Informacje

fot. Pixabay / autor: fot. Pixabay
fot. Pixabay / autor: fot. Pixabay

Hongkong: Zatrzymania opozycjonistów

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano · 30 sierpnia 2019, 11:45

  • 1
  • Tagi: Azja gospodarka Hongkong Polityka protest
  • Powiększ tekst

Policja w Hongkongu zatrzymała w piątek wpływowych działaczy demokratycznych Joshuę Wonga i Agnes Chow w związku z trwającymi w mieście od wielu tygodni protestami. Władze ostatecznie odmówiły również zgody na planowaną na sobotę pokojową manifestację.

Wong został „nagle wepchnięty do prywatnego samochodu”, gdy rano szedł na stację metra South Horizons w południowej części wyspy Hongkong - opisała jego zatrzymanie partia Demosisto, której jest on sekretarzem generalnym. Chow zatrzymano w domu - poinformowała partia na Facebooku.

Policja potwierdziła zatrzymanie obojga 22-latków. Wong jest podejrzewany o organizację nielegalnego zgromadzenia przed kwaterą główną policji w dzielnicy Wan Chai 21 czerwca, a także o udział i namawianie innych do udziału w tej demonstracji. Chow też jest podejrzana o udział i namawianie do udziału w tym samym proteście.

Rząd szerzy w Hongkongu biały terror i straszy Hongkończyków, by nie wychodzili walczyć o prawa, na które zasługują. Wzywamy Hongkończyków, by wychodzili w każdej sytuacji, na zgromadzenia i protesty, by Hongkong znów stał się Hongkongiem” - skomentował wiceprezes Demosisto Isaac Cheng.

Również w piątek władze Hongkongu odrzuciły apelację Obywatelskiego Frontu Praw Człowieka (CHRF) i nie wydały zezwolenia na planowaną przez niego na sobotę kolejną dużą, pokojową demonstrację. W związku z tym Front poinformował, że marsz odbędzie się w innym terminie.

W nocy z czwartku na piątek założyciel proniepodległościowej Hongkońskiej Partii Narodowej (HKNP) Andy Chan przekazał na Facebooku, że został zatrzymany na lotnisku w Hongkongu, z którego miał odlecieć do Tokio. Policja poinformowała, że na lotnisku zatrzymano mężczyznę o nazwisku Chan pod zarzutem udziału w zamieszkach i napaści na policjanta.

Fala zatrzymań wpływowych działaczy zbiega się w czasie z aktami przemocy wobec organizatorów protestów. W czwartek dwóch zamaskowanych osobników uzbrojonych w kij bejsbolowy i nóż napadło w restauracji na prominentnego działacza CHRF Jimmy’ego Shama, w wyniku czego do szpitala trafił jego asystent. Tego samego dnia zaatakowany został również Max Chung, organizator marszu protestu przeciwko triadom (hongkońskim grupom przestępczym) w miejscowości Yuen Long 27 lipca.

Joshua Wong i Agnes Chow to kluczowe postacie masowych demonstracji z 2014 roku, gdy tysiące Hongkończyków okupowały część centrum miasta przez 79 dni, domagając się prawdziwej demokracji w wyborach władz Hongkongu. Protesty, które przeszły do historii jako rewolucja parasolek, nie osiągnęły jednak swojego celu politycznego.

Trwające obecnie demonstracje znacznie różnią się od tych z 2014 roku. Według samych protestujących oraz wielu ekspertów w odróżnieniu od rewolucji parasolek nie mają one liderów i w znacznej części opierają się na spontanicznych decyzjach zapadających na komunikatorach internetowych. Często dochodzi też do brutalnych starć pomiędzy radykalnymi grupami demonstrantów a policją.

Nawet Joshua Wong nie ma wiodącej roli w tym ruchu. Jeśli pojawiłby się ktoś, kto określałby się jako organizator, myślę, że szybko zostałby zmarginalizowany przez uczestników” - mówił wcześniej PAP politolog z Uniwersytetu Lingnan w Hongkongu Samsonu Yuen, który wraz z grupą innych naukowców przeprowadził szeroko zakrojone badanie ankietowe wśród demonstrantów.

Demonstracje zaczęły się od sprzeciwu wobec projektu nowelizacji prawa ekstradycyjnego, który przewiduje możliwość odsyłania podejrzanych do Chin kontynentalnych. Z czasem do postulatów doszło również m.in. żądanie powszechnych, demokratycznych wyborów szefa administracji Hongkongu oraz członków lokalnego parlamentu.

Popierana przez Pekin szefowa władz regionu Carrie Lam wykluczyła ustępstwa wobec protestujących i przestrzegała, że radykalne wystąpienia „spychają Hongkong na krawędź bardzo niebezpiecznej sytuacji”. Rząd centralny porównywał demonstrantów do terrorystów i oskarżał o sianie fermentu w Hongkongu „obce siły”. Dawał również do zrozumienia, że może stłumić protesty przy użyciu wojska.

PAP/ as/

Komentarze