Informacje

Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości / autor: fot. Andrzej Wiktor
Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości / autor: fot. Andrzej Wiktor

Przywrócić sprawiedliwość

Gazeta Bankowa

Gazeta Bankowa

Najstarszy magazyn ekonomiczny w Polsce.

  • 1 stycznia 2019
  • 14:28
  • 1
  • Tagi: Gazeta Bankowa ministerstwo sprawiedliwości Polski Kompas Polski Kompas 2018 prokuratura reforma sądownictwa sądy Zbigniew Ziobro
  • Powiększ tekst

Polacy odzyskują wiarę w wymiar sprawiedliwości. Zaczynają z powrotem mieć pewność, że jasne i skuteczne prawo chroni ich interesy; że nie liczą się układy ani znajomości, tylko sama prawda. Wiedzą, że nikt ich już nie oszuka ani nie okradnie, wykorzystując słabość i luki w przepisach, bo te są systematycznie oraz z pełną determinacją naprawiane. Są pewni, że gdy padną ofiarą przestępstwa, w ich obronie stanie wymiar sprawiedliwości dysponujący silnym orężem, jakim jest właśnie mądre prawo. Takie bezwzględne poczucie bezpieczeństwa i zaufania chcę im zagwarantować. Z takim przesłaniem przyjmowałem zaszczyt pełnienia w rządzie Zjednoczonej Prawicy funkcji ministra sprawiedliwości. I głęboko wierzę, że taka Polska dzięki naszym reformom jest możliwa – pisze w „Polskim Kompasie 2018” Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości

Nie będzie jednak można mówić o respektowaniu w Polsce praw obywateli, dopóki postępowania sądowe ciągną się latami, ujawniane są kolejne afery świadczące o niskim poziomie etycznym i braku niezależności sędziów, których arogancja budzi oburzenie Polaków, a wyroki są zbyt często kwestionowane, czego dowodem jest m.in. wyjątkowo duża liczba spraw kierowanych przeciwko Polsce do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

W ciągu ostatnich 10 lat nakłady na sądownictwo w Polsce wzrosły o połowę – do ponad 1,5 mld euro. Polska jest w europejskiej czołówce pod względem liczby sędziów w przeliczeniu na liczbę mieszkańców, a zarobki początkujących sędziów w przeliczeniu na średnią krajową są dwukrotnie wyższe niż w Niemczech. Rekordowe finansowe nakłady nie przekładają się jednak ani na efektywność sądów, ani na podniesienie poziomu etycznego samych sędziów. Z powodu przewlekłości procesów polskie państwo było zmuszone wypłacić w 2016 r. odszkodowania w wysokości prawie 1,5 mln euro.

W sondażu w 2017 r. ponad połowa Polaków negatywnie oceniła funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, a jedynie 4 proc. uważało, że sędziowie, orzekając wyroki, nie ulegają naciskom z zewnątrz. Za reformą sądownictwa opowiedziało się ponad dwie trzecie obywateli. Dlatego polskie władze, dysponujące mocnym demokratycznym mandatem uzyskanym w wolnych wyborach, podjęły się naprawy wymiaru sprawiedliwości. Choć spotyka się to z atakami sędziowskich koterii, które bronią za wszelką cenę swoich wpływów i sędziowskiego państwa w państwie. Intencją reformy jest to, by sądy działały sprawnie i efektywnie, a wydając sprawiedliwe wyroki, budziły zaufanie Polaków. Jednym z głównych celów jest też zapewnienie uczciwości i poczucia służby wśród sędziów. Wymiar sprawiedliwości ma być absolutnie niezależny – od politycznych nacisków, ale także od korporacyjnych interesów sędziowskiego środowiska. Co ważne, zmiany mają służyć Polakom teraz i w przyszłości, bez względu na to, jaka opcja polityczna uzyska kiedyś większość w wyborach i będzie sprawować władzę. Nie da się jednak dokonać dobrych zmian w sądownictwie, leżących w interesie wszystkich Polaków, bez głębokich reform. Nie są w stanie dokonać ich sami sędziowie. Mieli na to prawie 30 lat od upadku komunizmu, kiedy pokutowała naiwna wiara, że środowisko sędziowskie oczyści się samo. Nie oczyściło się. Spośród peerelowskich sędziów, skompromitowanych drastycznymi wyrokami wobec demokratycznej opozycji, sami sędziowie usunęli z zawodu tylko jednego. Tymczasem w Niemczech w 1995 r., a więc pięć lat po zjednoczeniu Niemiec, w zawodzie pozostało jedynie 18 proc. sędziów z komunistycznej NRD. To niemoralne podejście, niszczące autorytet wymiaru sprawiedliwości i całego państwa, pokutowało latami. Wedle zasady, że kruk krukowi oka nie wykole. Sędziowie latami bronili kolegów sędziów nawet w prozaicznych i oczywistych sprawach. Odmawiali uchylania im immunitetu nawet w przypadku banalnych wykroczeń drogowych. Dochodziło do tak bulwersujących sytuacji jak w przypadku sędziego z Puław, który po godzinach zajmował się lichwiarstwem. Uniknął odpowiedzialności, bo sąd dyscyplinarny umorzył jego sprawę. To nie wymiar sprawiedliwości, tylko wymiar kumoterstwa. Sędziowskie elity boją się rozliczania kompromitujących je afer. Boją się rachunku sumienia, który jest warunkiem ich wiarygodności. A są winni Polakom wyjaśnienia.

