Informacje

Ostrzelane przez armię turecką miasto Ras-al-Ein, północna Syria / autor: PAP/EPA/Stringer
Ostrzelane przez armię turecką miasto Ras-al-Ein, północna Syria / autor: PAP/EPA/Stringer

W północnej Syrii robi się wrzący kocioł

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • 12 października 2019
  • 10:13
  • 0
  • Tagi: Kurdowie polityka Syria Turcja USA wojna
  • Powiększ tekst

Wojska USA w północnej Syrii znalazły się w piątek pod ostrzałem artyleryjskim tureckiej armii - poinformował w piątek wieczorem czasu lokalnego Departament Obrony USA, dodając, że wyniku ostrzału nie ucierpiał żaden amerykański żołnierz.

Do eksplozji doszło kilkaset metrów od bazy USA w pobliżu przygranicznej miejscowości Kobane” - powiedział rzecznik Pentagonu Brook DeWalt. Dodał, że strona turecka doskonale wiedziała, że na tym obszarze znajdują się siły amerykańskie. Poinformował, że żołnierze USA pozostali w tej bazie.

Władze w Ankarze zaprzeczyły, że turecka armia ostrzelała wojska amerykańskich lub siły innych sojuszników w walce z Państwem Islamskim (IS). Ministerstwo obrony oświadczyło, że graniczny posterunek tureckiej armii niedaleko miasta Suruc został ostrzelany z pobliskich wzgórz, które położone są zaledwie kilometr o amerykańskiej bazy.

Żołnierze milicji kurdyjskiej bronią miasta Ras-al-Ein, północna Syria / autor: PAP/EPA/Stringer
Żołnierze milicji kurdyjskiej bronią miasta Ras-al-Ein, północna Syria / autor: PAP/EPA/Stringer

W samoobronie ostrzelaliśmy pozycje „terrorystów” (tak zazwyczaj określają tureckie władze kurdyjskie milicje w Syrii - PAP), ale w żadnym wypadku nie była to forma ostrzału punktu obserwacyjnego wojsk USA. Przed otwarciem ognia podjęliśmy wszelki środki ostrożności, by uniknąć szkód w bazie USA. Po sygnale od strony amerykańskiej wstrzymaliśmy ostrzał” - wyjaśniło w komunikacie ministerstwo obrony Turcji.

USA żądają od Turcji, by unikała działań, które mogłyby pociągnąć za sobą natychmiastową reakcję w ramach samoobrony” - podkreślił rzecznik Pentagonu.

Wcześniej w piątek generał Mark Milley, szef Kolegium Szefów Sztabów sił zbrojnych USA, powiedział, że Turcja, sojusznik USA w NATO, została poinformowana o pozycjach wojsk amerykańskich w północnej Syrii. „Wszyscy doskonale wiemy, że jesteśmy armią USA i zastrzegamy sobie prawo do samoobrony” - stwierdził Milley.

Milicja protureckich Syryjczyków bierze udział w ofesywie tureckiej / autor: PAP/EPA/Sedat Suna
Milicja protureckich Syryjczyków bierze udział w ofesywie tureckiej / autor: PAP/EPA/Sedat Suna

Turcja rozpoczęła w środę operację militarną w północno-wschodniej Syrii, wymierzoną w kurdyjskie milicje o nazwie Ludowe Jednostki Samoobrony (YPG), które Ankara uważa za terrorystów; są one jednak wspierane przez Zachód i stanowią główny trzon syryjskich sił SDF, które odegrały decydującą rolę w pokonaniu Państwa Islamskiego w Syrii; SDF kontrolują obecnie większość północnych terenów tego kraju.

Według Reutera, który powołuje się na niewymienioną z nazwy organizację monitorującą ofensywę, od pierwszych dni ataku śmierć poniosło ponad sto osób, w tym 17 cywilów.

Szef organizacji Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka Rami Abdul Rahman przekazał w sobotę, że liczba zabitych wśród kurdyjskich bojowników w Syrii wzrosła do 74; większość z nich zginęła w Tall Abjad. Po stronie wspieranych przez Turcję syryjskich rebeliantów zginęło zaś 49 bojowników. Do 20 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych wśród cywilów.

W sobotę rano tureckie ministerstwo obrony poinformowało, że od początku operacji „zneutralizowano” 415 bojowników YPG.

Ofensywa ruszyła po ogłoszeniu przez prezydenta Donalda Trumpa decyzji o wycofaniu żołnierzy amerykańskich z północnej Syrii. Kurdowie określili ją jako „cios w plecy”. W czwartek Trump napisał na Twitterze, odnosząc się do tej operacji, że „rozmawia z obiema stronami” konfliktu i ostrzegł Turcję, by „grała zgodnie z regułami gry”.

PAP, sek

Komentarze