Informacje

wyłącznie zasilania / autor: 24 Horas/Twitter
wyłącznie zasilania / autor: 24 Horas/Twitter

Czy Polsce grozi blackout? Regulatorzy uspokajają, choć...

Zespół wGospodarce

Zespół wGospodarce

Portal informacji i opinii o stanie gospodarki

  • Opublikowano: 11 grudnia 2021, 21:13

    Aktualizacja: 11 grudnia 2021, 21:32

  • 3
  • Powiększ tekst

W poniedziałek Polska musiała w trybie awaryjnym importować energię od w sumie 4 sąsiadów, aby zabezpieczyć utrzymanie rezerw mocy na wymaganym poziomie. Europejskie stowarzyszenie regulatorów uspokaja, że tego rodzaju nierynkowe działania standardowo wystarczają i udaje się nie dopuścić do obszarowych wyłączeń zasilania, choć… są pewne warunki – informuje portal wysokienapięcie.pl

Na wniosek Polskich Sieci Elektroenergetycznych w poniedziałek operatorzy z Niemiec, Szwecji, Litwy i Ukrainy zgodzili się awaryjnie przesłać do Polski moc, a import zasilania wyniósł w szczycie aż 1,2 GW i trwał aż 15 godzin. Nawet w czasie majowej awarii sieci, kiedy odłączone zostało niemal całe zasilnie z Bełchatowa, Polska nie potrzebowała importować tak dużej mocy.

Skorzystanie z tego mechanizmu nie oznacza jednak, że bez niej doszłoby w Polsce do blackoutu. Ze względu na zrównanie się cen na wielu rynkach, bilans handlowy Polski w ciągu godzin szczytowych w poniedziałek miał być bliski zera. Mieliśmy importować z Niemiec ok. 1 GW i podobną ilość eksportować do Szwecji i na Litwę, gdzie ceny dziś były najwyższe. W ramach pomocy międzyoperatorskiej zachowaliśmy jednak część z energii płynącej z Niemiec u siebie i dokupiliśmy jeszcze nieco mocy z Ukrainy – czytamy na portalu wysokienapiecie.pl.

Cała operacja miała na celu utrzymanie odpowiednio wysokich rezerw w krajowych elektrowniach. Wynoszą one ok. 2 GW przy zapotrzebowaniu 26 GW. A zatem bez awaryjnego importu też najprawdopodobniej byśmy sobie poradzili.

Poniedziałek jednak to dzień szczególnie stresujący dla operatora systemu. W niedzielę zazwyczaj zapotrzebowanie na moc, i co za tym idzie produkcją prądu, spadają. Stare bloki przechodzą na niższą wydajność, a w poniedziałek nie zawsze wszystkie szybko i sprawnie powracają do pracy. Przeciągają się też weekendowe remonty. PSE bojąc się o gwarancję zapewnienia zasilania wolały dmuchać na zimne i zawczasu poprosić sąsiadów o pomoc - informuje portal.

Jak czytamy, międzyoperatorska pomoc jest działaniem pozarynkowym i powinna być wyjątkiem, ale zapewnia bezpieczeństwo pracy poszczególnych systemów. Zdaniem zrzeszenia europejskich regulatorów trzeba się liczyć, że takich pozarynkowych działań tej zimy trzeba będzie podejmować wiele, ale ocenia ona, że to powinno wystarczyć do uniknięcia ryzyka blackoutów czy wielkoobszarowych ograniczeń w dostawach energii.

A jednak, jeśli nastąpi splot niesprzyjających okoliczności – np. niska generacja z OZE – dostępność mocy z importu będzie miała duże znaczenie. Jest jeszcze jeden warunek - że nad Europę nie nadejdzie ekstremalnie mroźny i obszerny wyż atmosferyczny.

Na temat tego, czy Polska jest bezpieczna i czy import od sąsiadów jest zawsze pewny przeczytasz na portalu WysokieNapięcie.pl

Czytaj też: Unia szykuje się na blackout, czyli brak prądu. A Polska?

wysokienapięci.pl/mt

Powiązane tematy

Komentarze