Jak to możliwe, że w Warszawie doszło do rozkwitu reprywatyzacyjnego złodziejstwa na gigantyczną skalę? Co mają do powiedzenia sędziowie, którzy wbrew zdrowemu rozsądkowi wyznaczali kuratorów dla spadkobierców i właścicieli warszawskich nieruchomości, mających rzekomo liczyć prawie 140 lat? Co mają do powiedzenia sędziowie, którzy akceptowali adwokatom pełnomocnictwa wystawione rzekomo przez kuratora z Karaibów? Nie byłoby „dzikiej reprywatyzacji” bez skandalicznych decyzji sądów, a starsi, często schorowani ludzie nie byliby wyrzucani ze swoich domów na bruk.

Dlaczego stowarzyszenia sędziowskie, tak chętnie podejmujące uchwały w sprawach politycznych, milczą w sprawie Sądu Apelacyjnego w Krakowie?! To ostatnie miejsce, gdzie można by się spodziewać bezprawia. A jednak przez lata zorganizowana grupa przestępcza, w której miał brać udział prezes tego sądu, wyłudziła ponoć z sądu co najmniej 30 mln zł. Sam prezes Sądu Apelacyjnego, a więc osoba postawiona na jednym z najwyższych stanowisk w sędziowskiej hierarchii, na fikcyjnych umowach miał zarobić – jak ustaliła prokuratura – kilkaset tysięcy złotych. W każdym demokratycznym państwie taka afera powinna wstrząsnąć sędziowskim środowiskiem. Jednak u nas nie było żadnej refleksji.

Kiedy sędziowskie środowisko rozliczy się z afery Amber Gold? Nie byłoby prawie 20 tys. poszkodowanych i niemal miliona złotych strat, gdyby nie sędziowie i przydzieleni właścicielowi Amber Gold sądowi kuratorzy, którzy tolerowali jego działalność, mimo że był już karany za oszustwa. A jedyna kara, jaka spotkała „sędziego na telefon”, czyli prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku, który deklarował podejmowanie decyzji pod dyktando premiera Donalda Tuska, polegała na przesunięciu go do pracy w innym sądzie. I to mimo że sprzeniewierzył się podstawowej zasadzie, jaką jest niezawisłość sędziowska.

Ile trzeba jeszcze patologii, by środowisko sędziowskie uderzyło się we własną pierś? Nie wystarczą takie kompromitacje jak pomylenie wyroków przez sąd we Wrocławiu? Do wyroku w jednej sprawie sąd dołączył uzasadnienie w innej. Nie wystarczą żenujące przypadki kradzieży w sklepach? Tymczasem sprawy dyscyplinarne przeciwko sędziom ciągnęły się latami i kończyły często albo umorzeniem ze względu na przedawnienie, albo uniewinnieniem. To historyczny moment, żeby położyć kres patologiom w sądownictwie, które przez długie lata opierało się dobrym zmianom. Dlatego rząd wprowadza je z determinacją.

Celem reformy jest usprawnienie postępowań sądowych. Jest też likwidacja biurokracji i przerostu funkcyjnych stanowisk w sądownictwie. Jest zagwarantowanie rzeczywistej niezależności szeregowym sędziom i uwolnienie ich od nacisków zwierzchników. Gwarancję bezstronności już daje wprowadzony przez nas losowy przydział spraw poszczególnym sędziom. Zapobiega on przydzielaniu ich „po uważaniu” przez prezesów sądów w myśl politycznych zamówień.

