Informacje

Właściciele wielu domów muszą się przygotować na remont / autor: Andrzej Skwarczyński/Fratria
Właściciele wielu domów muszą się przygotować na remont / autor: Andrzej Skwarczyński/Fratria

TYLKO U NAS

ZIELONY ŁAD W PIGUŁCE. Budownictwo, czyli wielkie wydatki

Agnieszka Łakoma

Agnieszka Łakoma

dziennikarka portalu wGospodarce.pl, publicystka miesięcznika "Gazeta Bankowa", komentatorka telewizji wPolsce.pl; specjalizuje się w rynku paliw i energetyce

  • Opublikowano: 5 czerwca 2024, 18:00

    Aktualizacja: 5 czerwca 2024, 18:04

  • Powiększ tekst

Budynki bez emisji, czyli bez pieców na gaz, węgiel czy olej, a za to z panelami słonecznymi na każdym (niemal) dachu i z pompami ciepła, nawet jeśli zimą nie do końca się one sprawdzają. To najbardziej kontrowersyjne unijne wymagania, które w Polsce dla właścicieli domów starego typu będą oznaczać wydatki w wysokości nawet 130-150 tysięcy złotych.

Polityka klimatyczna Unii Europejskiej wynikająca z dokumentu Zielony Ład, nie bez powodu jest określana jako ekorewolucja, bo ma zmienić całkowicie nie tylko obraz gospodarczy kontynentu, ale także nasze, czyli społeczne, zachowania i zmusić nas do dbania o klimat. I – co chyba najtrudniejsze do zaakceptowania – wiązać się ona będzie z olbrzymimi wydatkami, które pospołu będą musieli ponieść obywatele państw unijnych i biznes.

Po co ten ład?

Główny cel Zielonego Ładu to przemiana Europy w kontynent neutralny dla klimatu. Ma to nastąpić w połowie wieku. Obecnie UE ma ok. 7-8 procentowy udział w emisji globalnej CO2, podczas gdy na światowego lidera w tym zakresie – Chiny przypada ponad 20 proc. Przyszłość Zielonego Ładu, którego zapisy mogą jeszcze ulec zmianie, zależeć będzie od wyników najbliższych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Bo to europosłowie będą przyjmować lub odrzucać kolejne akty prawne.

Ze względu na znaczenie Zielonego Ładu i rozwiązań, które mają uczynić nasz kontynent zeroemisyjnym, warto zwrócić uwagę na najważniejsze zmiany, jakie są szykowane i już zostały zaplanowane i które zostaną wdrożone. Wśród nich są te dotyczące budynków, które poza nielicznymi wyjątkami (budowli historycznych i sakralnych) będą musiały przejść gruntowną modernizację tak, by stały się bezemisyjne, a więc by nie szkodziły klimatowi.

Kosztów z tym związanych nikt do końca w UE nie policzył, a w naszym kraju wstępne szacunki wskazują na co najmniej półtora biliona złotych, z tym że według cen materiałów i usług sprzed ponad 2 lat.

Dyrektywa budynkowa: kij bez marchewki

Polski rząd ma dwa lata na wdrożenie przepisów, dzięki którym wszyscy wykonamy dyrektywę o charakterystyce energetycznej budynków. Od tego, jak zostaną one skonstruowane, zależy przyszłość właścicieli domów i mieszkań, ale i tak nie zmieni to faktu, że zgodnie z dyrektywą każdy budynek oddawany do użytku w 2030 r. będzie musiał być zeroemisyjny, zaś od 2040 roku nie będzie można ogrzewać domów paliwami kopalnymi.

W ciągu sześciu lat (do 2030 roku) zużycie energii pierwotnej w budynkach mieszkalnych ma spaść o 16 proc, zaś w kolejnej pięciolatce o 20–22 proc. Obowiązek redukcji emisji dotyczy także pozostałych budynków, a więc szkół, szpitali, przychodni, ośrodków kultury, kin itp.

W dyrektywie, o czym bardzo niechętnie mówią polskie władze, jest zapis o wprowadzeniu kar finansowych za nieprzestrzeganie przepisów. Jaki będzie ich poziom, o tym dowiemy się zapewne dopiero za kilka miesięcy lub za kilkanaście.

