Opinie

Fot. wGospodarce.pl
Fot. wGospodarce.pl

NBP: decyzyjność za grosik

Rafał Zaza

Dziennikarz i publicysta ekonomiczny

  • Opublikowano: 26 października 2013, 11:36

    Aktualizacja: 26 października 2013, 11:46

  • 6
  • Powiększ tekst

Emisja jedno, dwu a nawet pięciogroszówek dawno już straciła sens z powodu narastającej inflacji i wysokich kosztów ich bicia. Narodowy Bank Polski wyraźnie nie wie, co uczynić z tym fantem, imając się rożnych pomysłów. Ostatni z nich jest wręcz koszmarny.

Prezes NBP Marek Belka coraz bardziej grzęźnie w problem, który wydaje się być nierozwiązywalny, niczym skup butelek po napojach w PRL. Szacuje się, że wybicie jednogroszowej  monety kosztuje nawet... 2,5- 5 groszy. Co roku NBP emituje ok. 270 mln nowych jednogroszowych oraz 150 mln dwugroszówek. Na początku br. w obiegu było już 4,3 mld sztuk jednogroszówek i 2,7 mld sztuk dwugroszówek. Według szacunków sprzed kilku lat S. Skrzypka, tragicznie zmarłego w katastrofie lotniczej w Smoleńsku prezesa NBP, wycofanie  z obiegu najdrobniejszych monet przyniosłoby roczne oszczędności rzędu 20 mln zł. Za tę kwotę można wybudować np. duży i dobrze wyposażony szpital. Od dawna konsumenci mają poważny problem z upłynnianiem tego „złomu” w sklepach. W wielu domach zalegają worki z „miedziakami”, do których sklepikarze odnoszą się z wyraźną niechęcią. W styczniu br. Przemysław Kuk, dyrektor biura prasowego NBP narzekał że:

„Polacy, niestety, odkładają najmniejsze monety w domu, przez co w obiegu nie ma ich wystarczająco dużo”.

Jeśli ktoś jeszcze korzysta na istnieniu tych „miedziaków”, to duże, zagraniczne sieci handlowe, które pobierają za towary zapłatę z końcówką „99 gr.”, a klienci zazwyczaj  machają ręką na wydanie groszowej renty. Obrót robi marketom dodatkowe zyski.

„Prezes NBP może wycofywać z obiegu określone znaki pieniężne. Po upływie terminu określonego przez prezesa NBP znaki te przestają być prawnym środkiem płatniczym na obszarze RP i podlegają wymianie w wyznaczonych bankach"

- tak stanowi art. 33 ust. 2 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. o NBP. Jeszcze w 2003 r. w Czechach wycofano najmniejsze monety: 10- i 20-halerzówki. Zdecydował się na to także Centralny Bank Rosji, zaprzestając produkcji monet o nominale jednej kopiejki. W swojej impotencji NBP już trzeci rok buja się z problemem. Emanuje za to kolejnymi pomysłami. Kwestia wycofania z obiegu „miedziaków” za kadencji M. Belki jako szefa NBP wraca jak bumerang. Jeszcze w styczniu br. gruchnęła na rynku wieść, że NBP zaczął starania o wycofanie z obiegu monet o najniższym nominale. W planach działalności Banku na lata 2013-15 znalazła się informacja, że chce on prowadzić działania zmierzające do wprowadzenia ustawowego obowiązku zaokrąglania płatności. Efektem końcowym miało być poważne ograniczenie w obiegu monet o najniższych nominałach, a w drugim półroczu tego roku - kontynuowanie działań zmierzających do całkowitego zaprzestania ich bicia. NBP szybko zdementował tę informację. Nieoficjalnie jednak mówiło się o tym, że okoniem do planów banku centralnego stanął sam J.V.Rostowski.

Przyszedł czerwiec, a wraz nim nowy pomysł:

- Monety ze stali powlekanej mosiądzem funkcjonują z powodzeniem już w ponad stu krajach na świecie - to sprawdzone rozwiązanie. Nowe monety 1-, 2 - i 5-groszowe będą wyglądały identycznie, jak będące obecnie w obiegu. Będą też ważyły dokładnie tyle samo, zmieni się tylko ich grubość o około 10 proc.

– zapowiadał w mediach  Marcin Kaszuba, dyrektor w NBP.

Produkcja miała być kontynuowana, ale taniej. Kilka dni temu "Puls Biznesu" napisał, że NBP planuje przenieść produkcję drobnych monet do mennicy w Wielkiej Brytanii, być może do The Royal Mint w Walii. Przez pierwsze trzy lata po denominacji zrobionej przez Hannę Gronkiewicz-Waltz, ówczesnego prezesa NBP, polskie monety były produkowane właśnie w Wielkiej Brytanii. Bicie groszówek może zostać odebrane Mennicy Polskiej SA, która podobno jest za droga. Jeśli nie do GB, będzie zlecone do innego kraju. Wszystko oczywiście odbędzie się (jak zawsze za rządów koalicji wszechczasów PO-PSL) w zgodzie z prawem, w trybie przetargowym. Nietrudno się domyślić, że planami NBP nie jest zachwycony Zbigniew Jakubas, który wraz ze swoimi spółkami kontroluje Mennicę Polską. Jest to nowoczesna fabryka spełniająca wszelkie standardy europejskie i światowe. Tomasz Bukowski, przewodniczący „Solidarności” Mennicy mówi, że

produkcja monet w Polsce trwa nieprzerwanie od ponad 247 lat, a teraz zostanie całkowicie przeniesiona za granicę".

Twierdzi, że:

"Brytyjczycy chcą przejąć produkcję i nie zawahają się zaoferować dumpingowych cen  (…) Na wyprowadzeniu produkcji drobnych monet poza Polskę straci wiele przedsiębiorstw współpracujących z mennicą m.in. drukarnie i sklepy numizmatyczne, nie mówiąc o utracie wyspecjalizowanych pracowników"

- zapowiada  Tomasz Bukowski”.

Możliwe, że najnowszy plan NBP to tylko zagranie w negocjacjach cenowych z Jakubasem. Bank centralny na razie milczy jak grób. Bicie monet za granicą wydaje się już najgłupszym z możliwych rozwiązań i nie mającym nic wspólnego z tzw. „patriotyzmem gospodarczym”. NBP nadal by do tego interesu dopłacał, tylko tym razem podmiotowi zagranicznemu. Zdecydowanie lepiej wycofać „miedziaki” z obiegu i poniechać wreszcie tej bezsensownej produkcji.

Powiązane tematy

Komentarze