Informacje

Turów / autor: fot. PGE
Turów / autor: fot. PGE

Solidarność rusza walczyć o Turów - do Brukseli!

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 22 października 2021, 09:00

  • 3
  • Powiększ tekst

W piątek o godz. 10 w Luksemburgu pod siedzibą Trybunału Sprawiedliwości UE rozpocznie się protest górniczej Solidarności w obronie kopalni węgla brunatnego Turów. Związkowcy nie zgadzają się na zamknięcie Turowa; w zamian proponują zamknięcie Trybunału.

O planowanej demonstracji pod siedziba TSUE informował pod koniec września przewodniczący Solidarności Piotr Duda.

Przewodniczący NSZZ Solidarność Kopalni Węgla Brunatnego Turów Wojciech Ilnicki tłumaczył w rozmowie z PAP, że protest związkowców ma się rozpocząć o godz. 10. Informował również, że protestujący mają zamiar wręczyć petycję i postanowienie o zamknięciu Trybunału.

Jak nas chcą zamknąć, to my zamykamy TSUE. Krajowy zjazd delegatów NSZZ Solidarność przez uprawnienia nadane przez przewodniczącego i komisję krajową podjął decyzję o zabezpieczeniu przez zamknięcie TSUE. Podjął tę decyzję jednoosobowo, bo krajowy zjazd delegatów dał takie pełnomocnictwo przewodniczącemu Piotrowi Dudzie” - mówił związkowiec.

20 września br. wiceprezes TSUE Rosario Silva de Lapuerta zobowiązała Polskę do zapłaty na rzecz Komisji Europejskiej okresowej kary pieniężnej w wysokości 500 tys. euro dziennie. Chodziło o niewykonanie postanowienia wiceprezes z 21 maja 2021 r. ws. natychmiastowego wstrzymania wydobycia w kopalni Turów do czasu merytorycznego rozstrzygnięcia sprawy. Pod koniec lutego Czechy wniosły do TSUE ws. rozbudowy kopalni węgla brunatnego Turów skargę przeciwko Polsce wraz z wnioskiem o zastosowanie tzw. środków tymczasowych, czyli o nakaz wstrzymania wydobycia.

Ilnicki informował, że po piątkowej demonstracji przed TSUE związkowcy chcą udać się pod ambasadę Republiki Czeskiej w Luksemburgu. Tam również chcą wręczyć petycję.

Nie podoba nam się to, co zrobił oligarcha Babisz, który dla swoich prywatnych korzyści pogarsza stosunki między naszymi krajami, między sąsiadami” - wskazywał związkowiec.

16 października szef Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki „S” Jarosław Grzesik informował, że związkowcy dostali oficjalną zgodę ze strony władz Luksemburga na protest przed siedzibą TSUE. Tłumaczył, że maksymalnie można było zgłosić 2000 uczestników demonstracji i tyle też zgłoszono.

W maju TSUE - odpowiadając na wniosek Czech - nakazał natychmiastowe wstrzymanie wydobycia węgla w kopalni Turów. Polski rząd ogłosił, że kopalnia nadal będzie pracować i rozpoczął rozmowy ze stroną czeską. 20 września TSUE postanowił, że Polska ma płacić Komisji Europejskiej 500 tys. euro dziennie za niewdrożenie środków tymczasowych i niezaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów.

Od czerwca trwały też bezpośrednie polsko-czeskie negocjacje dot. wypracowania umowy międzyrządowej ws. Turowa. Po 17 rundach rokowań z udziałem przedstawicieli resortów ochrony środowiska i spraw zagranicznych oraz ekspertów i przedstawicieli samorządów, a także kierownictwa kopalni, 30 września minister klimatu Michał Kurtyka poinformował, że rozmowy zakończyły się fiaskiem. Według informacji czeskiej strony nie porozumiano się co do czasu obowiązywania umowy. Strona polska krytykowała brak możliwości jej wypowiedzenia.

W środę czeskie ministerstwo środowiska zaproponowało stronie polskiej wznowienie negocjacji w sprawie kopalni Turów. Rzeczniczka resortu Petra Roubiczkova powiedziała, że ma on poparcie przedstawicieli koalicji, która negocjuje powstanie nowego rządu Czech. Propozycja wznowienia negocjacji jest odpowiedzią na opublikowany w środę apel samorządowców kraju (województwa) libereckiego, którzy wezwali ministrów odchodzącego rządu Czech do kontynuowania negocjacji z Polską. Przekonywali, że nie można czekać dwa-trzy miesiące, aż po wyborach ukonstytuuje się nowy gabinet.

Szef resortu klimatu Michał Kurtyka wskazał, komentując propozycję Czechów, że chęć powrotu strony czeskiej do rozmów daje nadzieje na korzystne rozwiązanie sporu. Dodał, że propozycja jest analizowana.

Trzeba być tam gdzie zapadła decyzja

Jedziemy do Luksemburga, bo nie ma sensu manifestować w Warszawie. Trzeba się pokazać tam, gdzie zapadła decyzja o zamknięciu kopalni - powiedział PAP Bogumił Tyszkiewicz, przewodniczący Niezależnego Związku Zawodowego Górników KWB Turów.

O planowanym proteście przed siedzibą Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu poinformował pod koniec września przewodniczący Solidarności Piotr Duda. W ubiegły piątek związkowcy otrzymali oficjalną zgodę ze strony władz Luksemburga na zorganizowanie manifestacji.

W rozmowie z PAP przewodniczący Niezależnego Związku Zawodowego Górników KWB Turów Bogumił Tyszkiewicz poinformował, że manifestacja rozpocznie się w piątek o godz. 10.

„Manifestację zaczynamy najpierw pod siedzibą TSUE, a później przechodzimy pod ambasadę Republiki Czeskiej. Będą wypowiedzi liderów, mamy też przygotowany list intencyjny. Nie wiemy jednak, czy przedstawiciele TSUE wyjdą do nas, bo zasad i obyczajów, jakie obowiązują w Luksemburgu, nie znamy” – mówił Tyszkiewicz.

Jak podkreślił, w liście związkowcy zwracają przede wszystkim uwagę na nierzetelność postawy TSUE. „Decyzję wydano na podstawie wniosku jednej strony, bez rozpatrzenia całości sprawy. Kopalni nie można zamknąć z dnia na dzień. Jakby ktoś znał się na rzeczy to nie wydałby takiego postanowienia. To powinna być sprawa miedzy kopalnią, a miejscowościami przygranicznymi. Jeśli coś jest nie tak, to trzeba tą sprawę załatwić i rozwiązać problem, ale nie wolno podjąć takiej drastycznej decyzji, żeby z dnia na dzień zamknąć kopalnię, bo ta kopalnia już nigdy by nie ruszyła” – powiedział.

„Wstępując do Unii myśleliśmy, że będziemy traktowani poważnie i postrzegani na równi z innymi obywatelami Europy. My czujemy się obywatelami Europy, ale nie możemy pozwolić sobie na to, żeby niezależna instytucja wtrącała się aż tak i nakazywała nam, co mamy robić. Ja szanuję i ekologię i mieszkańców przygranicznych miejscowości, ale takie sprawy trzeba załatwiać w duchu dobrosąsiedzkim. Nie na zasadzie siły, tylko na zasadzie porozumienia. My tak naprawdę do końca nie wiemy, która strona mówi prawdę, bo to się dzieję trochę poza nami, poza kopalnią. Jednak to kopalnia i ludzie, którzy są tutaj zatrudnieni i żyją z tej pracy mogą najbardziej to odczuć” – wskazywał związkowiec.

Pytany o spodziewany efekt demonstracji, Tyszkiewicz podkreślił, że każdy protest związkowy odnosi jakiś skutek. „To jest też postrzeganie tego typu instytucji przez innych. Może my będziemy pierwsi, może będą po nas inne manifestacje. Skoro decyzje zapadają tam, to my nie będziemy manifestować w Warszawie, bo nie ma takiego sensu. Trzeba się pokazać tam, gdzie te decyzje zapadają” - dodał.

W maju TSUE - odpowiadając na wniosek Czech - nakazał natychmiastowe wstrzymanie wydobycia węgla w kopalni Turów. Polski rząd ogłosił, że kopalnia nadal będzie pracować i rozpoczął rozmowy ze stroną czeską. 20 września TSUE postanowił, że Polska ma płacić Komisji Europejskiej 500 tys. euro dziennie za niewdrożenie środków tymczasowych i niezaprzestanie wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów.

Do tej pory odbyło się 17 spotkań przedstawicieli resortów ochrony środowiska i spraw zagranicznych ze stroną czeską. Rozmawiali także eksperci i przedstawiciele samorządów oraz kierownictwo kopalni. Pod koniec września minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka poinformował, że rozmowy polsko-czeskie ws. kopalni Turów zakończyły się fiaskiem.

Czeskie ministerstwo środowiska zaproponowało stronie polskiej w środę wznowienie negocjacji w sprawie kopalni Turów. Rzeczniczka resortu Petra Roubiczkova powiedziała, że ma on poparcie przedstawicieli koalicji, która negocjuje powstanie nowego rządu Czech.

PAP/ as/

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Powiązane tematy

Komentarze