Informacje
Panika nie tylko na ropie / autor: Pixabay
Panika nie tylko na ropie / autor: Pixabay

Panika nie tylko na ropie. Wąskim gardłem jest również żywność i złoto

Stanisław Koczot

Stanisław Koczot

zastępca Redaktora Naczelnego "Gazety Bankowej" i wGospodarce.pl

  • Opublikowano: 10 marca 2026, 14:15

  • Powiększ tekst

Blokada Cieśniny Ormuz i konflikt na Bliskim Wschodzie oznacza nie tylko problemy z ropą i gazem. To także kłopot dla globalnego handlu nawozami sztucznymi i… złotem.

Przez ten wąski szlak transportowy przechodzi 20-30 proc. światowych dostaw ropy i gazu. Jakiekolwiek zakłócenia w tym regionie powodują niemal natychmiast zmiany notowań surowców. Efekt jest błyskawiczny i boleśnie przewidywalny: incydent w Cieśninie Ormuz prawie zawsze ociera się o panikę na rynku ropy.

Istnieją jednak jeszcze co najmniej dwa globalne rynki, na które blokada tego wąskiego przesmyku morskiego i konflikt w tym regionie działa na inwestorów jak płachta na byka. Nie mówi się o nich zbyt głośno, bo nie powodują tak szybkiej i spektralnej reakcji, jak ropa, nie mniej jednak ich siła rażenia wykracza daleko poza Bliski Wschód.

Zbiory mogą być słabsze

Pierwszy to nawozy sztuczne. Wojciech Balcerzak, analityk danych i specjalista od białego wywiadu, przypomina, że przez ten region przechodzi ogromna część światowego handlu nawozami oraz surowcami niezbędnymi do ich produkcji. Szacuje się, że nawet około 30 proc. globalnych dostaw nawozów jest w jakiś sposób powiązanych z tym szlakiem transportowym.

Oznacza to, że zakłócenia w tym rejonie niosą ryzyko dwóch globalnych szoków: energetycznego i żywnościowego.

Balcerzak zwraca uwagę na “efekt opóźnienia”, który często umyka w bieżących analizach. O ile rynek energii reaguje niemal natychmiast, to rynek żywności robi to z opóźnieniem jednego sezonu produkcyjnego. Jeśli rolnicy ograniczą nawożenie w danym roku, konsekwencje mogą być odczuwalne dopiero podczas kolejnych zbiorów. Na tym polega efekt kaskadowy: najpierw dochodzi do zakłócenia transportu, następnie pojawia się ograniczona dostępność nawozów, niższa intensywność produkcji rolnej, a na końcu presja na wzrost cen żywności.

Centrum złota w ZEA

Kolejny punkt, który w czasach destabilizacji na Bliskim Wschodzie przyprawia inwestorów o zawrót głowy, to rynek złota.

Jeden z kluczowych państw tego regionu, Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) należą do światowej czołówki pod względem rafinacji złota oraz eksportu złota inwestycyjnego (bullionowego). Obsługują głównie rynek azjatycki. ZEA pełni również rolę pośrednika w transporcie złota ze Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i kilku krajów afrykańskich. W 2024 roku przez ZEA - jak pisze Money Metals - przepłynęło około 1392 tony złota.

Do ZEA spółki wydobywcze przekazują rudę w formie sztab doré, czyli zanieczyszczonych stopów. Sztaby te zawierają od 60 do 90 procent złota zmieszanego z innymi metalami. Doré jest wysyłane do rafinerii w ZEA, gdzie przetwarza się je na sztaby lokacyjne oraz złoto jubilerskie, które następnie trafia na rynki azjatyckie.

Strach rządzi rynkiem

Operacja zbrojna w Iranie unieruchomiła w ZEA tony złota. Do tej pory kruszec był często transportowany na pokładach samolotów pasażerskich, jednak teraz znaczna część przestrzeni powietrznej została zamknięta. Nawet gdy jakieś samoloty startują, dealerzy niechętnie pokrywają drastycznie rosnące stawki ubezpieczeniowe. Według agencji Bloomberg, handlarze obawiają się również transportu złota drogą lądową do innych lotnisk w Arabii Saudyjskiej i Omanie.

W rezultacie ZEA nie może wysłać złota ze swoich rafinerii i skarbców. W efekcie na liczących się rynkach doszło do napięcia podażowego. Money Metals cytuje jednego z największych indyjskich dealerów złota, który powiedział Bloombergowi, że kilka transportów cargo zostało opóźnionych lub utknęło w drodze, co doprowadziło do krótkoterminowych braków w dostępności fizycznego kruszcu w Indiach. Indie zajmują drugie miejsce na świecie pod względem wielkości rynku złota, ustępując jedynie Chinom.

Sytuacja na rynku złota w ZEA jest tak napięta, że zamiast przetrzymywać kruszec i opłacać koszty składowania, niektórzy dealerzy decydują się na sprzedaż z dyskontem sięgającym 30 dol. na uncji. Chętnych - nawet z takim bonusem - nie jest jednak wielu.

Jak twierdzi Mike Maharrey z Money Metals, niedobory złota na wielu rynkach już się pojawiają, tak samo jak lokalne skoki cen. Całkiem możliwe, że jedną z przyczyn podwyższonej zmienności na rynku złota są problemy ZEA, które nie mają co zrobić z tonami zalegającego u nich kruszcu.

Stanisław Koczot

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych