Informacje

Prof. Eugeniusz Gatnar, Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach, Rada Polityki Pieniężnej / autor: fot. Andrzej Wiktor
Prof. Eugeniusz Gatnar, Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach, Rada Polityki Pieniężnej / autor: fot. Andrzej Wiktor

Oszczędności źródłem rodzimego kapitału w Polsce

Gazeta Bankowa

Gazeta Bankowa

Najstarszy magazyn ekonomiczny w Polsce.

  • 22 grudnia 2018
  • 13:28
  • 5
  • Tagi: Gazeta Bankowa gospodarka NBP polski kompas Polski Kompas Polski Kompas 2018 prof. Eugeniusz Gatnar RPP
  • Powiększ tekst

Poszukując źródeł kapitału, który pozwoli finansować inwestycje i rozwijać w przyszłości gospodarkę Polski, należy przede wszystkim rozważyć możliwości jego pozyskania w kraju. To pozwoli nam ten rozwój kontrolować i ukierunkowywać sektorowo, w najbardziej odpowiedni sposób, bez konieczności spełniania warunków formułowanych przez zagranicznych właścicieli kapitału, jak to było na początku transformacji w latach 90. XX w.

Najbardziej oczywistym rozwiązaniem jest wykorzystanie krajowych oszczędności, które poprzez rynek finansowy mogą zbudować rodzimy kapitał. Oczywiście po latach wyniszczającego komunizmu, a następnie doktrynalnej prywatyzacji Polacy w swojej masie nie są zbyt bogaci. I nie mają dużych oszczędności. Ale są bardzo pracowici, bogacą się szybko i myśląc o przyszłości, chcieliby oszczędzać długoterminowo. Potrzebują tylko nieco więcej ekonomicznej wiedzy i dostępu do odpowiednich produktów w postaci lokat czy obligacji.

Napływ kapitału do Polski w czasie transformacji

Na początku transformacji, w latach 90. XX w., do Polski napłynęło, w poszukiwaniu wyższych rentowności, ponad 34 mld dol., w postaci bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Te inwestycje przyczyniły się do modernizacji polskiej gospodarki. Poza tym pojawiły się zagraniczne inwestycje portfelowe, polegające na zakupie obligacji lub pakietów papierów udziałowych. Jednak wybrany model prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych pozbawił na długo nasz kraj kontroli nad całymi gałęziami przemysłu. Warto tutaj wspomnieć prywatyzację polskiego sektora bankowego w latach 1990–1992, gdy zastosowano wiele zachęt podatkowych, m.in. wakacje podatkowe, wnoszenie i utrzymanie kapitału w dewizach czy możliwość transferu 15 proc. zysków. Wtedy podjęło działalność aż 11 banków z kapitałem zagranicznym. Ten szybki napływ inwestycji, przy słabej regulacji, spowodował, że sektor bankowy został wtedy praktycznie całkowicie przejęty przez kapitał zagraniczny. Wskaźniki rentowności dla tej działalności w Polsce wtedy były wielokrotnie wyższe niż w krajach pochodzenia kapitału. Na szczęście ustawa Prawo bankowe z dnia 29 sierpnia 1997 r. uporządkowała sytuację w tym sektorze, nakładając wymogi kapitałowe dla banków, wprowadzając licencje, kontrolę KNF, NBP itp. Jednak dopiero w tym roku, w wyniku „udomowienia” sprzedanego kiedyś Włochom Banku Pekao SA, udział kapitału zagranicznego w sektorze bankowym spadł poniżej 50 proc. To oznacza, że banki mogą finansować inwestycje zgodne z interesem gospodarczym Polski, co w przeszłości nie zawsze miało miejsce. Skutkiem wspomnianego napływu kapitału jest obecnie bardzo wysoka, ujemna międzynarodowa pozycja inwestycyjna Polski, wynosząca w I kwartale 2018 r. netto 1,2 bln zł, czyli ponad 60 proc. PKB. To wartość prawie dwukrotnie wyższa od bezpiecznego poziomu, określonego przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (35 proc. PKB). Na naszą korzyść przemawia to, że większość pasywów tej pozycji (w sumie 2,2 bln zł), czyli 1 bln zł, to inwestycje bezpośrednie, które są mniej wrażliwe na zawirowania na rynkach finansowych, chwilowy spadek koniunktury czy decyzje polityczne za granicą.