Nie da się też przywrócić dobrego imienia sędziów, jeśli nie będzie pełnej jawności ich majątków i uczciwych dyscyplinarnych postępowań. Dlatego – mimo olbrzymich oporów sędziowskiego środowiska – wprowadziliśmy jawne oświadczenia majątkowe. I dlatego w Sądzie Najwyższym powstaje autonomiczna Izba Dyscyplinarna, która ma rozpatrywać sprawy dyscyplinarne m.in. sędziów. To gwarancja, że niewygodne sprawy dotyczące przedstawicieli tego zawodu nie będą już zamiatane pod dywan.

Patologie w wymiarze sprawiedliwości są konsekwencją zaniechania jego reformy po upadku komunizmu. Polacy odzyskali wpływ na władzę ustawodawczą i wykonawczą. Wybierają w wolnych wyborach prezydenta i parlament. Ale władzę sądowniczą pozostawiono poza demokratyczną kontrolą.

Tolerancja wobec dużych win prowokowała więc bezkarność win małych. Zaraziła sędziów rozpoczynających swoją karierę jeszcze w czasach komunizmu i tych nowo przystępujących do zawodu sposobem myślenia, któremu dała wyraz sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego w Polsce. Oświadczyła, że ona i jej koledzy są „nadzwyczajną kastą ludzi”. Inni sędziowie zgotowali jej owację.

To przykład na to, że polscy sędziowie trwają w przekonaniu, iż mają prawo cieszyć się wyjątkowymi przywilejami i celebrować swoją władzę. Że stoją ponad zwykłymi obywatelami, zamiast im służyć i bronić przed krzywdą.

Opinią publiczną w Polsce wstrząsały takie skandale jak uniewinnienie posłanki opozycyjnej dziś Platformy Obywatelskiej, która została przyłapana na przyjęciu 100 tys. zł łapówki. Sąd jednocześnie skazał na więzienie szefów Centralnego Biura Antykorupcyjnego, którzy nakryli ją na korupcji. I jeszcze jedno wymowne porównanie. Prezes sądu z Gdańska, który umawiał się na spotkanie z ówczesnym premierem Donaldem Tuskiem, żeby podejmować korzystne dla niego decyzje w związku finansową aferą, nadal orzeka jako sędzia. A szef klubu parlamentarnego rządzącej wówczas PO Zbigniew Chlebowski, który kilka lat temu został przyłapany na spotkaniach z biznesmenami na cmentarzu i uzgadnianiu korzystnych dla nich ustaw, nie jest już posłem. Jego przypadek to dowód, jak skuteczne są demokratyczne metody weryfikacji. I właśnie takie standardy rząd wprowadza do sądownictwa. Celem reformy jest przywrócenie społecznej kontroli nad władzą sądowniczą, która w Polsce stała się państwem w państwie.

Fundamentalną zmianą, mającą chronić przed nadużyciami, jest wprowadzenie komputerowego systemu, który losowo przydziela sędziów do orzekania w konkretnych sprawach. Daje większe gwarancje bezstronności i niezawisłości składów sędziowskich.

To rozwiązanie chroni przed zarzutami, że sędziowie zostali celowo wybrani przez swoich zwierzchników do orzekania w konkretnych sprawach, by wydać oczekiwany wyrok. Zwiększa też niezależność szeregowych sędziów wobec prezesów sądów.

Nowoczesny system komputerowy pozwala jednocześnie na równomierne obłożenie pracą wszystkich sędziów. Dzięki niemu postępowania sądowe będą się toczyć szybciej i sprawniej.

Elementem reformy jest ponadto likwidacja biurokracji w sądach. Służy temu ograniczenie przerostu funkcyjnych stanowisk. Piastowała je prawie połowa sędziów – niemal 4 tys. z 10 tys. Zajmowali się administracyjnymi obowiązkami zamiast tym, do czego zostali powołani, czyli orzekaniem. Zmieniamy to. W ostatnim czasie ubyło kilkaset funkcyjnych stanowisk w sądownictwie.

Wprowadzamy również zasadę niezmienności składu sędziowskiego w rozpoczętych już postępowaniach. Częsta zmiana sędziów w trakcie procesu była dotąd ważnym powodem przewlekłości postępowań.

Rozpoczęliśmy jednocześnie cyfrową rewolucję w dziedzinie, która ma fundamentalne znaczenie dla polskich i zagranicznych przedsiębiorstw funkcjonujących w Polsce. Sprawy związane z wpisem do rejestru przedsiębiorców, składaniem wniosków i sprawozdań finansowych będą załatwiane drogą elektroniczną – przez internet. Temu ma również służyć radykalne uproszczenie postępowań w sprawach cywilnych, w tym gospodarczych. W sprawach, w których stronami są przedsiębiorcy, mają obowiązywać szybsze procedury.

Wysoką jakość pracy sądów ma zapewnić wprowadzenie do zawodu młodych i dobrze wykształconych sędziów. To zwłaszcza absolwenci elitarnej Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, powołanej na wzór uczelni funkcjonujących np. we Francji czy w Hiszpanii. Aby dobrze przygotować ich do sprawowania urzędu sędziego, przywróciliśmy instytucję asesora, a więc „sędziego na próbę”. Jeśli zostaną dopuszczeni do tych obowiązków przez niezależną od rządu Krajową Radę Sądownictwa, będą mogli podnosić swoje kwalifikacje. A w przyszłości środowisko sędziowskie, w tym przede wszystkim KRS, będzie współdecydować, czy powierzyć im urząd sędziego.

Dowodem na to, że zmiany wprowadzane w wymiarze sprawiedliwości okazują się słuszne, są wyniki zreformowanej przez ten rząd prokuratury. Większa skuteczność ścigania, znaczny wzrost liczby śledztw dotyczących przestępstw gospodarczych i finansowych oraz aktów oskarżenia w takich sprawach, skuteczniejsza walka z mafiami VAT-owskimi, prawie dwukrotny wzrost wartości majątków odebranych przestępcom – to najbardziej spektakularne efekty dokonanej w 2016 r. zmiany. Ponad dwa lata funkcjonowania zreformowanej prokuratury to także sukcesy głośne w mediach, jak: ustalenie podejrzanych o zabójstwo w 1992 r. byłego premiera PRL Piotra Jaroszewicza i jego żony; zatrzymanie podejrzanego o dokonanie w 1999 r. okrutnego mordu na krakowskiej studentce, którą sprawca torturował i obdarł ze skóry; postawienie przed sądem oskarżonych o śmierć w 1998 r. 17-letniej Iwony Cygan spod Tarnowa; ustalenie podejrzanego o zgwałcenie i doprowadzenie do śmieci innej młodej dziewczyny na Dolnym Śląsku w 1997 r., w której to sprawie został niesłusznie skazany Tomasz Komenda i spędził 18 lat w więzieniu; postawienie przed sądem zorganizowanej grupy przestępczej odpowiedzialnej za wielomilionowe wyłudzenia w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie, w tym prezesa tego sądu.

W 2017 r. prokuratura zakończyła prawie 970 tys. spraw, a więc o ponad 130 tys. więcej niż przed reformą, czyli w 2015 r. Jednocześnie znacząco wzrosła liczba postępowań zwieńczonych skierowaniem do sądów aktów oskarżenia – z niespełna 180 tys. w 2015 r. do ponad 200 tys. w 2017 roku.

Stało się tak mimo że zreformowana prokuratura wzięła też na siebie ciężar wyjaśniania zaniedbanych spraw z przeszłości. Podjęła i intensywnie prowadzi tysiące postępowań, które zostały pochopnie zakończone lub zawieszone, w tym kilkaset związanych z tzw. dziką reprywatyzacją w Warszawie. W 2017 r. prokuratorzy prowadzili ponownie prawie 100 tys. przedwcześnie zakończonych postępowań i ponad 42 tys. spraw podjętych z zawieszenia. O wysokiej merytorycznej jakości pracy prokuratorów i skrupulatnym zbieraniu dowodów świadczy to, że w istotny sposób spadła liczba osób uniewinnianych przez sądy: z prawie 14 tys. w latach 2014–2015 do niespełna 12 tys. w latach 2016–2017, co stanowiło 1,9 proc. wszystkich osób osądzonych.