»»Czytaj także tutaj: Kara! Za brak remontu budynku. Od rządu i UE

Gdy dyrektywa była dyskutowana i komentowana, pojawiały się opinie, że sankcje powinny być dotkliwe i odczuwalne, by zachęcić mieszkańców UE do działania. Na razie trudno przewidzieć, czy w polskim wydaniu kary sięgną kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy złotych za dom, który nie spełni unijnych wymogów i nie obniża emisji.

Komisja Europejska proponując zapisy o obowiązkowym obniżeniu emisji z budynków, argumentowała, że stanowią one ok. 38-40 proc. wszystkich. Zatem biorąc pod uwagę fakt, że wszystkie kraje Wspólnoty mają 7-8 proc. udziału w globalnych emisjach, to w 2050 roku, zakładając optymistycznie, że przepisy zostaną zrealizowane, a więc po zainwestowaniu bilionów euro - świat zostanie uwolniony od 2,5 -3 procent dwutlenku węgla.

Stary dom – wielki remont

Jedną z najbardziej dyskusyjnych kwestii wynikających z dyrektywy budynkowej, będzie nakaz remontów. Teoretycznie nie zostało to zapisane, ale w praktyce będzie koniecznością. Bo skoro od 2040 roku nie będzie można używać węgla do ogrzewania domu, to taki piec będzie musiał zostać wymieniony. Piec gazowy może pozostać, tylko jeśli będzie współpracował z innym, ekologicznym źródłem, czyli na przykład pompą ciepła. Zatem właściciele domów starszego typu muszą szykować tysiące złotych na zamontowanie nowego systemu ogrzewania.

W przypadku pomp ciepła nie jest tajemnicą, że nie do końca sprawdzają się tradycyjne grzejniki (na przykład żeliwne), więc je także trzeba wymienić.

»»Czytaj także tutaj: Bruksela uderza nie tylko we właścicieli domów

Pompy ciepła zależnie od typu – powietrzna czy gruntowa, którą część ekspertów wskazuje jako bardziej efektywną w naszym klimacie, kosztują od około 40 do 70 tysięcy złotych. Są oczywiście także droższe.

Doświadczenia właścicieli domów, którzy niedawno je założyli, są różne - na początku roku głośno było o tzw. rachunkach grozy. Okazało się, że musieli dopłacać nawet kilka tysięcy zł za zużyty prąd.

Unijne przepisy nakładają także obowiązek montażu paneli słonecznych, tam gdzie tylko jest to możliwe i opłacalne. A to oznacza kolejne tysiące złotych wydatków (zależnie od skali instalacji i jej umiejscowienia – od kilkunastu do 30 tysięcy złotych (ale też może być drożej).

Obecnie obowiązujący sposób rozliczeń prosumentów (czyli indywidualnych właścicieli) jest jednak mało korzystny i ma zostać zmieniony.

Aby sprostać nowym unijnym wymaganiom i aby montaż paneli i pomp ciepła miał w ogóle sens w budynkach starszego typu, które przeważają w naszym kraju, trzeba będzie przeprowadzić gruntowne ich modernizacje i docieplenia, a to znów wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Mieszkańcy bloków nie są bezpieczni

Dyrektywa obowiązuje całe budownictwo, a zatem i mieszkańców tych bloków, których termomodernizacja stanie się koniecznością, tak jak montaż paneli słonecznych. Zatem lokatorzy i właściciele mieszkań odczują wydatki z tym związane w opłatach czynszowych, bo bez wątpienia będą musieli więcej wydawać na tzw. fundusz remontowy.

»»Czytaj tutaj: BI: idzie skokowy wzrost opłat na fundusz remontowy

Fala modernizacji ma być powszechna w Europie, stąd wprowadzono pojęcie paszportu renowacji dla niemal każdego budynku, z opisem tego, co już wykonano i co jeszcze jest do zrobienia, aby budynek był zeroemisyjny.

Agnieszka Łakoma

»» O bieżących wydarzeniach w gospodarce i finansach czytaj tutaj:

Praca z domu i 42 tys. zł miesięcznie. Nawet bez studiów

CPK jednak odżyje? Wielki fundusz chce zainwestować!

Polska traci kolejny terminal zbożowy: Wejdą Niemcy?

Wielkie biuro podróży bankrutuje. Klienci mają problem

Powiązane tematy

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych