
„Siedmiokilometrowy zator” - o szkodzących Polsce, niemieckich kontrolach granicznych
Zawrotna kariera odroczonych płatności
Morawiecki mówi Tuskowi: „Sprawdzam”, „Wiem, skąd wziąć 25 mld zł’”
»»Kuszące płatności odroczone – oglądaj „Piątkę wGospodarce” telewizji wPolsce24
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.