Zreformowana prokuratura intensywnie zajęła się przestępstwami finansowymi i gospodarczymi, które są szczególnie dokuczliwe dla zwyczajnych Polaków, godzą w prawidłowe funkcjonowanie wolnego rynku i narażają na miliardowe straty skarb państwa. Liczba postępowań dotyczących takich przestępstw, a zarejestrowanych w prokuraturze w latach 2016–2017, wzrosła w stosunku do lat 2014–2015 aż o 60 proc. Liczba najpoważniejszych postępowań związanych z wyłudzeniami ze skarbu państwa podatku VAT zwiększyła się w 2017 r. o 47 proc. w stosunku do 2014 r., liczba aktów oskarżenia w sprawach dotyczących VAT – prawie dwukrotnie, a liczba podejrzanych objętych nowymi, uzupełnionymi bądź zmienionymi zarzutami – o niemal dwie trzecie. W tego typu sprawach po 2016 r. nastąpił też prawie trzykrotny wzrost liczby oskarżonych.

Dowodem profesjonalizmu prokuratorów jest efektywniejsze ustalanie skali przestępczej działalności, o czym świadczy raptowny wzrost kwot objętych zarzutami uszczupleń podatkowych bądź narażenia na uszczuplenie. W 2017 r. zwiększyły się one do prawie 20,3 mld zł, a więc o 88 proc. w stosunku do 2014 r. i aż o 190 proc. w stosunku do 2015 r.

Jednocześnie aż o 89 proc. wzrosła wartość faktycznie zabezpieczonego mienia – z 755 mln zł w 2015 r. do ponad 1,43 mld zł w 2017 r. To szczególnie ważne, ponieważ pozbawianie sprawców owoców ich przestępczej działalności to warunek skutecznego zwalczania przestępczości gospodarczo-finansowej. Pomocnym prokuraturze instrumentem prawnym jest przy tym nowo wprowadzona tzw. konfiskata rozszerzona. Wartość zabezpieczonego z tego tytułu mienia przekroczyła w 2017 r. 565 mln zł.

Sukcesy nie byłyby możliwe bez wprowadzonych wraz z reformą zmian instytucjonalnych. W 2016 r. utworzono w Prokuraturze Krajowej Departament ds. Przestępczości Gospodarczej. Liczne wydziały odpowiedzialne za ściganie przestępczości gospodarczej powstały także w prokuraturach regionalnych i okręgowych, a prokuratorzy zostali objęci system profesjonalnych szkoleń w tej dziedzinie.

Ale sprawiedliwe państwo to nie tylko skutecznie działająca prokuratura i sprawne sądy. To także dobre prawo. Takie, dzięki któremu Polacy będą mogli się poczuć bezpiecznie. Sprawiedliwe państwo to nie jest pobłażliwe państwo. Kary muszą więc być na tyle surowe, by skutecznie odstraszały przed popełnianiem przestępstw. Muszą być dolegliwe dla skazanych, dawać ofiarom poczucie zadośćuczynienia, a wszystkim Polakom – przywracać wiarę w sprawiedliwość.

Dotyczy to przestępstw przeciwko zwyczajnym obywatelom, ale także przeciwko państwu, które nie może pozwalać, by okradali je przestępcy gospodarczy i aferzyści na wielką skalę. Każda złotówka ukradziona państwu to złotówka wyciągnięta z kieszeni obywateli. To pieniądze, które powinny służyć ważnym społecznie celom, jak program Rodzina 500+ czy choćby podwyżki emerytur. Dobre prawo ma także gwarantować bezpieczeństwo Polakom w sferze socjalnej – gdy ubiegają się o alimenty na swoje dzieci albo prowadzą dramatyczną walkę, by z powodu długów nie stracić wszystkiego i nie znaleźć się w sytuacji beznadziejnej, bez perspektyw na dalsze życie.

Gruntowna reforma prawa jest więc w interesie wszystkich Polaków, którym należy się bezpieczeństwo. Ma je zapewnić nie tylko walka z przestępstwami przeciwko życiu i zdrowiu. Znacznie częstsze, a przez to bardziej dokuczliwe dla przeciętnych Polaków, są przestępstwa przeciwko ich mieniu – także te pozornie drobne, jak kradzieże kieszonkowe, ale czasem pozbawiające ofiary środków do życia. Równie częste są oszustwa – te dokonywane przez sprzedawców, również internetowych, ale także naciąganie nieświadomych ludzi na pożyczki o lichwiarskim oprocentowaniu albo polisolokaty.

