Informacje

Koronawirus w Chinach / autor: PAP/EPA/STR
Koronawirus w Chinach / autor: PAP/EPA/STR

Koronawirus ratuje życia?

Adrian Reszczyński

Adrian Reszczyński

Student SGGW, zainteresowany szeroko pojętą ekonomią i gospodarką światową. Związany ze środowiskami prawicowymi, wolnościowymi i narodowymi. W czasie wolnym pasjonat sztuki klasycznej jak i współczesnej, kalisteniki oraz gier komputerowych.

  • 19 marca 2020
  • 15:30
  • 0
  • Tagi: Chiny Koronawirus Stanford University Zdrowie
  • Powiększ tekst

W obliczu światowej pandemii COVID-19 naukowcy ze Stanford University doszli do kontrowersyjnych wniosków.

Ścisła kwarantanna wprowadzona w Chinach, zamknięcie licznych fabryk oraz ograniczenie możliwości prowadzenia firm przyniosły pewien nieoczekiwany skutek. Pomimo wielu negatywnych tego konsekwencji jak przerwanie łańcuchów dostaw czy załamanie chińskiej gospodarki, w skutek zaniechania działalności w Chinach doszło do niespodziewanej poprawy jakości powietrza.

Zdaniem profesora Marshall Burke’a, pracującego na Stanford University, zamknięcie fabryk spowodowane koronawirusem ocaliło tysiące istnień ludzkich. Swoje wnioski sformułował na podstawie danych dotyczących jakości powietrza w czterech chińskich miastach. Przede wszystkim zaś opierał się na obecności cząsteczek o średnicy mniejszej niż 2,5 mikrometra, tak zwanych PM2,5 – są to cząsteczki szczególnie niebezpieczne dla płuc ludzi oraz zwierząt z uwagi na łatwość ich dostawania się do najgłębszych partii układu oddechowego.

Jak wynika z danych Amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska, stężenie pyłów, w tym i PM2,5, znacząco spadło. Opierając się na tych danych, profesor Burke oszacował, że spadek zanieczyszczenia powietrza w Chinach ocalił życie 4,000 dzieci poniżej 5 roku życia oraz 73,000 osób powyżej 70 roku życia.

Dlaczego akurat te dwa przedziały wiekowe zainteresowały profesora Burke? Wynika to faktu, że osoby w tych dwóch przedziałach wiekowych są najbardziej podatne na choroby płuc spowodowane zanieczyszczeniami powietrza. Nawet przy uwzględnieniu najbardziej pozytywnego wariantu przebiegu chorób płuc, zdaniem profesora minimalna ilość zgonów wynosiłaby około 1,400 dzieci oraz 51,700 osób starszych.

Idąc dalej, profesor ze Stanford University zestawił te dane z liczbą zgonów spowodowanych działaniem koronawirusa w Chinach. Według jego obliczeń, w Chinach umarłoby więcej osób, gdyby biznes działał tak jak działał wcześniej z uwagi na samą złą jakość powietrza.

Nawet według najostrożniejszych rachunków życia ocalone dzięki zmniejszeniu stężenia zanieczyszczenia powietrza to ponad 20-razy więcej osób niż liczba zgonów spowodowanych wirusem – napisał profesor Burke w swoim raporcie.

Oczywiście należy przy tym odnotować, że wzięte pod uwagę zostały zgony, które były spowodowane bezpośrednio przez wirusa. Nie zostały w tych obliczeniach wzięte pod uwagę inne straty, np. utrata środków do życia przez wielu ludzi.

Sytuacja ta, zdaniem profesora Burke, odnosi się nie tylko do Chin. Podobny efekt można zaobserwować chociażby w przypadku północnej części Włoch. Poprzez zamykanie fabryk oraz wielu przedsiębiorstw, a także ograniczanie ruchu samochodowego, analogiczna sytuacja ma miejsce w wielu państwach świata.

Jednocześnie jednak profesor Burke zastrzega wyraźnie, że wybuch epidemii nie jest jego zdaniem niczym pozytywnym. Swoimi badaniami chciał on jedynie unaocznić skalę problemu, jakim jest zanieczyszczenie powietrza w miastach.

Źródło: oilprice.com

Adrian Reszczyński

Komentarze