Fundusze strukturalne Unii Europejskiej

Od czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej w 2004 r. istotnym, choć w sumie niezbyt dużym, źródłem kapitału, przeznaczonym głównie na inwestycje infrastrukturalne, były fundusze strukturalne Unii Europejskiej, zwłaszcza Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego. W latach 2004–2017 do naszego kraju napłynęło 594 mld zł, a w tym samym czasie Polska wpłaciła w postaci składek ponad 195 mld zł, czyli 32,89 proc. otrzymanej kwoty. Saldo tych transferów w tym okresie wyniosło więc 399 mld zł, co stanowi 1,98 proc. PKB w latach 2004–2017. Dokładne wielkości transferów pokazuje rys. 1.

Rys. 1. Transfery z UE (przychody) oraz składki do UE (rozchody) w mln złotych; Źródło: NBP

Środki europejskie nie są duże, lecz pełnią funkcję „katalizatora”, uruchamiając inwestycje publiczne, zwłaszcza samorządów lokalnych. W latach 2011–2016 pozwoliły one sfinansować 27 proc. inwestycji publicznych oraz 4 proc. inwestycji prywatnych w Polsce. Ich wykorzystanie wymaga posiadania tzw. wkładu własnego, ale ostatnio jednostki samorządu terytorialnego oszczędzały, więc w bieżącym roku, który jest rokiem wyborczym, mają środki na inwestycje. Z kolei inwestycje publiczne „ciągną” za sobą inwestycje prywatne. Ostatnie dane pokazują, że inwestycje w II kwartale 2018 r. wzrosły o ok. 9 proc, a prywatne wzrosły o ok. 13 proc., najsilniej od 2015 r. Jednak fundusze europejskie w perspektywie po roku 2020 mogą się okazać coraz trudniejsze do uzyskania i uwarunkowane politycznie. Szczególnie obecnie, gdy w Komisji Europejskiej dominuje środowisko polityczne lewicowo-liberalne. W proponowanym ostatnio przez Komisję budżecie na lata 2021–2027 Polska może otrzymać 64,4 mld euro, czyli o 23,3 proc. mniej niż w obecnej perspektywie. Dlatego warto budować kapitał krajowy, niezależny od zagranicznych instytucji.

Sytuacja gospodarstw domowych w Polsce

To, ile Polacy mogą zaoszczędzić, zależy oczywiście od ich sytuacji materialnej. Od dwóch lat ona zdecydowanie się poprawiła, ponieważ wynagrodzenia rosną w stabilnym tempie 7–8 proc. rok do roku, wzrosła płaca minimalna i stawka godzinowa. Bezrobocie jest na najniższym w historii poziomie 5,9 proc. Do tego dochodzą różne świadczenia społeczne, m.in. program Rodzina 500+. Sytuację finansową polskich rodzin opisuje w pewnym stopniu raport przygotowany przez GUS – „Sytuacja gospodarstw domowych w 2017 r. w świetle wyników badania budżetów gospodarstw domowych”. Wynika z niego, że w roku 2017 wystąpiła wyraźna poprawa sytuacji materialnej gospodarstw domowych w Polsce, co widać na rys. 2.