Kary też muszą być współmierne do ciężaru zbrodni. Muszą skutecznie odstraszać sprawców przestępstw, a nie utwierdzać ich w poczuciu bezkarności. Gruntowna reforma Kodeksu karnego kończy z filozofią, według której nawet najbardziej zwyrodniałych przestępców można resocjalizować. Celem jest przede wszystkim odizolowanie ich jak najdłużej od społeczeństwa. Zmiany w Kodeksie karnym zakładają więc likwidację osobnej kary 25 lat pozbawienia wolności i wprowadzenie elastycznego wymiaru: od 15 dni do  30 lat pozbawienia wolności oraz dożywocia.

Poczucie sprawiedliwości i konieczność odstraszania przed dokonywaniem przestępstw wymaga, by zwłaszcza te najgroźniejsze spotykały się z możliwie surową karą. Dlatego zmiany zakładają ich zaostrzenie. Ministerstwo Sprawiedliwości już zgłosiło projekt, według którego za gwałt na dziecku będzie grozić od 3 do 20 lat (dziś od 3 do 15), na ciężarnej – od 5 do 15 lat (dziś od 2 do  12 lat). I nie będzie możliwości warunkowego zwolnienia w przypadku skazanych na dożywocie gwałcicieli, którzy doprowadzili do śmierci dziecka. Zwyrodniali przestępcy spędzą w więzieniu resztę życia.

Elementem walki z przestępczością seksualną jest też wprowadzony już z sukcesem rejestr sprawców takich przestępstw. Pozwala nie tylko walczyć z tą groźną przestępczością, lecz również jej zapobiegać. Zbyt wielu sprawców przestępstw seksualnych dopuszcza się ich ponownie po wyjściu na wolność. Dlatego Polacy mają prawo wiedzieć, czy najbardziej zdegenerowani przestępcy mieszkają w ich pobliżu, a placówki oświatowe i wychowawcze muszą weryfikować zatrudniane osoby.

Kończymy też z pobłażliwością dla przestępców gospodarczych na wielką skalę. Zaostrzone dzięki Ministerstwu Sprawiedliwości kary dla oszustów VAT-owskich przyniosły nie tylko większe o dziesiątki miliardów przychody skarbowi państwa, lecz także udowodniły, że surowe kary dają pożądany efekt. Konsekwencją są więc propozycje kolejnych zmian, zwłaszcza w Kodeksie karnym. Dziś za przyjęcie łapówki powyżej 200 tys. zł grozi od 2 do 12 lat więzienia. Nowe prawo ma działać odstraszająco na tych, którzy wikłają się w wielkie afery. Przyjęcie korzyści majątkowej powyżej miliona złotych będzie zagrożone karą od 3 do 20 lat pozbawienia wolności. W przypadku fałszerstw na wielką skalę, a więc powyżej 10 mln, prawo pozwoli orzekać kary w przedziale od 5 do 25 lat więzienia. Dziś jest mało elastyczne – zakłada kary od 5 do 15 oraz 25 lat pozbawienia wolności.

Zreformowany Kodeks karny ma też skuteczniej chronić publiczny majątek i fundusze. Precyzyjne przepisy ułatwią walkę z „ustawianiem” przetargów, gdy są w nie choćby częściowo zaangażowane publiczne pieniądze – rządowe, samorządowe albo z Unii Europejskiej. W budzących wątpliwości sprawach prokuratura będzie mogła podejmować działania z urzędu, a nie czekać na złożenie zawiadomienia. Będzie to możliwe na każdym etapie przetargów – zarówno gdy są przygotowywane, jak i wtedy, gdy już trwają albo zostały przeprowadzone.

Cały wymiar sprawiedliwości ma więc stawać w obronie bezbronnych i słabszych, a prawo ma być jasne, nie dawać pola do nadużyć i chronić interesy zwykłych ludzi. Wiele już dla osiągnięcia takiego stanu rzeczy w Polsce zrobiliśmy, ale przed nami jeszcze sporo pracy – konsekwentnie realizowanej, by ostatecznie przywrócić sprawiedliwość. I normalność.

Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości

Wydanie „Polskiego Kompasu 2018” dostępne jest na stronie www.gb.pl a także w aplikacji „Gazety Bankowej” na urządzenia mobilne

Polecamy i zachęcamy do lektury tego wyjątkowego rocznika

Komentarze