TYLKO U NAS
Zagraniczny kapitał zainteresowany polskimi obligacjami
Wyprzedaż amerykańskich obligacji ma swoich zwolenników i przeciwników. A tak naprawdę nie wiadomo, na jaką skale on się odbywa, i czy nie jest tylko klasyczną dywersyfikacją, normalną w nienormalnych czasach. Polska na trendzie Sell America może sporo skorzystać.
Według jednej opcji, wyprzedaż Ameryki – Sell America - już trwa, według drugiej – nic takiego się nie dzieje, gdyż nie ma alternatywy dla amerykańskiego rynku. USA rządzą światowymi finansami, a ich rynek jest największy i najbardziej płynny.
Nie ma alternatywy dla USA
Może być jednak i tak, że obie strony mają rację. Rynki nie działają na zasadzie zero-jedynkowej, a chociaż dolar pozostaje fundamentem globalnych portfeli, inwestorzy zaczęli szukać innych opcji.
Takiego zdania jest Wei Yao, główna ekonomistka Societe Generale ds. bankowości korporacyjnej i inwestycyjnej. „Nie ma realnego zamiennika dla dolara ani amerykańskich aktywów jako fundamentu globalnego portfela, a mimo to dywersyfikacja jest wykonalna. Potwierdza to analiza danych dotyczących globalnych przepływów kapitałowych od początku drugiej kadencji Trumpa” – mówi Wei, cytowana przez MarketWatch.
Według niej, USA wciąż przyciągają połowę światowych inwestycji. Jednak ich udział w napływie kapitału dłużnego spada — za sprawą inwestorów z Azji i Europy — podczas gdy udział USA w przepływach akcyjnych rośnie.
Jednym słowem, inwestorzy ze Starego Kontynentu i Azji coraz rzadziej kupują amerykańskie obligacje, natomiast amerykańskie spółki notowane na giełdzie wciąż przyciągają globalny kapitał.
Analiza Wei Yao opiera się na przepływach sięgających 2,6 bln dol. z 27 dużych gospodarek w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2025 roku (nie obejmuje więc najnowszych zawirowań rynkowych, do których doszło w związku z zatrzymaniem prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro oraz planami przejęcia Grenlandii przez USA).
Wei Yao podkreśla jednak, że relokacja kapitału ma swoje granice. „Kraje z dużą nadwyżką na rachunku obrotów bieżących — mianowicie Europa i Azja Północna — nadal pozostają największymi eksporterami kapitału do reszty świata i do USA. Odpływ kapitału od ich rezydentów wzrósł jeszcze bardziej po wyborach (Trump 2.0). Tymczasem inwestorzy amerykańscy znacznie mniej inwestowali w zagraniczne papiery wartościowe” — powiedziała.
Mówiąc wprost, Europa i Azja Północna mają tak dużą nadwyżkę kapitału, że muszą być jego eksporterami, często do USA. Dopóki oba te regiony nie zaczną więcej konsumować lub importować, ich kapitał nie będzie miał innego wyjścia, jak inwestować za granicą.
Duże zyski dla Polski
W rozmowie Wei Yao z MarketWatch pojawia się w tym momencie wątek polski: główna ekonomistka Societe Generale zwraca uwagę, że niewielkie wyjście funduszy z USA może oznaczać duże zyski dla innych. Wei Yao twierdzi, że na przykład Polska, Meksyk i Filipiny odnotowały znaczący wzrost udziału w rynku w alokacjach papierów dłużnych.
Polska jako beneficjent należący do rynków wschodzących, który zyskał na odpływie kapitału dłużnego z USA, widnieje także w rekomendacji Daniela von Ahlena, stratega z TS Lombard (TS Lombard to międzynarodowa firma doradcza z siedzibą w Londynie). „Strategia Sell America powróciła” –pisze Daniel von Ahlen, cytowany przez „Barron’s”. Firma stawia na koszyk niedowartościowanych walut europejskich (m.in. z Czech i Polski), które mogłyby pośrednio skorzystać na wydatkach Niemiec.
Co dla USA jest niewielką, ledwo odczuwalną zmianą, dla takich rynków, jak Polska oznacza potężny zastrzyk kapitału. Nawet skromny odwrót od USA generuje ogromne napływy dla mniejszych gospodarek.
Mechanizm jest stosunkowo prosty: gdy globalne fundusze emerytalne i inwestycyjne postanawiają zmniejszyć ekspozycje na amerykański dług, szukają rynków, które oferują wyższe rentowności, są stabilne ekonomicznie i płynne. Polska spełnia wszystkie te kryteria: nasze papiery oferują wyższe oprocentowanie niż amerykańskie, posiadamy inwestycyjny ranking kredytowy, jesteśmy jednym z największych i najbardziej płynnych rynków w Europie Środkowo-Wschodniej.
Przeniesienie zainteresowania na Polskę – co już się dzieje, o czym świadczy zainteresowanie polskim długiem ze strony Societe Generale i rekomendacje TS Lombard – oznacza, że rząd może taniej pożyczać pieniądze na rynkach międzynarodowych.
Oczywiście, ma to również swoje ciemne strony, ponieważ rodzi ryzyko „gorącego pieniądza”, czyli uzależnienia polskiej gospodarki od globalnego sentymentu. Nagły wzrost strachu, czyli włączenie trybu risk-off, to sygnał wycofywania kapitału z rynków wschodzących, takich jak Polska, ze wszystkimi tego przykrymi konsekwencjami: osłabieniem złotego i wzrostem rentowności obligacji skarbowych.
Stanisław Koczot, zastępca redaktora naczelnego wGospodarce.pl i „Gazety Bankowej”
»» Odwiedź wgospodarce.pl na GOOGLE NEWS, aby codziennie śledzić aktualne informacje
»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:
Ubój na użytek własny po nowemu
Zakupy broni: Polak zapłaci, Niemiec podwójnie wygrany?
Najem wyraźnie stracił na atrakcyjności
»»Złoto na huśtawce! – oglądaj „Piatkę wGospodarce” w telewizji wPolsce24
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.