_Rys. 2. Przeciętne miesięczne dochody i wydatki na osobę (w złotych); Źródło: GUS _

Poziom przeciętnego miesięcznego dochodu rozporządzalnego na osobę w 2017 r. wyniósł 1 598 zł i był wyższy o 6,3 proc. od dochodu z roku 2016. Z kolei przeciętne miesięczne wydatki w gospodarstwach domowych na osobę osiągnęły w 2017 r. wartość 1 176 zł i były wyższe o 1,9 proc. od wydatków z 2016 r. Warto przy okazji dodać, że w gospodarstwach domowych, które w 2017 r. pobierały świadczenie wychowawcze Rodzina 500+, udział tego świadczenia w dochodzie rozporządzalnym wyniósł: 13,6 proc. w miastach oraz 15,7 proc. na wsi. Jeżeli porównamy przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny na osobę w rodzinach mieszkających w miastach i na wsi, to w miastach był on wyższy o 28,8 proc. niż na wsi. Oczywiście dotyczy to także wydatków gospodarstw domowych. Reasumując, we wszystkich grupach wzrosła więc nadwyżka dochodów nad wydatkami, co daje gospodarstwom domowym większe możliwości oszczędzania.

Oszczędności Polaków

Jeśli chodzi o oszczędności Polaków, to różne źródła szacują je na 2 bln zł, z czego połowa jest trzymana w „skarpecie”, czyli w gotówce. Druga połowa znajduje się na depozytach w bankach, w funduszach inwestycyjnych, obligacjach i akcjach na giełdzie. W badaniu, jakie przeprowadził bank ING, pt. „Finansowy Barometr ING”, którego wyniki opublikowano w kwietniu br., posiadanie oszczędności deklarowało 69 proc. Polaków, czyli o 20 proc. więcej niż w roku 2016, co w zasadzie odpowiada średniej dla Unii Europejskiej. Jeśli chodzi o wielkość oszczędności, to 11 proc. naszych rodaków posiada mniej niż równowartość jednej pensji, 31 proc. osób deklarowało, że posiada 1–3 pensji, 21 proc. – 4–6 pensji, a 19 proc. – więcej niż 12 miesięcznych pensji. Zgodnie z danymi NBP na temat podaży pieniądza, w maju 2018 r. łączna wielkość depozytów w bankach przekroczyła 1 bln zł, w tym depozyty gospodarstw domowych wyniosły 751 mld zł, a przedsiębiorstwa miały na kontach 261 mld zł. Stan depozytów złotowych gospodarstw domowych zwiększył się o 4,5 mld zł, a walutowych – o 1 mld zł. Tempo przyrostu depozytów także było bardzo przyzwoite i w tym samym miesiącu wynosiło 5,7 proc. Ciekawe jest to, że od roku 2015 zmienia się struktura terminowa depozytów, tj. systematycznie rośnie udział depozytów bieżących i w grudniu 2017 r. wynosił on już prawie 62 proc., a depozytów do 1 roku – 31 proc., co pokazuje rys. 3. Długoterminowe oszczędności to tylko 2,8 proc. wszystkich depozytów gospodarstw domowych. W związku z niskim poziomem stóp procentowych Polacy poszukują bardziej zyskownych inwestycji, trzymając depozyty w pogotowiu. Na przykład ostatnio za gotówkę kupowane są mieszkania. I to w dużej liczbie.

_Rys. 3. Struktura terminowa depozytów gospodarstw domowych w grudniu 2017 roku (w proc.); Źródło: NBP _

Oczywiście ta sytuacja jest wynikiem utrzymywania przez banki komercyjne bardzo niskiego oprocentowania depozytów, które średnio wynosiło 1,5–1,6 proc. dla nowo przyjętych środków. Banki nie zachęcają do oszczędzania, bo nie potrzebują nowych depozytów, w sytuacji gdy w sektorze od dłuższego czasu występuje nadpłynność.

Jak zachęcić Polaków do oszczędzania?

Jeśli chodzi o depozyty, to one rosną powoli, ale sytuacja się nie zmieni, dopóki stopy procentowe w Polsce będą tak niskie jak obecnie. A główna stopa referencyjna NBP wynosi 1,5 proc. i jest najniższa w historii, co raczej zachęca Polaków do zadłużania się niż do oszczędzania. Muszę od razu dodać, iż martwi mnie to, że kwota kredytów konsumpcyjnych i pożyczek w Polsce przekroczyła już 188 mld zł i zbliża się do 10 proc. naszego PKB. W Europie więcej od nas pożyczyli tylko Grecy i Bułgarzy. Nasi sąsiedzi są mniej zadłużeni, bo w Czechach to 5 proc. PKB, na Węgrzech 6 proc. PKB, a na Słowacji 7 proc. PKB. Niepokój budzi zwłaszcza tempo zadłużania, które jest jednym z najwyższych w Europie i wynosi 7–8 proc. rocznie, więcej niż tempo wzrostu PKB. Dlatego, moim zdaniem, bardzo potrzebne są zachęty fiskalne do oszczędzania długoterminowego, np. w postaci odliczeń od podatku PIT, tak jak w przypadku kont IKZE, gdzie w tym roku można wpłacić maksymalnie kwotę 5 331,6 zł. Ten limit jest za mały i powinien zostać zdecydowanie zwiększony. Duże nadzieje wiążę także z Pracowniczymi Programami Kapitałowymi, które po dopracowaniu szczegółów mogą być atrakcyjną formą oszczędzania na emeryturę, czyli w długiej perspektywie, wspieranego i gwarantowanego dodatkowo przez państwo. Warto, aby zgromadzone w ten sposób środki posłużyły do rozwoju polskiego przemysłu, odkupienia polskich strategicznych przedsiębiorstw, np. w telekomunikacji czy energetyce, lub choćby budowy Banku Emerytalnego, proponowanego kiedyś przez prof. Jerzego Żyżyńskiego. Z punktu widzenia potrzeby budowania rodzimego kapitału dobrze należy ocenić kampanię Ministerstwa Finansów, które w czerwcu wprowadziło 10-miesięczne premiowe obligacje oszczędnościowe. Co prawda to pilotaż, ale ciekawy. Gwarantowane oprocentowanie wynosiło 1,5 proc. w skali roku, ale nabywca może wygrać dodatkową premię 10, 100, 1000, a nawet 10 000 zł. Sprzedano ich za 371 mln zł, co oznacza, że w marcu 2019 r. zostaną rozlosowane premie o wartości prawie 1,5 mln zł. W sumie w czerwcu 2018 r. Ministerstwo Finansów sprzedało obligacje oszczędnościowe za 1,2 mld zł. Ich strukturę pokazuje rys. 4.

_Rys. 4. Struktura obligacji oszczędnościowych sprzedanych w czerwcu 2018 roku (w mln złotych); Źródło: Ministerstwo Finansów _

Obligacje dwuletnie mają stałe oprocentowanie 2,1 proc., z kolei trzyletnie mają zmienne oprocentowanie (2,2 proc. w pierwszym roku), a czteroletnie – 2,4 proc. w pierwszym roku. Dziesięcioletnie emerytalne obligacje mają również zmienne oprocentowanie, w pierwszym roku 2,7 proc. Podobnie obligacje rodzinne sześcioletnie (2,8 proc. w pierwszym roku) i dwunastoletnie, których oprocentowanie w pierwszym roku wynosi 3,2 proc. Wydaje się, że ten sukces można spróbować powtórzyć dla pozostałych obligacji, promując je odpowiednio skutecznie.

Podsumowanie

Nie jest prawdą, że Polacy są zbyt biedni, by oszczędzać. Ich dochody rosną, rosną też oszczędności. Nasi rodacy coraz lepiej wiedzą, że systematyczne odkładanie nawet niewielkich kwot przyniesie w długim terminie niebagatelne oszczędności (tak działa formuła procentu składanego). Należy kontynuować działania na rzecz podniesienia poziomu wiedzy ekonomicznej Polaków oraz promować postawy pracowitości i oszczędności, z pożytkiem dla samych oszczędzających, jak i dla Polski, która potrzebuje rodzimego kapitału na finansowanie inwestycji rozwojowych.

Prof. Eugeniusz Gatnar, Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach, Rada Polityki Pieniężnej

Wydanie „Polskiego Kompasu 2018” dostępne jest na stronie www.gb.pl a także w aplikacji „Gazety Bankowej” na urządzenia mobilne

Polecamy i zachęcamy do lektury tego wyjątkowego rocznika

Komentarze